Dzień Języka Hiszpańskiego – 3 albumy i playlista, które powinieneś poznać

23 kwietnia był świętem wszystkich fanów języka hiszpańskiego. Z tej okazji przygotowałam dla Was kilka pięknych rzeczy związanych z tym językiem – trzy albumy muzyczne i jedną playlistę ze Spotify’a. Wszystko po hiszpańsku, klimatyczne i w sam raz na czas zabarykadowania w domu.

Dlaczego piszę o hiszpańskim?

Na początku roku, niesiona jeszcze noworoczną ekscytacją i pragnieniem zmian, kupiłam podręcznik do hiszpańskiego dla początkujących. Wtedy, szczerze mówiąc, myślałam o tym, jak o nowej zabawce, która przyciąga póki świeża, ale która z czasem zwietrzeje i wyląduje na półce z przeczytanym i odrzuconym. Kiedy jednak zaczęłam pokonywać pierwsze rozdziały, oglądać pierwsze bajki, słuchać pierwszych podcastów i oglądać (bo przecież jeszcze nie czytać!) pierwsze artykuły, wsiąkłam, jak woda w hiszpańską glebę. Język urzekł mnie swoją bezpośredniością i prostotą z jednej, a klimatem i emocjonalnością z drugiej. Podobno w procesie nauczania warto również słuchać muzyki po hiszpańsku. Szybko więc znalazłam dobrą playlistę na Spotify – taką, która mogłaby towarzyszyć mi przez większość dnia, zarówno przy pracy, sprzątaniu, jak i w drodze z i na uczelnię. Café con Leche – playlista z muzyką tak smaczną i delikatną, jak kawa z mlekiem.

Tutaj link:

https://open.spotify.com/playlist/37i9dQZF1DXa3NnZWk6Z3T

Przyznaję – był czas, kiedy gardziłam wszelkiego rodzaju playlistami. Był to okres mojego największego zadufania, w którym uważałam, że dobra muzyka, to tylko ta z pełnowymiarowych albumów. Nawet nie remasterowanych. Nawet jeśli w 80% nudnych i godnych pożałowania, to i tak warta przesłuchania. Bo to przecież całość, koncept, któremu należy się uwaga niezależnie od jakości. To miała być jakość sama w sobie.

Z czasem dorosłam i zmądrzałam. I teraz rozsmakowuję się nawet w najdurniej nazwanych playlistach na Spotify. Przykład? “Easy”, “Van Life” czy “Wild + Free”.
“Café con Leche” to zbiór kilkudziesięciu utworów po hiszpańsku, z różnych gatunków muzycznych – od delikatnego indie, przez pop, po nuty cygańskie i orietnalne. Przez większość czasu jest jednak bardzo spokojna i kojąca. Czasami słodka, ale bardziej jak miód, który koi podrażnione serce niż jak tandetna, truskawkowa pomadka, od której zbiera na wymioty. Dlatego “Café con Leche” to playlista idealna do wszystkiego i dla wielu osób, zarówno szczęśliwych, zobojętniałych, jak i przechodzących przykry okres w życiu.

Kilka moich ulubieńców z playlisty “Café con Leche”:

  • “Mi Corazón” – Paté de Fuá i Natalia Lafourcade;
  • “Azul” – Natalia Lafourcade i Rodrigo Amarante (daję słowo, wstęp przypomina mi dzieciństwo i “Krecika”!);
  • “Buen Viaje” – Fémina;
  • “Quimera” Jorge Drexler;

3 albumy po hiszpańsku, które warto znać

Teraz przejdźmy do konkretnych albumów. Jak być może już podejrzewasz, poznałam je właśnie za pośrednictwem playlisty “Café con Leche”. Nie będę się rozpisywać przy każdej z propozycji. Postaram się tylko zasiać nutkę zaciekawienia z nadzieją, że dokonasz tego wysiłku i po następnym otworzeniu Spotify’a wklepiesz te nazwy w “szukajkę”. Mówię szczerze – warto.

1. “Traspasa” Fémina (https://open.spotify.com/album/4SgkWnlMfXsXPJcYArOYTl)

Wyobraź sobie trzy ultraatrakcyjne, uśmiechnięte i muzykalne kobiety z gorącej Argentyny. Teraz dodaj do tego rytmiczną, śpiewalną muzykę z seksownie brzmiącym hiszpańskim. To więcej seksapilu niż mogłoby się zmieścić w Enrique Iglesiasie, nawet gdyby pomnożono go razy dziesięć!

Muzyka na “Traspasa” ma dużo z hip-hopu i soulu. Rozwiązania aranżacyjne i wokalne często są tak niebanalne i ambitne, że aż dębieją mi włosy na ramionach. To płyta idealna na czas, kiedy potrzebujesz zastrzyku energii, ale bez tępej, prymitywnej radości. Raczej z radością pełną refleksji i głębszego zachwytu. Tutaj dosłownie każdy utwór to mistrzostwo. Swoją różnorodnością przypomina mi trochę Pain of Salvation “Falling Home”. Wiadomo, to zupełnie inna działka muzyczna, ale wyczuwam w tym podobny dystans, ambicje i zabawę konwencjami muzycznymi.

Jeśli nie zachęca Cię cały album, znajdź Fémina chociażby na YouTube, kliknij w występ live dla KEXP i podziwiaj, jakie to piękne i ponętne kobiety. Ich głos i tak do Ciebie dotrze i niemalże jak syreni śpiew rozbudzi, co trzeba.

2. Shakira “Shakira MTV Unplugged” (https://open.spotify.com/album/3yQQUyIA3vRIRnB4rqtThe)

Pamiętam jeszcze swoje dzieciństwo i czas, kiedy Shakira i jej “She Wolf” nie opuszczało Vivy. Przez to, że poznałam ją właśnie w tym momencie, nie polubiłam i aż do początku 2020 roku uważałam za twórczynię tandetnego popu dla, powiedzmy, mało wymagającego słuchacza.

Jednak kiedy usłyszałam “Inevitable” w wersji akustycznej, oniemiałam. Jak ona tam śpiewa! Jak efektownie, a jednak jakby skromnie! Wtedy spojrzałam, że płyta, z której pochodzi ten album – “Shakira MTV Unplugged” – to rok 2000. Czas, kiedy Shakira prawdopodobnie mogła jeszcze pozwolić sobie na ciekawe utwory, z klimatem bliskim graniu w podziemnym pubie, a nie na estradzie.

Shakira MTV Unplugged” słucha się lekko. A jeśli ma się uwielbienie lub chociaż sympatię do języka hiszpańskiego i brak uprzedzeń do Shakiry, to słucha się nawet przyjemnie. Myślę, że na czas kwarantanny – kiedy warto odpuścić sobie zgrywanie ambitnego chojraka – to bardzo dobra muzyka. Pozwala odpocząć, pobujać biodrami, zluzować ramiona.

3. Paté de Fuá “Película Muda Primera Parte” (https://open.spotify.com/album/5fiR3WAp6vuCLmxoQ88Vcd)

Ten album pojawił się już, kiedy wymieniłam kilka ulubieńców z playlisty “Café con Leche”. Ha! Tak niepostrzeżenie. “Mi Corazón” to rzeczywiście najbardziej hiszpański (jeśli można tak w ogóle powiedzieć) utwór na płycie. Ale ten latynowski pierwiastek nie ucieka z albumu ani na chwilę. Zawsze obecny tworzy piękny klimat i pozwala odpłynąć myślami w krainę słonecznych stepów. Banjo, mandolina, akordeon, klarnet, saksofon, kontrabas, trąbka… Instrumentów, z których korzysta Paté de Fuá nie sposób wymienić. A to na pewno decyduje o bogactwie płyty. I daje wyraźne wyobrażenie o muzyce, jaką można na niej znaleźć.

To jak, sprawdzisz? Jeśli tak, poinformuj mnie o tym w jakiś sposób – komentarzem, lajkiem, wiadomością prywatną. Być może wtedy będziemy mogli razem napić się kawy z mlekiem i pomarzyć o czasie, kiedy kwarantanna się kończy, samoloty znów swobodnie latają, a podróż do Hiszpanii jest w zasięgu ręki. A jeśli zabarykadowanie będzie trwać, cóż – po to są te albumy, playlisty, filmy i podcasty. Żeby poczuć śródziemnomorski klimat nawet w wynajmowanych, po PRL-owskim pokoju.

Polub nas!
Katarzyna Zawolik

Written by

Dziennikarka z wykształcenia, copywriterka z zawodu, gdynianka z przypadku. Od dobrego jedzenia i serialu woli tylko dobrą muzykę i książkę. Wierzy w ideę szczęśliwego, spokojnego życia. Ba! Uważa, że ze szczęśliwym życiem jest jak ze zgrabnym brzuchem - da się to wypracować. Więc w ramach treningu pisze. Bo lubi, chce i może.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!