Frontal Cortex

#recenzujemy Frontal Cortex “Passage”

Chłopakom z Frontal Cortex kibicuję mocno od chwili, gdy pierwszy raz usłyszałem ich na jakimś lokalnym koncercie. Później, przy okazji spotkania towarzyskiego, poznaliśmy się i polubiliśmy tak zwyczajnie po ludzku jako fani muzyki i kraftowych browarów. Sporo wody upłynęło od tego czasu – Frontale zaszyły się w studio nagraniowym na ponad rok – i wreszcie, nareszcie wypuścili swój debiutancki album. Album obok którego, moim zdaniem, nie sposób przejść obojętnie.

“Passage”, to album na którym dostajemy 10 piosenek – specjalnie nie piszę utworów, bo jak słyszymy słowo piosenka, to do głowy przychodzi nam odrazu taka myśl pewniak, że będzie to coś co ciężko wygonić z głowy. I o to skojarzenia właśnie mi chodzi. Zapewne też tak macie, że gdzieś w radio, czy na pasażu handlowym, usłyszycie jakąś piosenkę – nie koniecznie fajną i później nie jesteście w stanie uwolnić od niej podświadomości. Ja tak mam z tym albumem. Od chwili, gdy pierwszy raz go przesłuchałem na spokojnie, ze słuchawkami na uszach w domu – nie mogę się od niego uwolnić i nie chcę. Melodie z takich utworów jak “Hangman”, “Before The Storm” czy “Breath”, towarzyszą mi podczas porannego robienia kanapek do pracy, pod prysznicem, w aucie w drodze do pracy… Towarzyszy mi dosłownie cały czas, tak się wkręciłem. Jak nie słucham płyty, to ją sobie tam w podświadomości nucę. Dawno tak nie miałem. Oczywiście przeplatam sobie tą przyjemność innymi płytami, ale na tą chwilę najczęściej wracam do “Passage” właśnie. 

Frontal Cortex nagrał album niezwykle przebojowy, czerpiący z rockowo metalowej estetyki różne muzyczne fascynacje. Nie sposób uciec od porównań, nie sposób też jednak odmówić zespołowi zapału w poszukiwaniu swojej własnej drogi w tym jakże mocno wyeksploatowanym świecie dźwięków. Ja w tej muzyce słyszę A Perfect Circle, Pearl Jam, Katatonie, Riverside czy nawet Alice In Chains. Wszystko to jednak jest przefiltrowane przez krwiobieg chłopaków z Frontal Cortex brzmi na swój sposób bardzo świeżo lub nawet i ożywczo. Z pewnością duża w tym zasługa świetnie wykręconego brzmienia oraz całej produkcji, za którą odpowiedzialny jest Radosław Hrynek ze studia radiu UWM Fm. Przestrzeń oraz niezwykła głębia – to dwie cechy charakterystyczne. Album ten brzmi dobrze na każdym sprzęcie dosłownie, na jamniku też by pacał. 

Nie sposób też nie wziąć pod uwagę faktu, że lwia cześć materiału została zarejestrowana na setkę. Coraz więcej zespołów odważa się na taką formę realizacji, co przekłada się na niezwykle dynamiczny, wręcz koncertowy charakter tak nagrywanych płyt – czuć w dźwiękach dosłownie emocje i chemie panującą w zespole.

Frontal Cortex nagrał debiut, który nie brzmi jak debiut. “Passage”, to album dojrzały, spójny, świadomy. Trzymam kciuki za pozytywny rozwój wydarzeń, który przysporzą zespołowi pokaźnego grona fanów. Wierzę, że tak będzie. 

Frontal Cortex Pasage
Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

3 komentarze

  1. Avatar Marcin Techniczny pisze:

    no z tym nuceniem to też się złapałem ;-)

  2. Avatar weźmnieprzyTOOL pisze:

    A Tool? Gdzie w tej recenzji jest Tool? Bo na płycie “zapożyczeń” jest mnóstwo. Czasami wręcz całe partie :(

  3. Avatar roman pisze:

    dobre te piosenki mają

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!