#recenzujemy Yfel 1710 “Willa Wisielców”

Wychodzi na to, że Klimorh nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym roku, i dosłownie za chwile uraczy metalową brać kolejnym projektem, który ma szansę stać się czymś więcej, niż tylko jednorazowym wytryskiem złowieszczej inspiracji.

Warmia to region o niezwykle złożonej i barwnej przeszłości. Grzebiąc w różnych historycznych zapisach, możemy dokopać się do roku 1243, wtedy te ziemie zamieszkiwało plemię Warmów – stąd też i sama nazwa. Przez lata Warmia była pod władaniem Państwa Krzyżackiego, Księstwa Polskiego, by po pierwszym rozbiorze stać się częścią Królestwa Prus i tak aż do roku 1945. Przez te lata Warmia obrosła wieloma legendami i podaniami, często bardzo krwawymi, mrocznymi, złowieszczymi. Klimorh od lat zafascynowany jest przeszłością ziem na których przyszło mu żyć, sam mieszkam w Olsztynie od narodzin, czuję się Warmiakiem i rozumiem jego fascynacje, ba nawet ją podzielam. Nie dziwi mnie więc fakt, że nowy projekt stał się przekaźnikiem tego niezwykłego folkloru. “Willa Wisielców” istnieje naprawdę i stoi do tej pory, opowiedziana w utworze “Szpital Przemienienia”, historia szpitala psychiatrycznego również. Na jego szczątkach stoi teraz Uniwersytet Warmińsko Mazurski, samo Kortowo nadal jednak ma pewną specyficzną, złowieszczą aurę. Pozostałe utwory także są historiami opartymi na faktach, które Klimorh spisał swoim niezwykle barwnym i poetyckim językiem, który nasączony jest jak zwykle złowieszczą, mefistofeliczną emanacją.

Nie da się niezauważyć, że “Willa Wisielców”, jest chyba najbardziej diabolicznym tworem K. – zarówno od strony lirycznej jak i czysto muzycznej. Krzywdzącym byłoby jednak nie wspomnieć o pozostałych dwóch członkach projektu, którzy na muzyce Yfel, odbili mocno swoje piętno. Nie będę zdradzał ich nazwisk, bo może sobie tego nie życzą, nie wiem. Jednakże są to postacie, które wypłynęły po latach niebytu z podziemia, a w latach 90 tych były mocno aktywne na warmińskiej scenie.

Muzycznie Yfel 1710, sięga do korzeni black metalu drugiej fali i robi to tak umiejętnie, że mimo iż inspiracje są oczywiste, to jednak jak wszystko w czym macza łapy Klimorh – całość nabiera bardzo osobistego charakteru. Wpływ na to ma w głównej mierze niezwykle ekspresyjna maniera wokalna oraz wspomniany już liryczny koncept. Jadowitość głosu Klimorha balansuje na granicy szaleństwa i diabolicznej psychozy. Utwory mimo, że z założenia proste, podszyte są hipnotyczną melodyjnością i melancholią. Brzmieniowo dostajemy esencję tego czym Darkthrone raczył nas na chociażby na albumie Panzerfaust. Jeśli więc bliska wam jest wciąż tego rodzaju muzyczna ekspresja to rozpłyniecie się w “Willi Wisielców”.

No i ta fenomenalna oprawa graficzna Roberta A. von Rittera. Chylę czoła. 

Wydawca: Malignant Voices

Polub nas!
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!