#recenzujemy Henryk Górecki // Beth Gibbons “Symphony of Sorroful Songs op.36”

Dziś, z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, miała pojawić się recenzja najnowszej płyty francuskich black metalowców z Pensées Nocturnes, ale niespodziewana wizyta w sklepie płytowym zmieniła te plany. Nie mogłem odmówić sobie wydawnictwa, na które czekałem od paru miesięcy, a które dziwnym trafem odnalazłem na najniższej sklepowej półce i to na dwa dni przed światową premierą.Bo bez wątpienia wydanie tego albumu jest wydarzeniem dużego formatu na rynku muzycznym.


Trzecia symfonia Góreckiego, tzw. Symfonia Pieśni Żałosnych, pod batutą największego żyjącego polskiego kompozytora i dyrygenta Krzysztofa Pendereckiego, z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia została wykonana 29 listopada 2014 r. Partie wokalne powierzono kultowej wokalistce, niemniej kultowego Portishead, Beth Gibbons. Kiedy mówisz trip hop, myślisz Portishead. Pamiętam jak na początku lat 90. ich pierwszy album “Dummy” wtargnął do mojego życia, definiując na nowo pojęcie muzyki. Niesłychanie głęboki i emocjonalny wokal Beth, hipnotyczne loopy i niespotykane dotąd brzmienie. Choć, jak powiedział w jednym z wywiadów któryś z członków formacji Morcheeba, trip hop umarł, zanim się narodził (wybacz mu Panie, wszak nie wie, co gada), twierdzę, że tzw. brzmienie bristolskie było najbardziej oryginalnym zastrzykiem świeżości w muzyce niezależnej tamtych lat.

Wróćmy jednak do wydawnictwa, które właśnie po raz kolejny obraca się w moim odtwarzaczu. Uważam, że zaproszenie pani Gibbons do tego projektu było jednoczesną nobilitacją dla obu stron, jak również wielkim wyzwaniem. Partie wokalne napisane są w języku polskim. Na oficjalnej stronie Beth można przeczytać, że dostała ona specjalnego konsultanta, który pomagał jej w fonetycznym opanowaniu słów śpiewanych podczas koncertu. Dodam, że część tekstów pisana jest staropolszczyzną (XVw.) oraz gwarą ludową z terenów Opolszczyzny. Efekt jest niezły. Oczywiście, jak wiemy “polska język, trudna język” i słychać różnice artykulacyjne i emisyjne niektórych głosek (przepraszam, to takie moje aktorskie skrzywienie zawodowe), ale myślę, że Beth stanęła na wysokości zadania i podołała temu trudnemu wyzwaniu.
Ach, te nasze “esz cze żety”… Heh, najsłodziej w jej ustach brzmi chyba zwrot “Przeczysta Królowo” 😉

Ale czyż nie jest już cudownym wydarzeniem, że ikona trip hopu śpiewa w naszym ojczystym języku? I to jak śpiewa! Nigdy nie podejrzewałem jej o taką moc w tak wysokich rejestrach wokalnych, skala głosu godna podziwu. I to, co najistotniejsze – prawda przekazu i niezwykła emocjonalność. To, za co kochaliśmy Portishead. Ból, smutek, rozpacz zawarte w muzyce Góreckiego i doskonale konweniujący z nią wokal Beth.
Beth, jaką znamy z chociażby fenomenalnego koncertu “Roseland NYC live“, ta sama skromna kobieta w jeansach i czarnej bluzce, z włosami opadającymi na twarz, bez makijażu, skupiona… I tylko nieodłącznego papierosa w dłoni zawieszonej na mikrofonie brak…

Wprowadzona na scenę przez mistrza Pendereckiego, przez cały koncert siedzi na krześle obok dyrygenta, przygarbiona. Taka, jaką kochamy i podziwiamy. Niezwykłe widowisko, misterium muzyki i smutku. Niespełna 50 minutowy koncert dopełniają wizualizacje Johna Mintona, wyświetlane na umieszczonym za orkiestrą wielkim ekranie. Świetnie współgrają z muzyką, zdają się być jej częścią, tworząc jakby wideoklip do kompozycji Góreckiego. Nie śmiem oceniać samej kompozycji, ani wykonania pod batutą Pendereckiego. Nie śmiem oceniać konstrukcji utworów, ani instrumentacji.  Jak pisał pewien rosyjski dramaturg – po prostu nie mam moralnego prawa 😉

Co do samej edycji, album wydano w zgrabnym digipacku, szkoda tylko, że płyty umieszczono w tekturowych wsuwanych kopertach, a nie plastikowych uchwytach, wklejonych w sztywne okładki wydawnictwa.
Jakość obrazu na płycie DVD pozostawia trochę do życzenia, ale nie zapominajmy, że nagrania dokonano pięć lat temu i najprawdopodobniej nie z myślą o rozdzielczości full hd. Dziękujmy i bądźmy szczęśliwi, że w ogóle nagranie tego wyjątkowego koncertu zostało wykonane (przy użyciu kilku kamer i w pełni profesjonalnie). Montaż bez zarzutów. Dźwięk dwukanałowy Dolby Digital, na moim sprzęcie brzmi niezwykle przestrzennie, a wyświetlacz pokazuje opcję multichannel.
No tak, opcji wyboru dźwięku trochę mi brakuje w głównym menu.
Choć najbardziej mi żal, że nie dodano żadnych reportaży, ani materiałów making of tego wspaniałego wydawnictwa (a wiem, że takie materiały dokumentalne istnieją). No cóż, szkoda. Współproducentem wydawnictwa jest oczywiście pani Gibbons, która zadedykowała je swojej mamie, Jane Gibbons.

Polub nas!
error20
Maciek Mydlak

Written by

Maciek Mydlak - Aktor, dźwiękolub, sarkasta. Po wielogodzinnej pracy na scenie, neurony wymagają resetu. Codziennym lekarstwem - dźwięki. Od Sylviana, po Reznora. Od Danziga, po Gilmoura. Od ambientu, do djentu. Stosować w dużych dawkach, popijać kawą.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!