#recenzujemy Blindead “Niewiosna”

W zasadzie na samym początku można postawić pytanie po co pisać o tej płycie. Pisali (lub mówili) o niej już chyba wszyscy: od Interii, przez hipsteriadę na stricte metalowych periodykach kończąc. Powodów tego, że chce się podzielić swoją opinią w temacie nowej płyty Blindead jest kilka.  Zespół na początku swojej drogi uchodził w Polsce za pionierów tzw post-metalu. Trzy pierwsze albumy stanowią dla mnie pomost między tym co w metalu jest elementem codziennym, a atmosferą tworzoną przez dźwięki. Inna sprawa, że mam mocno sentymentalne podejście do dokonań tej kapeli, mimo że ostatnią płytę nie do końca zaakceptowałem. Jak na tle tego wszystkiego wygląda „Niewiosna”?

Album zdecydowanie odbiega swoją treścią i formą od „Absence” i „Ascension”. Nie chciałbym mówić to jakimkolwiek odcięciu się, jednak różnice słyszalne są od razu. Wszystkie pięć numerów zyskały otwartą formę, jakby twórcy chcieli zrzucić brzemię smutno-lukrowanych piosenek i iść bardziej „na żywioł”. Tytułowy kawałek zaintrygował mnie swoją rozciągniętą i hipnotyczną strukturą. Bardzo dobrze obrazuje go też oszczędny, momentami surowy klip. Jednak kiedy zapoznałem się z całością nie „zaskoczyło” od razu. Chyba podświadomie oczekiwałem powrotu do czasów „Autoscopia…” / „Affliction…”. Odstawiłem album na 2-3 tygodnie i wróciłem z bardziej otwartą głową, nie oczekując niczego. Pozwoliłem płynąć… „Niepowodzenie” wprowadziło lekką nutę niepokoju, świetnie uwypuklonego przez powtarzalną gitarę i skrytą elektronikę. Utwór urywa się w momencie kiedy mogliśmy oczekiwać jakiegoś zwrotu czy zaskakującego rozwinięcia. Daje miejsce narodzinom Potwora. Z początku leniwego i niezbyt strasznego w swojej formie. Po czym poznajemy jego odpychające oblicze. Za plemiennym rytmem, pomieszanym z „narkotycznym” dialogiem podąża popierdolona elektroniczna jazda do której nie każdy da się przekonać. Mocno odcisnęło to na mnie swoje piętno. „Ani lekkomyślnie, ani bezboleśnie” to był dla mnie najbardziej zaskakujący element tej układanki. Ostry, mechaniczny riff prowadzi ten numer przez całą jego długość. Bardzo dobrze współgra z lekko przesterowanym wokalem. Bez wkomponowanych tu sampli i elektroniki byłaby to niczym nie wyróżniająca się kalka Ministry, jednak udało się ten transowo – industrialny ciężar unieść i stworzyć kompozycję przykuwającą uwagę słuchacza.  Zakończenia nie zawsze są być happy-endem. „Wiosna” dość przewrotnie (przynajmniej dla mnie) nie zapowiada odrodzenia. To raczej podróż w nieznane w mocno niesprzyjających okolicznościach. Bez wsparcia, może nawet bez celu ku nieuniknionemu czegoś końcowi…   

Mimo różnorodności form i motywów zawartych na albumie nie ma się wrażenia oderwania od siebie poszczególnych składowych. Są tu dwa elementy, które spełniają ważną rolę w konsolidacji całości. Mam na myśli dokonania Hervy’ego i Nihila. Wiadomo, bez Bartosza, nie byłby to ten sam band i jego wkład w „Niewiosnę” jest bardzo duży. Kiedy jednak gruchnęło kto będzie wokalistą na tej płycie, to moje zaciekawienie walczyło tutaj z lekkim zaniepokojeniem. I nie chodziło tu o to czy Nihil podoła, a bardziej o obawę jaką formę przybierze jego wokal. Jak się okazało linie wokalne wkomponowały się bardzo dobrze, szczególnie jeśli chodzi o atmosferę płyty. Stanowi to doskonały przykład jak swoje walory i umiejętności wykorzystać dla podniesienia wartości albumu. O tekstach nie będę się wypowiadał, lepiej samemu wyrobić sobie opinię.

Patrząc na tą płytę z perspektywy fana zespołu i wcześniejszych dokonań Blindead można znaleźć więcej punktów współnych z „Impulse” czy chociażby projektem Havoca i Nihila –  Seaguls Insane And Swans… Jeśli jesteście gotowi dać się porwać tym dźwiękom, pozbywając się własnych oczekiwań czeka Was wielogodzinna podróż po obrzeżach świadomości, na skraju szaleństwa. Jak już na wstępie wspomniałem, nie traktuję tego albumu jako zerwania z przeszłością, czy odcięcia się od wcześniejszych dokonań. Dla mnie „Niewiosna” to krok zespołu w kierunku tego co nieoczywiste. Dla słuchacza być może zaskakujące, a na pewno intrygujące. Być może nie łatwe w odbiorze ale pozostawiające ślad na dłużej niż trzy przesłuchania.

Polub nas!
error20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram415

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!