#recenzujemy Body Count “Carnivore”

Wreszcie! Dokładnie 6 marca 2020 roku na półki sklepowe trafił 7 studyjny album Body Count. Czekałem na to wydawnictwo z utęsknieniem i… nie zawiodłem się. “Carnivore” z całą pewnością zadowoli fanów brzmienia Ice-T i spółki.

W każdym razie na pewno zadowala mnie. Ten album utwierdza w przekonaniu, że hip-hop i ciężkie brzmienia to genialne połączenie.
Zacznijmy od początku. Na okładce widnieje czerwona postać, której ciało stanowi niezwykle zawiły i drobiazgowy szkic Los Angeles. Po jej bokach wypisano nazwę zespołu i tytuł albumu. Grafika jest naprawdę rewelacyjna. Przykuwa uwagę, bije z niej bunt i agresja. Mimo to wciąż jest spójna i estetyczna. Co ciekawe, rzeczone dzieło wykonał Polak – Zbigniew M. Bielak, którego prace cieszą się uznaniem na całym świecie. To bardzo miły akcent, który, jak mniemam, zachęci kilku polskich słuchaczy do zbadania zawartości “Carnivore”.


Album otwiera tytułowy numer, który już od pierwszej chwili buduje napięcie. Słyszymy tajemniczą melodię i lekko przyćmione syreny policyjne w tle. W przypadku Body Count, nikogo nie powinno to dziwić. Bębny wybrzmiewają kilka razy i po 40 sekundach “ciszy przed burzą” wchodzi główny riff z całą sekcją instrumentów. Jest mocne, przejrzyste brzmienie gitar, jest żywa perkusja i przede wszystkim – jest GROOVE. Ice-T, w typowym dla siebie agresywnym stylu, rapuje o krwawym polowaniu na ofiarę. W końcu, tytułowy “Carnivore”, to w języku polskim “mięsożerca”.


Podobnie jak na poprzednim albumie zespół znów postawił na kilka utworów z występami gościnnymi. “Point The Finger” to szybki, punkowo/thrashowy numer zasilany krzykami Riley’a Gale (Power Trip). “Another Level” jest dużo wolniejszy i bardziej melodyjny. Jamey Jasta (Hatebreed) wyśpiewuje chwytliwy refren, a zespół wydobywa ze swoich instrumentów hipnotyzujące, ociężałe dźwięki. W utworze “When I’m Gone” razem z Ice-T zaśpiewała Amy Lee (Evanescence). Jej melancholijny głos dodał całości trochę przyjemnego chłodu i oddechu od ciężaru. Cały numer utrzymany jest w nostalgicznym klimacie i traktuje z grubsza o relacjach międzyludzkich, a także o tym, że swoich bliskich doceniamy dopiero wtedy, kiedy przychodzi nam ich żegnać.


Podczas tworzenia swojego siódmego kompaktu Body Count zdecydowali się na mały powrót do przeszłości. Na playliście albumu znajduje się ciężka, przesączona hardcore’owym brzmieniem wersja kawałka “Colors” z solowego repertuaru Ice-T. Melodia i tempo zostały zachowane, ale brud, który towarzyszy temu wykonowi zrobił z tego numeru coś zupełnie nowego. Płyta “Carnivore” zawiera także wiernie odwzorowany cover “Ace Of Spades” grupy Motorehad. Ta wersja hymnu Lemmy’ego Kilmistera może nieco wybić słuchacza z rytmu, ale sama myśl, że raper oddaje hołd legendzie Rock N’ Rolla wzbudza pozytywne emocje. Warto wspomnieć, że zespół już wcześniej miał na swoim koncie covery kapel takich jak np.: Slayer i Suicidal Tendencies.


Body Count przygotowali na tę płytę całe mnóstwo solidnego autorskiego materiału w postaci takich kawałków jak: “Bum-Rush”, “Thee Critical Beatdown”, “The Hate Is Real” czy “No Remorse”. Jak zwykle, instrumentalnie i produkcyjnie wykonali kawał świetnej roboty. Tematycznie też nie wiele się nie zmienia. Najlepiej świadczy o tym cytat z ostatniego z wymienionych numerów: “If I offended you, it was intentional” (pol. “Jeżeli cię uraziłem, zrobiłem to celowo”). Klasyczny, niezawodny Ice-T. Sięgnijcie po “Carnivore”. Warto.

Polub nas!
error20
fb-share-icon1213
Tweet 55
Maciej Jankowski

Written by

Fan dobrej muzyki, gitarzysta. Pasjonat szeroko pojętej popkultury i chłodnego kryminału w skandynawskim wydaniu. A na papierze "dziennikarz muzyczny/prezenter w radiu UWM FM, amatorski recenzent i felietonista".

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!