#recenzujemy Slaid "Nimb"

Nimb (łac. nimbus, chmura) – termin stosowany w sztuce na określenie świetlistego otoku wokół głów przedstawianych na obrazie postaci boskich lub świętych; symbolizuje ich duchowe światło. Nimb może mieć kształt koła, krzyża wpisanego w okrąg, trójkąta lub promieni rozchodzących się wokół głowy.

Slaid idzie za ciosem i po bardzo udanym drugim albumie “Le Reve”, w turbo tempie uraczył nas nowym mini albumem “Nimb”, wydanym w barwach nowej warmińskiej wytwórni Moans Music. Slaid to nie ukrywajmy nisza – muzyka tworzona przez projekt nie jest przyjemna w obcowaniu, surowa, chropowata, psychodeliczna – ma z założenia wzbudzać w moim odczuciu, skrajne emocje u słuchacza. I tak jak dla wariatów lubujących się w industiralno, trip hopowo, noisowej stylistyce będzie to orgazmiczna rozkosz, tak dla wrażliwego ucha może być tych rozkoszy przeciwnością.

Rafał Litwin – pierwszy mózg Slaid, tuż po wydaniu “Le Reve”, nosił w sobie dużo obaw, że płyta wyszła mu zbyt ugładzona, wręcz piosenkowa – co oczywiście nie jest prawdą. Jednakże, zestawiając ze sobą oba materiały, można faktycznie odnieść wrażenie, że tym razem z założenia, postanowił ubrudzić się bardziej i wyszło to nad wyraz intrygująco. Co prawda niedosyt jest duży, bo to zaledwie 6 kompozycji i niecałe 30 minut muzyki – i gdy słuchacz zacznie się ostro wkręcać, to nagle okazuje się, że już mamy koniec wycieczki. To jednak nie jest jakiś wielki problem, bo “Nimb” to muzyka, która potrzebuje uwagi, potrzebuje zaangażowania słuchacza. Uwierzcie mi – pobieżne słuchanie tego mini albumu nie pozwoli wam zrozumieć złożoności tego materiału. Najlepiej zrobić to tak – zaplanujcie sobie trochę wolnego czasu tylko dla siebie, nalejcie sobie wina – lub czegoś mocniejszego, możecie też zapalić, aby poszerzyć swoją percepcję, załóżcie na uszy słuchawki, przygaście światło i poddajcie się tym dźwiękom. Na efekt wow nie będziecie czekać długo – gwarantuję.

Tak jak wspominałem całość to 6 kompozycji, z czego 2 są instrumentalne, pozostałe cztery to utwory w których usłyszymy drugi mózg projektu – Ewelinę Lewandowską oraz gościa Karola Gawerskiego, którego możecie znać z KnotJózef OST czy Grawer Pasi. Ewelina i Karol podzielili się po równo oprawą wokalną kompozycji oraz napisaniem tekstów na “Nimb” i muszę przyznać, że wyszedł z tego dosyć spójny, mocno niepokojący koncept nadający całości bardzo chorobliwej – czytaj “nieziemsko zajebistej” aury.

Slaid to jednak nie tylko projekt stricte muzyczny a audio wizualny. Aby więc jeszcze mocniej ubrudzić się w dźwiękach “Nimb”, koniecznie zajrzyjcie na You Tube i obejrzyjcie wszystkie teledyski stworzone przez Ewelinę do nowego materiału. Wtedy jest szansa, że wasze zwoje mózgowe pomarszczą się jeszcze mocniej.

Do pełni szczęścia brakuje mi w tym wszystkim jakiegoś happeningu czyli występu na żywo. Twórczość Slaid w niezbyt dużej sali koncertowej, w intymnej atmosferze? To byłby sztos!

Polub nas!
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!