Frontal Cortex i Above The Life w gdańskim Wydziale Remontowym [21.03.2019]

Czwartkowy koncert w Wydziale Remontowym potwierdził moją nieskromną tezę, że najwięcej frajdy sprawiają małe koncerty niszowych zespołów w miejscowych klubach. Tego pierwszego, wiosennego wieczora w Gdańsku zagrał olsztyński Frontal Cortex, wspierany przez trójmiejski Above The Life.

Koncert, na którym scenę dzieli metalcore i rock progresywny – może nie jest to trudne do wyobrażenia, ale do przełknięcia owszem. Przynajmniej dla mnie. Tym bardziej, kiedy ten metalcore – prezentowany przez Above The Life – pozbawiony jest emocji i jawi się jako odtwórcze, mało kreatywne i prymitywne COŚ. Dużo było w tym wrzasku – szkoda tylko, że niezbyt dopracowanego i charyzmatycznego. Zwinnej pracy perkusji – w zasadzie jedynemu elementowi, któremu można było przysłuchiwać się z zaciekawieniem – zdecydowanie za często wtórowały zapożyczone sample i prostacka techniawka. Cały zespół, głównie za sprawą frontmana, jawił mi się jako grupa zapatrzonych w siebie młodzieniaszków, pozbawionych krytycznego spojrzenia na swoją muzyczną aktywność. Kiedy między utworem jednym a drugim wokalista nieporadnie podziękował słuchaczom za przyjście i określił Frontal Cortex mianem „tego drugiego zespołu”, poczułam gorzki niesmak i skrzywiłam się jak po dziabnięciu cytryny. Krótko mówiąc, mierny występ średniej jakości zespołu, choć bardzo możliwe, że jednego z niewielu w Trójmieście w takiej stylistyce. Dlatego mam nadzieję, że chłopaki zyskają odrobinę pokory, stworzą lepsze – bardziej kreatywne i porywające kompozycje i rozwiną nieco umiejętności instrumentalne, a następnie podbiją lokalną scenę, udowadniając mi, że pisząc ten tekst, naprawdę się myliłam.

Nie będę ukrywać – do Wydziału Remontowego przyszłam tylko z jednego powodu. Frontal Cortex. Debiutancki album tego zespołu poznałam w grudniu. W zaledwie kilka dni przesłuchałam go z trzynaście razy i za każdym razem dziwiłam się jak to możliwe, że chłopaki wysunęli z tak porywającym i świetnie wyprodukowanym materiałem na samym początku swojej muzycznej kariery. W sumie, dziwię się nadal. Teraz jednak tej dziwocie towarzyszy podskórne przeczucie, że Frontal Cortex to zespół, o którym jeszcze nie raz usłyszymy.

Przeczucie to potwierdza ich czwartkowy koncert, na którym po prostu pokazali klasę. Odegrali cały materiał z debiutanckiego albumu z takim zaangażowaniem, a przy tym skromnością i lekkością, że momentami zaczynałam mieć wątpliwości czy zakochuję się w ich muzyce czy w… nich samych. Stałam na samym środeczku sali, naprzeciwko wokalisty. Świadkowie twierdzą, że byłam wpatrzona w niego jak w obrazek. To jednak tylko złudzenie, bo tak naprawdę łypałam wzrokiem to na prawo, to na lewo, to na środek, podziwiając jak to Łukasz Gołaszewski – jeden z gitarzystów – oderwany od publiki sunie po meandrach swojej własnej rzeczywistości, uroczo się uśmiechając, jak frontman, wokalista i basista w jednym – Grzegorz Gołaszewski – lekko zestresowany i cholernie mocno skupiony wydobywa z siebie czyste i chwytające za gardło dźwięki. Jawił się jako rzemieślnik. Wytrwale pracujący nad każdym dźwiękiem.

Frontal Cortex zaserwowali rewelacyjny, prog-rockowy pokaz ze szlachetnym, metalowym pierwiastkiem. Urzekali melancholijnym melodiami, energetyzowali mocarnymi riffami, zachwycali momentami pokręconą rytmiką. Wokal, wspomagany przez odpowiedni efekt, sunął po sali, docierając prosto do serducha. Był to wieczór romantycznych wyznań, nieszczęśliwej miłości i smutku wynikającego z przesadnej wrażliwości. Słychać było mnóstwo inspiracji, ale również oryginalną i niepowtarzalną tożsamość całego zespołu.

Koncert Olsztynian pozbawił mnie zbroi i pozostawił nagą i roztrzęsioną. Przez co najmniej godzinę od zakończenia występu Frontal Cortex czułam ekscytację z jednej, a niedosyt z drugiej strony. I tak to właśnie powinno wyglądać! Mówię Wam – ten zespół zajdzie daleko, ja, po kilku dobrych latach od wydarzenia w Wydziale Remontowym, będę mogła z dumą powiedzieć: „widziałam ich w marcu 2019 roku w takim gdańskim klubie – już nieistniejącym. Wokalista miał wtedy długie włosy i spodnie moro, a gitarzysta pokazywał się w koszulce z logo A Perfect Circle. To były czasy!”.

Polub nas!
error20
Katarzyna Zawolik

Written by

Dziennikarka z wykształcenia, copywriterka z zawodu, gdynianka z przypadku. Od dobrego serialu i jedzenia woli tylko dobrą muzykę. W pracy pisze na tak mało pociągające tematy, jak np. kurtyny paskowe i kamienie ogrodowe, dlatego po pracy wyżywa się tutaj.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!