#recenzujemy Whitechapel "The Valley"

Termin “deathcore” był używany już w latach 80tych i 90tych. Swojego obecnego znaczenia zaczął nabierać w okolicach lat 2006 i 2008, kiedy to wydawnicze debiuty zanotowały takie kapele jak Suicide Silence, Bring Me The Horizon, Carnifex czy nasi dzisiejsi bohaterowie – Whitechapel. Bez dwóch zdań są to filary tego gatunku.


29 marca 2019 roku na półki sklepowe trafił album “The Valley”, czyli 7. długogrające wydawnictwo ostatniej z wymienionych grup. Na krążku znajduje się 10 kawałków. Większość stanowią bardzo uczciwie zagrane, ciężkie kompozycje odpowiadające ich stylowi. Większość, bo są też utwory odbiegające od deathcore’owych konwenansów. Już w pierwszych dwóch minutach płyty natykamy się na “czyste” wokale, do których wrócimy nieco później. Brzmienie i ogólny miks są na wysokim poziomie. Gdy gra się tak gęsto jak Whitechapel, nie jest to wcale takie oczywiste.


Już po pierwszym przesłuchaniu płyty zapadł mi w pamięć numer “Black Bear”. Dzieje się w nim kilka drobnych, acz ciekawych rzeczy. Jest chwytliwy riff gitarowy na początku, razem z perkusją dochodzi groove, w zwrotce jednak coś się zmienia. Perkusja wolno wybija rytm, a ledwo słyszalna gitara wygrywa frazy, które za chwilę uderzą ze zdwojoną siłą. Tym motywom towarzyszy równie wolny, ciągnący się wokal. Swoją drogą, Phil Bozeman to chyba najbardziej charakterystyczny głos w tym gatunku.
Kolejną ciekawostką na “The Valley” jest mój zdecydowany faworyt, czyli utwór o tytule “Hickory Creek“, w którym to wspomniany wokalista odchodzi od growlu i screamu. Całą piosenkę wykonuje, śpiewając “czysto”. Mimo sprzeciwu fanów, taki zabieg wystąpił już na poprzedniej płycie (“Mark Of The Blade“), przy okazji kawałka “Bring Me Home“. W dalszym ciągu pojawia się wiele głosów mówiących, że “nie powinno się tak robić”. Kiedyś ktoś przy mnie powiedział: “Jak chcą sobie śpiewać, to niech założą nowy zespół i tam to robią, a tu grają jak Whitechapel”. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem, jeżeli chcemy wprowadzać “czyste wokale” do deathcor’u, powinniśmy to robić dokładnie tak, jak Phil Bozeman, Facet ma świetny głos i doskonale wie, jak go używać.


Pozostałe utwory na “The Valley” nie odbiegają znacznie od tego, co można usłyszeć na wcześniejszych albumach. Nie znaczy to oczywiście, że nie są warte uwagi. Materiał w dalszym ciągu jest ciężki, szybki i buja. Nie braknie także solówek granych przez dwie gitary w charakterystycznej harmonii. Poprzeczka, jeżeli nie została podniesiona, to na pewno utrzymała się na tym samym wysokim poziomie. Warto również pochylić się nieco nad tekstami. Wszystko wskazuje na to, że jest to album wyjątkowo ważny dla zespołu także pod tym względem. Są trochę jak historia idealnie współgrająca z mroczną atmosferą, którą budują charakterystyczne dla Whitechapel melodie.


W związku z tym, że od bardzo dawna jestem fanem tej grupy, gdy słuchałem płyty “The Valley”, towarzyszyły mi same pozytywne emocje. Jest to z całą pewnością związane z sentymentem, jakim ich darzę. Mimo że jest to muzyka ekstremalna, często słucham jej “na dobranoc”, delektując się przy zgaszonym świetle nastrojem, który tworzą. Odnoszę wrażenie, że z każdym kolejnym krążkiem są w tym coraz lepsi.

Polub nas!
error20
Maciej Jankowski

Written by

Fan dobrej muzyki, gitarzysta. Pasjonat szeroko pojętej popkultury i chłodnego kryminału w skandynawskim wydaniu. A na papierze "dziennikarz muzyczny/prezenter w radiu UWM FM, amatorski recenzent i felietonista".

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!