Dwie tony siarki od wydawnictwa Putrid Cult

Wakacje to był leniwy dla mnie czas. Nie miałem też zbytnego ciśnienia na pisanie, więc sporo rzeczy się zazbierało. Przyszła pora na nadrobienie recenzenckich zaległości. Na pierwszy ogień dwa wydawnictwa od Morgula i jego Putrid Cult.

Przy okazji recenzji Goathrone wspomniałem, że czeka nas jeszcze bardziej obrzydliwe plugastwo. Tak oto ukazał się album Deathvasstator „Nuclear Demo(n) MMXIX”. Tym razem Lord K i Diabloizer działają w duecie. Jeśli komuś było mało smrodu siarki i radioaktywnego opadu tu będzie mogła się tym delektować do woli. Po starciu z Deathvasstator żodyn, powtarzam żodyn przy życiu nie zostanie. Słuchanie „Nuclear Deno(n) …” to jak rzucanie się gołą klatą na zasieki. Nie wiem czy w w 2019 roku słyszałem coś bardziej obskurnego i paskudnego. Jest to muzyka stworzona przez maniaków dla takich samych popierdoleńców jak oni sami. Możecie wziąć cmentarny klimat Bay Area pomnożyć go przez piwniczny syf,  podlać to ruskim spirytusem i podpalić, żeby mieć świadomość tego co tu się odpierdala. Wszystko na tym albumie nastawione jest na zagładę. Riffy stworzone przez szaleńca, perkusyjna kanonada i maniakalny wokal. Nie ma co tu pierdolić o produkcji, bo takiej nie uświadczycie. Sound który wylewa się z głośników wręcz zniechęca do zapoznania się z tą płytą. Nie wiem czy to skusi kogokolwiek do sięgnięcia po ten album. Szczerze powiedziawszy mam to w dupie. Pewnie jeszcze bardziej wyjebane na to mają sami twórcy, jak i zapewne na wszelkie opnie na temat „Nuclear Demo(n) „. Po chuj więc o tym wszystkim pisać? A no o czymś pisać trzeba, a słuchając nowej Mgły miałem nomen omen mdłości, więc wolę uraczyć Was nuklearną zgładą !!!

Żeby lekko odetchnąć chciałbym zaproponować coś deczko bardziej przyjemnego dla ucha. Damage Case to w porównaniu z wyżej opisaną płytą muzyka łatwa i przyjemna. Jednak muzyka dająca ogromnego kopa! Przy pierwszym odsłuchu „Fuck’n’roll Damnation” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to taki Motorhead tribute. Rzeczywiście duch Lemmy’ego jest tu obecny. Na szczęście Thomas odpowiedzialny za wokale nie poszedł w kierunku naśladownictwa Kilmistera. Muzycznie mamy tu mocno rock’n’rollowy feeling ubrany w heavy metalowe brzmienie. Na albumie upakowano to co najlepsze w obu gatunkach. Melodyjne i motoryczne riffy tworzą zestaw hitów dobrych na każdą okazję. Nie znam pozostałych dokonań Shadocka, ale trzeba przyznać, że ma chłop łapę do chwytliwych gitarowych motywów. Czuć że ten duet metal ma we krwi, a wszystko jest tęgo podlane procentami. Ta muzyka ma przede wszystkim dawać radochę ze słuchania. I tak jest… sam nie będąc wielkim fanem tego typu klimatów łapię się na tym, że nie mogę się opędzić od refrenów zawartych w tych dwunastu numerach. Jest to zestaw idealny do auta, na poranna przebieżkę, na poranne wypróżnienie również się nada. Żadna popijawa w metalowym gronie nie powstydzi się takiej muzycznej oprawy. Jest ostro do przodu, z zajebistym feeleingiem. Na „Fuck’n’roll Damnation” znajdziecie więcej metalu niż w niejednym true black oldskul chuj jeszcze wie jakim bandzie.

Putrid Cult to ostoja undergroundu, dzięki takim wytwórniom mamy możliwość trzymać w łapach metal tworzony z pasji, a nie produkt marketingu i zjebanego ego „artystów”. Odkładajcie mamonę, bo jesienią Morgul uderzy z jeszcze większą mocą!

Polub nas!
error20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!