suspiriasuspiria luca guadagnino

Czy warto iść do kina na remake horroru Suspiria?

W sobotnie jesienne popołudnie, postanowiłem ze swoją lepszą połówką wybrać się do kina na nową wersję absolutnego klasyka kina grozy Suspirie. Oryginał w reżyserii Dario Argento ma już bagatela 41 lat i powiedzmy sobie szczerze, tak jak większość filmów w tym gatunku, po latach może robić wrażenie tylko i wyłącznie powiązane z sentymentalnymi wspomnieniami – w moim przypadku niezatarte uczucie lęku jaki czułem, gdy oglądałem ten film po raz pierwszy lata temu jako nastolatek.


Większość remake’ów to na ogół kicz absolutny niedorównujący oryginałom. Na wieści o kolejnych “nowych” wersjach znanych filmów, na ogół reaguje absolutnym ignoranctwem, w tym przypadku stało się jednak inaczej. Złożyły się na to trzy czynniki…

Pierwszy to niezwykle utalentowany reżyser, wizjoner Luca Guadagnino, którego oba poprzednie filmy – Tamte dni, tamte noce oraz Nienasyceni to dzieła wybitne, które otrzymały szereg prestiżowych nominacji min. do Oskara za najlepszy film. Drugi powód to muzyka do filmu, za którą odpowiedzialny jest sam Thom Yorke z Radiohead. Muzyk stworzył niezwykle sugestywną ścieżkę dźwiękową, która ma absolutnie niebagatelny wpływ na ten jakże wizjonerski film. Polecam swoją drogą waszej uwadze dwu płytowy album ze ścieżką dźwiękową do filmu. Broni się doskonale również bez obrazu.

Trzeci powód to absolutnie zjawiskowa i niepowtarzalna Tilda Swinton, która w tym filmie odgrywa jedną z głównych ról – Madame Blanc oraz wciela się także w bardzo ważną rolę starego psychologa, który nieświadomie uwikła się w piekielną intrygę wiedźm. Już po obejrzeniu filmu stwierdziłem, że bez niej ta ekranizacja nie miałaby zupełnie sensu i racji bytu.

Madame Blanc

Jeśli pamiętacie oryginał z roku 1977, to od razu powiem, że nowa wersja to wariacja znacznie odbiegająca od oryginału. Osobiście postrzegam to jako atut tego filmu, ponieważ Luca Guadagnino, ubrał fabułę filmu w zupełnie inne emocje jak i barwy. Pełno tutaj podskórnie wyczuwalnego erotyzmu, alegorii, metafor, wątków – momentami nie sposób się w tym wszystkim nie pogubić. Nie jest to zapewne film łatwy w odbiorze. Na seans przyszło wielu młodych ludzi, którzy zapewne liczyli na lekką rozrywkę – po seansie widziałem ich zawiedzione, ba nawet mocno rozczarowane miny. Bo to nie jest klasycznie rozumiany horror – w żadnym wypadku. Reżyser podkreśla ten fakt już na samym początku filmu informując, że oglądamy dramat podzielony na 6 aktów. 

Akcja filmu osadzona w Berlinie w latach 70tych, celowo pokazuje to miasto jako brudne, wręcz odpychające, pozbawione kolorów. Od pierwszych minut pada deszcz i w zasadzie padać nie przestaje aż do ostatnich sekund. Atmosfera filmu przez to jest niezmiernie przytłaczająca, duszna, wręcz trudna to wytrzymania. Film celowo buduje w widzu uczucie dyskomfortu, uczucie to narasta wraz z kolejnym wątkami filmu i dosłownie uwiera. Nie ma w zasadzie tutaj wielkiej tajemnicy – w zasadzie od początku wiemy, że mamy tutaj doczynienia z wiedźmami, które pod przykrywką szkoły baletowej ukrywają swój sabat. Oprócz granej przez Tildę – Madame Blanc, wszystkie są odpychające – zło mają wręcz wymalowane na twarzach. 

Akcję w całość spaja główna bohaterka Susan, grana znana w głównej mierze Paniom za sprawą roli w 50 twarzach Greya – Dakota Johnson. Przyznać trzeba, że reżyser wyciągnął z niej talent aktorski, którego osobiście zupełnie się po niej nie spodziewałem. 

Susane przyjeżdża do Berlina, spełnić swoje marzenie. Jeszcze nie wie jaką rolę przyjdzie jej spełnić w szkole baletowej Madame Blanc

To jej przybycie do szkoły baletowej rozpoczyna całą historię, która z czego zdajemy sobie od początku podświadomie sprawę, zakończy się absolutnie szalonym i spektakularnym finałem. Dakota gra niezwykle sugestywnie, wręcz urzekająco, zrywając tym filmem z obrazem słodkiej idiotki z Greya. Susan z Madame Blanc grają w filmie pierwsze skrzypce. Obie bohaterki wręcz hipnotycznie skupiają na sobie uwagę widza. Całość spaja taniec, który w tej historii jest medium, przez jakie w filmie przejawia się czarna magia wiedźm – to jak niezwykła jest choreografia tańca w tym filmie, nie jestem w stanie oddać słowami. Grana przez Dakotę bohaterka podczas scen tanecznych w filmie buduje tak gęstą, erotyczną atmosferę, że aż trudno wrażliwemu odbiorcy zapewne będzie ukryć emocje, które zapewniam, u każdego się uaktywnią podczas oglądania filmu.

Nowa Suspiria to pod względem audiowizualnym zupełne arcydzieło. Nie powinno jednak to być dla nikogo zaskoczeniem, mając na uwadze fakt, że za kamerą siedzi mistrz Guadagnino. Poszczególne kadry, ujęcia to czyste wizjonerstwo, dzięki czemu odnosimy wrażenie obcowania z artystycznym arcydziełem, które za razem odpycha i wręcz magnetycznie przyciąga. 

Odpowiadając więc na pytanie zadane w tytule recenzji? Czy warto iść do kina na ten film? Zdecydowanie. Pod warunkiem, że lubicie kino trudne, wymagające i poetyckie w formie. 

Polub nas!
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!