#recenzujemy Banisher “Degrees of Isolation”

Banisher ze swoim czwartym albumem, wskoczył prosto w ramiona jednej z najbardziej rozpoznawalnych w naszym kraju wytwórni parających się grindem i death metalem – Selfmadegod Records. Wytwórnia Karola od lat niezmienia kursu, nie poszerza muzycznych horyzontów, nie stara się także przypodobać słuchaczom ani odnajdywać w obecnie panujących modach czy zmieniających się trendach i ja to bardzo szanuję. Przez 20 lat istnienia labelu Karol wydał już prawie 200 wydawnictw, włącznie z nowym niezwykle udanym wymiotem Banisher.

Hubert, lider zespołu to bardzo utalentowany muzyk, który zatrważająco mocno rozwinął swoje umiejętności w Decapitated, zdobywając przy okazji bardzo dużo doświadczenia. I nie mam tutaj tylko na myśli sfery czysto muzycznej. Zapewne pamiętacie aferę z aresztowaniem zespołu podczas trasy koncertowej w Stanach Zjednoczonych pod zarzutami gwałtu? Wszyscy wtedy śledziliśmy wszelkie doniesienia związane z tym tematem i. odetchnęliśmy z ulgą gdy zespół został oczyszczony z zarzutów. Tak czy inaczej Panowie przesiedzieli niewinnie kilka miesięcy w amerykańskim więzieniu – sytuacja nie do pozazdroszczenia. Dla czego o tym wspominam w tej recenzji? Ponieważ historia opisana na “Degrees of Isoaltion” opowiada właśnie o tych wydarzeniach, przez co album ten w warstwie lirycznej, jest najbardziej osobistym w dyskografii zespołu.

Muzycznie to także najdojrzalszy i zarazem najbardziej wielowymiarowy krążek z dotychczasowych. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że na nowej płycie Hubert postanowił wyjść nieco poza ramy technicznego death metalu, wpuszczając miedzy riffy pewną dozę powietrza i przestrzeni, nie zaburzając przy tym death metalowego kręgosłupa. Tak czy inaczej zabieg ten sprawił, że mamy doczynienia z najbardziej zróżnicowanym w sferze aranżacyjnej albumem w dyskografii Banisher. Dostajemy cały wachlarz temp – od wolnych, walcowatych łamaczy kości, przez średnie brutalne ciosy po niezwykle precyzyjne i mega szybkie jedyneczki. Wszystko to okraszone mocno wpadającymi w ucho riffami, które tak jak wspominałem wymykają się niejednokrotnie ramom gatunkowym. Płyta jest długa – średnia długość kompozycji to 5 minut, trafił się jednak wybitnie nie radiowy przebój trwający prawie 9 minut “Lockdown”, który jest najbardziej transowym i ociężałym walcem na tym albumie. Wraz z “Devil in ISO 5”, jest to najcześciej odsłuchiwany przeze mnie utwór na tym albumie.

Banisher to zespół bardzo dojrzały i świadomy. Mam nadzieję, że w barwach Selfmadegod Records zespół przebije się ze swoją muzyką do jak największej rzeszy fanów death metalu.

Wydawca: Selfmadegod Records

Polub nas!
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!