#recenzujemy Non Opus Dei “Głód”

Klimorh, znalazł się w bardzo intrygującym momencie swojej muzycznej historii. Dosłownie w jednym momencie ukazał się nowy album Non Opus Dei, drugi album Narrenwind – po obu jeszcze nie opadły emocje, a już za rogiem czai się nowy, złowieszczy projekt Yfel 1710, którego zapowiedź krąży już po internecie. No i gdzieś tam poza głównym obiegiem, na skraju naszej świadomości, cały czas bawi się w barda z projektem Alne. Ja chciałbym jednak skupić się teraz na płycie, na którą zdecydowanie z wypiekami oczekiwałem, a oczekiwaniom tym towarzyszyło sporo emocji.

Non Opus Dei w moim odczuciu to nie tyle co zespół, a pewne zjawisko na naszej krajowej scenie. Klimorh od strony lirycznej przez lata konsekwentnie budował wokół zespołu pewną historię, pewną niedopowiedzianą opowieść, swoistą aurę zawieszoną między pogańskimi rytuałami i wierzeniami oraz diabolicznymi konotacjami z rogatym. Dodać wypada, że diabeł ten w całym swoim jestestwie spogląda na nas z ciemności, która jest tak stara, jak stary jest świat, obrzydliwie plugawa i przy okazji niezwykle w swym pierwotnym charakterze pociągająca. Nowy album “Głód” to kolejny rozdział tej nietuzinkowej historii, która wciąga z taką samą mocą jak muzyka zawarta na tej płycie. Bo jeśli mówimy o Non Opus Dei jako pewnym zjawisku to do pełni brakuje nam właśnie muzyki, która zdecydowanie wykracza poza utarte schematy i rozumienie gatunku, jakim jest black metal.

Nie ukrywam, zanim pojawił się “Głód”, miałem sporo obaw co do przyszłości zespołu. Jakby nie patrzeć teraz to bardziej projekt niż pełnoprawny zespół z koncertowym składem. Nie jest przecież tajemnicą, że w zespole w pewnym momencie nastąpił rozłam, który doprowadził do narodzin Goryczy – jednego z bardziej intrygujących debiutów zeszłego roku na metalowej scenie. Tak czy inaczej, obawy były zupełnie bezpodstawne, a koncertowo Klimorh nigdy nie był nadaktywny, więc nie wiele się zmieniło w tym temacie – najważniejsze, że nowy album wreszcie się ukazał, bo sam materiał swoje odczekał na półce, zanim pojawił się jako oficjalne wydawnictwo.

“Głód” to bardzo niepokojące, złożone i wielowymiarowe dzieło, do którego nie będzie trzeba z pewnością przekonywać żadnego fana poprzednich płyt Non Opus Dei. Połamana rytmika, dysonanse, pięknie wyeksponowany na przodzie bass oraz specyficzna transowość, oraz halucynogenny klimat, wciągają niepostrzeżenie i bardzo skutecznie słuchacza. Nie jest to album łatwy w odbiorze. Jednakże każdy, kto przysiądzie przy tych dźwiękach, zagłębi się w struktury, pokrętną melodykę oraz historię wykrzyczaną przez Klimorha – wpadnie w ten album jak w przysłowiowe bagno.

“Głód” to w strukturze historii album koncepcyjny, bardzo spójny w detalach zarówno od strony lirycznej, jak i muzycznej. Zdecydowanie więc polecam pochłanianie go przy jednym podejściu bez żadnych przerw – zabieg ten zdecydowanie sprzyja pełnemu zrozumieniu “diabolicznego” zamysłu jego twórcy. Efekt ostateczny jest taki, przynajmniej w moim przypadku, że gdy wybrzmiewa ostatnia nuta tej płyta ja od razu czuję tytułowy “Głód”

Wydawca: Pagan Records

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!