Trzy metalowe wydawnictwa, których nie powinniście przegapić tej jesieni

Po co komu wstępy, jeśli cała treść zawarta jest poniżej? Jednak coś wypada napisać, zgodnie z zasadami wpajanymi na języku polskim: wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Zakończenie sobie co prawda darowałem, ale uraczę Was krótkimi opisami trzech albumów jakie ostatnim czasem miałem okazję posłuchać. Same płyty też nie należą do najdłuższych, rekordzista ma raptem lekko ponad 25 minut. Ale największym ich atutem jest to, że są na dobrym poziomie i chce się do nich wracać. 

Haunted Cenotaph

Haunted Cenotaph – Nightmares From Beyond –  Fallen Temple

Zaczniemy od demówki pochodzącego z Rzeszowa Haunted Cenotaph. Kapela dojebała 23 minuty horrorowatego death/doom ocierającego się o najbardziej obrzydliwe kanony takiego grania. Dostajemy tu cztery autorskie numery plus cover. Wszystko oparte jest na walcowatych riffach niespiesznym tempie. Oczywiście nie ma tu nic odkrywczego, jednak udało się stworzyć materiał na dobrym poziomie, taki do którego chce się co jakiś czas wrócić. Nikt tu nie sili się na chuj wie jakie popisówki, ma być ciężko i tak jest. Wszystko jest zgrabnie sklejone i słychać, że muzycy poświęcili wystarczającą ilość czasu w próbowni, żeby nie musieć wstydzić się swoich dokonań. Dużym plusem „Nighmares From Beyond” jest jego duszny klimat przywołany również w tekstach. Miłośnicy Lovecrafta na pewno znajdą tu coś dla siebie. Wspomnianym coverem jest „ReaperHellhammer. Co zrozumiałe nikt nie porywa się na awangardowo-jazzową wersję oryginału, numer ten idealnie wpasował się jako zamknięcie tej demówki. Hellhamer może też być jednym z drogowskazów w jakim kierunku podąża Haunted Cenotaph. Dodajcie do tego jeszcze ciężar Autopsy i dostajemy idealną recepturą na granie w takim klimacie. Trzymam kciuki za kapelę i czekam na longa.

Goathrone – „The Black” – Putrid Cult

Lord K zwolnił nieco jeśli chodzi o wydawnictwa Nekkrofukk, ale broni nie składa. Po bardzo bardzo udanym Sacrificulus uderza wespół z Diabolizerem i Bloodwhipem pod szyldem Goathrone. Ta nieświęta trójca zesłała na ziemię apokalipsę pod postacią „The Black”. Z głośników atakują bluźniercze i opętane dźwięki, wojna przeciw wszystkiemu co żyje! To rozpędzone diabelstwo pozostawia po sobie jedynie popiół i zgliszcza. Jest to jedna z bardziej bezkompromisowych rzeczy jakie w tym roku słyszałem. I do tego te obłąkane wokale Kaosa. Trudno znaleźć słowa żeby opisać te dźwięki które chłop wydaje, on po prostu rzyga nienawiścią i odrazą dla tego popierdolonego padołu. Obskurne, piwniczne brzmienie „The Black” to sadomasochistyczna orgia dla każdego maniaka szaleństwa spod znaku wczesnego Impaled Nazarene czy Blasphemy. Mimo pozornego chaosu jest to nagrane tak, żeby zdzierało skórę i powodowało ból podczas odsłuchu.  Jeśli komuś mało było Blasphemy na Black Silesia Festival tu będzie miał pod dostatkiem sonicznego barbarzyństwa. Ci, którzy stwierdzą, że Goathrone stworzył nikomu niepotrzebny jazgot, mogą się pierdolić!

Nuclear Holocaust – „Grinding Bombing Thrashing” – Selfmadegod Records

W zasadzie sam tytuł nowego wydawnictwa Nuclear Holocaust mógłby wystarczyć za opis zawartości tego krążka. Jeśli komuś tego mało służę uprzejmie. Wraz z chłopakami tankujemy wysokoprocentową mieszankę grindcore, thrashu i punka. W porównaniu do debiutu ten album dostał bardziej surowe i chropowate brzmienie. „Naprawiono” też dudniącą dziwnym echem na „Overkill Commando” perkusję, gary siedzą tak jak trzeba napędzając cały materiał. Nie znajdziemy tu co prawda wynalazków w postaci hyperblastów, ale wszystko zapierdala do przodu bez oznak zadyszki. Na wiosłach zachowano odpowiednie proporcje między grindowym „mieleniem” i thrashowym jadem. Wyszły z tego petardy, które można umiejscowić gdzieś między Terrorizer (z wczesnego okresu) a S.O.D. Nie bez wpływu na ten album pozostaje zawartość punkowej agresji i wkurwienia. Pełno tu numerów, które idealnie nadają się do odjebania młyna pod sceną. Nuclear Holocaust ponownie rozkręcił porządną zadymę swoją płytą. Numery trzymają poziom i napakowane są energią. „Grinding Bombing Thrashing” na pewno nie jest żadną rewolucją ani przełomowym dziełem, jednak zespół nadal trzyma dobry poziom i poprawił brzmienie, za co należy chłopaków pochwalić. 

Polub nas!
error20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!