dub trio

#recenzujemy Dub Trio “The Shape Of Dub To Come”

Za każdym razem, gdy się budzimy, wracamy do życia. Otrząsając się ze snu, świat pozornie zaczyna się od nowa na naszych oczach. Dub Trio przeszło takie przebudzenie-tymi słowami rozpoczyna się na stronie internetowej biografia zespołu.

Pochodzące z Brooklynu trio to Stu Brooks-basista, DP Holmes-gitara oraz na perkusji Joe Tomino. Muzycy niezwykle uznani na scenie nie tylko niezależnej, ale też i tej mainstreamowej. Znani są, chociażby ze współpracy z Lady Gaga i Mikiem Pattonem. Na żywo występowali u boku takich tuzów jak Clutch, Gogol Bordello czy Dillinger Escape Plan. Mimo tego faktu ja dopiero ich twórczość poznałem wraz z nowym, piątym w dyskografii albumem, którym zespół po kilku latach przerwy powraca na scenę.

Nie mam zamiaru kajać się z tego powodu, bo chociaż bardzo chciałbym nadążać za wszystkim, co inne, nietuzinkowe i po prostu ciekawe w muzyce-to ograniczenia czasowe nigdy na to nie pozwolą, dla tego chciałbym, aby doba trwała dwa razy dłużej. Do rzeczy jednak-The Shape Of Dub To Come, to jeden z takich albumów, przy którym poszukiwacze smaków i smaczków zdecydowanie nie przejdą obojętnie. Jak sama nazwa wskazuje, zespół dużo wspólnego ma z dubem i tu zapewne połowa czytających to recenzję już sobie odpuszcza, Ja jednak radzę wam zostać-bo dub jest tutaj pewną formą wyjścia w muzycznych poszukiwaniach. Dostajemy więc szeroko pojmowaną alternatywę, metal, shoegaze, trip hop czy punk. To jednak jeszcze nie koniec, bo ten dub jest tutaj podany w taki sposób, w jaki rozumie go Bill Laswell na fenomenalnej serii albumów Sacred System-jeśli znacie, to już zapewne ten temat was bardziej zainteresował. Lecimy wiec dalej…

Płytę otwiera rewelacyjna kompozycja “World of Inconvenience”, mocno trip hopowa, pełna sludgowego brudu, zaśpiewana przez lidera Melvins-King Buzzo. Gdy słuchałem jej po raz pierwszy, miałem ciarki na całym ciele, a strzał adrenaliny dosłownie urwał mi pół czaszki. Dawno nie czułem takiej podjarki jakimś muzycznym tematem. Okazuje się, że dalej nie jest wcale gorzej, bo pojawia się kolejny gość w postaci Troya Sandersa z Mastodon, który zaśpiewał w utworze “Fought The Line“, który mimo bardzo rozpoznawalnej maniery wokalnej, nie wiele ma wspólnego z tym, co muzyk robi w swoim macierzystym zespole. Jako że z założenia Dub Trio to zespół instrumentalny, to dostajemy tylko jeszcze jeden utwór gościnnie zaśpiewany tym razem przez kobietę – Meshell Ndegeocello. Kompozycja “Forget My Name Dub” jest najbardziej klasycznym dubowym utworem na tym albumie, przy okazji jest też jednym z moich ulubionych na tym krążku. Pozostałe utwory to kompozycje to instrumentalne popisy tria, w których mieszają się wszystkie wcześniej wspominane gatunki.

Słuchanie “The Shape Of Dub To Come”, to dla mnie czysta przyjemność z obcowania z czymś odmiennym, wymykającym się schematom, gatunkowej hybrydzie, która tak naprawdę tworzy bardzo spójną całość. Jedno z większych tegorocznych zaskoczeń.

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!