zdjęcia: Jacek Poremba

Mazolewski/Porter “Philosophia”

Nie wiem, czy pamiętacie taki amerykański serial o wampirach produkcji HBO-Świeża Krew? Całkiem zacna, lekko patologiczna, ale dzięki temu wkręcająca się historia o wampirach-sporo cycków, świetny klimat amerykańskiej dziury, ukrytej gdzieś wśród bagien Luizjany oraz świetna muzyka. Słuchając świeżutkiej płyty duetu Mazolewski/Porter już po raz nie wiem który, nieodparcie moje myśli wędrują ku tej historii, wszystko dzięki klimatowi, jaki ma w sobie ten album. Panowie nagrali płytę tak mocno osadzoną w korzennym blues rockowym klimacie, bezpretensjonalną, pozbawioną kompleksów, światową — że uważam w tej chwili płytę “Philospohia”, za jedno z największych, pozytywnych zaskoczeń na krajowej scenie w tym roku.

Mazolewski i Porter to duet wymarzony, tutaj chemia nie jest budowana na siłę, tak jak to miało miejsce w przypadku wcześniejszego projektu, w którym udział brał John Porter –Me And That Man, tutaj czuć, że to jest spójne, że ta muzyka porywa, gryzie, kopie, szarpie, wzbudza ekstazę, wyciska wręcz ze słuchacza emocje. Pod warunkiem, że takie klimaty was kręcą. Już spotkałem się z opiniami, żę nic w tym ciekawego ani porywającego. Moim zdaniem, trzeba być absolutnym mega malkontentem, aby nie docenić tego, co udało się tym Panom razem wypracować.

Jak nie patrzeć mamy tutaj spotkanie dwóch muzycznych osobowości — Portera, który od 40 ponad lat żyje i nagrywa w naszym kraju, oraz Mazolewskiego, którego wkład w rozwój krajowej sceny jazzowej uważam, za absolutnie nieprzeceniony. Tutaj na albumie “Philosophia”, zupełnie nie pcha się na pierwszy plan — bez popisów, zbędnej ekwilibrystki i egocentryzmu, gra tak jak powinno się grać korzenny blues rock. Porter śpiewa jakby miała to być jego ostatnia płyta, aż iskrzy od emocji i energii.

Muzycznie dostajemy szeroką paletę kolorów tego blues rockowego grania. Od porywającego bagiennego, plemiennego, psychodelicznego wręcz rocka, po bardziej swingujące i balladowe tematy. Słuchając poszczególnych kompozycji, do głowy wpada dużo różnych porównań — Nick Cave, Bob Dylana, a w utworach takich jak  “Life Story“, słyszę Royal Blood. Wszystko jest tutaj jednak spójne, w klimacie specyficznej, filmowej narracji kina drogi lub mrocznego noir kryminału. Słuchając, z każdą minutą jesteśmy coraz bardziej zasysani, coraz głębiej wciągani w tą mroczną, psychodeliczną podróż. Pięknie się przy tym odpływa i zupełnie nie chce wracać. I nie ma znaczenia czy już to gdzieś kiedyś słyszeliśmy. Fakt jest jeden, dawno nie słyszałem tak mocnego i porywającego albumu na naszej krajowej scenie.

Wydawca: Chaos Management Group, Wojtek Mazolewski, John Porter; Dystrybucja: Wydawnictwo Agora

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!