„NIE WIESZ CO SIĘ STANIE ZA MOMENT – wywiad z Martinem van Drunenem z ASPHYX

Z Martinem spotkałem się przed koncertem Asphyx na Metalmanii 2018 przy recepcji Hotelu „Diament”. Oprócz mnie na ‘konferencji prasowej’ obecny był tylko jeden dziennikarz pasjonata, mieliśmy zatem atmosferę luźnej pogadanki bez żadnej spiny. Przed wywiadem przejrzałem parę wywiadów z naszym dzisiejszym bohaterem i starałem się za wszelką cenę uniknąć powtarzania pytań „jak powstają Wasze teksty”. Efekt poniżej. A czemu tak długo trzeba było na to tłumaczenie czekać? A bo lubię sobie przedłużać przyjemność, na przykład z 16 sekund do 33 sekund. Albo z tygodnia do prawie roku. Dość bzdur, do lektury!

Masz swój ulubiony festiwal?

Na pewno nie jeden, tylko kilka. Zawsze na Party San mieliśmy dobre przyjęcie zwłaszcza, że tam zagraliśmy pierwszy koncert po naszej reaktywacji. Wciąż jesteśmy w bliskich i przyjacielskich relacjach z organizatorami i nie wiem czy bylibyśmy teraz w tym miejscu gdyby nie Party San. Jest w cholerę dobrych festiwali na całym świecie i w Europie. W Katowicach jeszcze nie graliśmy, więc nie mam jeszcze porównania…

A jak przebiega Wasz pobyt w Katowicach do tej pory?

Och, jest świetnie. Miejscówka jest niesamowita. Początkowo myśleliśmy „ok, to festiwal, więc zagramy pewnie w jakiejś dużej hali z Emperorem, Napalmami” po czym podjeżdżamy i „co do chuja? to wygląda jak jakiś stadion piłkarski! (śmiech) Istne szaleństwo!”

Awangarda polskiej architektury.

No, jest naprawdę niesamowita. Nie spotkałem się jeszcze co prawda oko w oko z tłumem, więc swoje wrażenie o całości wolałbym Ci opowiedzieć później. W ogóle idea mniejszych festiwali nam bardzo odpowiada, nawet takich na 500 – 1000 osób, atmosfera na nich jest zawsze rodzinna, po koncercie można z każdym chwilę pogadać, napić się piwa. Lubię też bardzo Brutal Assault. Maryland Death Fest w Baltimore jest niesamowicie charakterystyczny –  wszystko dzieje się w centrum miasta, nie gdzieś na obrzeżach tylko dosłownie, między budynkami. Wymieniłem tyko kilka festiwali, a to zaledwie kropla w morzu. Pamiętam jak rok temu zagraliśmy na Alcatraz w Belgii, piękny festiwal, świetni fani, profesjonalna ekipa. Kilkim Zaibu na Litwie – też rewelacja. Jak widzisz, ciężko jest mi wybrać jeden ulubiony. Po prostu lubimy grać na żywo, zwiedzać nowe miejsca, spotykać nowych ludzi i tym samym dać ludziom szansę spotkania z nami, lubimy tą przyjemną atmosferę i wymianę energii.

Od premiery „Incoming Death” minęły już prawie 2 lata. Macie już coś nowego?

Wydaje mi się, że Paul już coś ma, ale jeszcze tego nie słyszałem. Głowę mam już zajętą tonami pomysłów, więc teoretycznie jesteśmy gotowi na coś nowego. Praktycznie jeszcze się za nowy materiał nie zabraliśmy, ale każdy w swoim zakresie się już nad tym koncentruje. Potrzebujemy teraz jedynie czasu by wspólnie pograć i skomponować nowy materiał…

… a jak właściwie jest z tymi próbami, bo mieszkacie w różnych miastach. Często macie próby?

Przed koncertami właściwie w ogóle nie mamy prób. Nie potrzebujemy tego. Podam nawet przykład: w tym roku nasz pierwszy koncert to Winter Days of Metal w Słowenii, a przed nim nie widzieliśmy się ponad 2 miesiące. Graliśmy nasz set tak wiele razy, po co więc po raz wtóry go ogrywać? Każdy też ćwiczy we własnym zakresie w domu, każdy wie, co do niego należy. Jak zeszliśmy wtedy ze sceny to pomyśleliśmy „cóż, nie było źle jak na pierwszy raz w tym roku” (śmiech). Czasami – wiadomo – jak chcemy zagrać utwory, których prawie w ogóle nie gramy na żywo to zdarza nam się je popróbować podczas próby dźwięku, ale prawda jest taka, że wyłącznie ćwiczymy podczas komponowania nowego materiału. I właściwie nie nazywamy tego ćwiczeniem tylko jammowaniem. Bo zawsze dzieje się to spontanicznie, nie wiemy co wydarzy się za moment. Zatem jak w najbliższym czasie siądziemy do nowego materiału to spotkamy się na weekend lub na jakieś 2-3 dni i zobaczymy jakie pomysły udało nam się zebrać. A ćwiczenie starego materiału? To bezcelowe. Mamy go we krwi i chcąc go pograć bez okazji to trochę taka wycieczka po nic.

Century Media zostało wchłonięte przez Sony. Nie życzę złego obrotu spraw, ale jeśli z powodu tej zmiany bylibyście zmuszeni przejść do innej stajni, którą byście wybrali?

To nie do końca tak, bo Century Media faktycznie została przejęta przez Sony, ale jest wciąż ważnym pododdziałem. Więc to wciąż Ci sami ludzie, którzy dla nas pracują.

Jasna sprawa, ale mimo wszystko mają teraz kogoś nad sobą.

Zgadza się. Z tym, że Sony ufa Century Media pod względem ich znajomości sceny metalowej. Poza tym my jako Asphyx nie zawieramy długoterminowych kontraktów. Podpisujemy papiery z Century Media na każdy kolejny, pojedynczy album. Więc właściwie na ten moment jesteśmy bez żadnego kontraktu, bo ukończyliśmy i wydaliśmy „Incoming Death”. Kiedy skończymy komponować nową muzykę to tradycyjnie wrócimy do biura Century Media rozmawiać o umowie i podpisywać papiery. Naprawdę chwalimy sobie z nimi współpracę. Gdybyśmy poszli do – dajmy na to – Nuclear Blast to stalibyśmy się jednym zespołem z kilkudziesięciu, nie sądzę by robili dla nas coś wyjątkowego. A w Century Media jesteśmy od lat, jako jedni z pierwszych kapel podpisaliśmy z nimi papiery i wciąż z nimi jesteśmy, więc zależy nam by tą dobrą współpracę utrzymać. 

Jest jakakolwiek szansa na to, że usłyszymy nowy materiał od Grand Supreme Blood Court?

Wielu myśli, że ten projekt umarł śmiercią naturalną, a my w istocie nigdy oficjalnie nie zamknęliśmy tego rozdziału. Wszyscy jesteśmy zajęci codzienną pracą i działalnością naszych zespołów i czasem wieczorami o 22:00 kiedy masz akurat chwilę, żeby pomyśleć nad kontynuacją jakiegoś pomysłu z przeszłości to wolisz po prostu poleżeć na kanapie do góry brzuchem i odmóżdżyć się przy jakimś filmie (śmiech). W domu mam gdzieś zapisanych mnóstwo riffów, pomysłów i tekstów dla Grand Supreme Blood Court. Także to nie jest zamknięty rozdział, wszyscy bardzo kochamy ten album. Jedyne czego nam trzeba to czasu, może go znajdę jak akurat przyjdzie mniej intensywny czas z Asphyx? Rdzeniem byłbym zapewne ja i Alwin jako główni członkowie zespołu. Bob i Eric skupili się na Soulburn. Reszta też ma inne zespoły, życie prywatne… Nie śpieszymy się, powoli do tego dojrzewamy. Muzyka ma nam dawać przyjemność, po co więc się śpieszyć na siłę? 

Słyszałem, że uwielbiasz Rush…

…uwielbiam to może za dużo powiedziane. Są naprawdę dobrym bandem. Kropka. (śmiech).

Co jeszcze zatem słuchasz poza metalem?

W cholerę bluesowych kapel. Kocham bluesa, zwłaszcza tego korzennego z delty Missisipi. Paradoksalnie blues jest mocno związany z Asphyx, chociażby dlatego, że blues rzadko zmienia akordy, a chwyty i riffy powtarzają się i zdają się ciągnąć w nieskończoność. A teksty o zabójstwach albo o totalnym pijaństwie – niejeden black metalowiec mógłby poczuć się zazdrosny o taką dawkę bluźnierstwa (śmiech). A to miało miejsce już w latach dwudziestych! Lubię też bandy hard rockowe, jak choćby Free, Grand Funk Railroad. Lubię właściwie wszystko co jest nawet w małym stopniu pokrewne do tego, co gra Asphyx, zwłaszcza muzyka powolna, powtarzalna. Ulubionym zespołem Paula jest na przykład AC/DC, a ulubionym gitarzystą zawsze był i jest Malcolm. Tak samo kocha dokonania Tony’ego Iommi, zarówno te z Black Sabbath, jak i z Heaven and Hell, ale i podobnie jak ja ucieka często do bluesa. Spójrzmy prawdzie w oczy, AC/DC też tak naprawdę gra bluesa tylko kurewsko głośno, prawie tak głośno jak Motorhead. To są jedne z moich licznych inspiracji, ale głównie lubię posłuchać starego death metalu, kanadyjskiego Slaughter, starego Death czy pierwszego albumu Possessed. Jako dzieciak jak większość słuchałem też oczywiście Priest i Maiden. I od tamtego czasu niewiele się zmieniło, wciąż jestem metalowcem, ale uważam, że nie da się słuchać tego samego dzień w dzień. Człowiek potrzebuje trochę świeżości, innego spojrzenia. Rush jest właśnie dla mnie tą inną odnogą. Lubię w nich to, że mimo swoich wirtuozerskich zdolności wciąż starają się upraszczać swoją muzykę. I mają niezłe poczucie humoru. 

Nie kojarzę zespołu, który masz na koszulce. Któż to?

Decapitated Christ z Hiszpanii. Grają miks black/death metalu, nagrałem gościnnie parę wokali na ich album. Zaprosili mnie na weekend do Hiszpanii, gdzie spędziłem czas z lokalnymi metalowcami, mnóstwo dobrej zabawy. Nie noszę koszulek innych zespołów tylko dlatego, że lubię ich muzykę, ale przede wszystkim dlatego, żeby okazać wsparcie i przyjaźń. Hiszpańska scena undergroundowa nie jest może aż tak znana jak nasza holenderska, więc zakładając ich t-shirt może kogoś zainteresuję tym bandem, na przykład Ciebie? (śmiech)

Polub nas!
20
Kuba S(a)taniak

Written by

metalowiec sińce 2003. woli las niż las krzyży. lubi dobre kino i złe kino, bo dzięki temu bardziej docenia to dobre kino. trochę gra, dużo słucha, najwięcej Mamy.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!