#recenzujemy Foghorn “Corona”

Ostatnio mam nawrót fascynacji muzyką ambientową i neoklasyczną. Klimatami, które odkryłem wraz z muzyką metalową, wiele lat temu. Nie wiem czy pamiętacie Szwedzką wytwórnię Cold Meat Industry? W roku 1995, ukazała się intrygująca składanka z tej wytwórni “…And Even Wolves Hid Their Teeth And Tongue Wherever Shelter Was Given?.


Kasetę kupiłem  w ciemno, bo strasznie mi się spodobała okładka oraz tytuł. Jakże czułem się rozczarowany, gdy kaseta wylądowała w odtwarzaczu – To nie jest metal!!! Po dłuższej chwili jednak zacząłem słuchać i dosłownie zostałem wessany przez klimat, który sączył się z głośników.

Teraz za sprawą kilku intrygujących wydawnictw, które spłynęły do redakcji oraz niepodważalnie,  za sprawą jesiennej aury nurzam się wręcz w muzyce, która zarazem zmysły koi, niepokoi, rozbudza, relaksuje oraz wywołuje przyjemną melancholie – Foghorn korzysta  z  całej palety wymienionych emocji na albumie “Corona“, niestety pojawia się też i monotonia, której szalenie trudno uniknąć w muzyce z okolic szeroko pojmowanej elektroniki i ambientu. Monotonia jednakże to nie to samo moim zdaniem co nuda, bo słuchając tej płyty nie nudzę się zupełnie.  Muzyka z okolic ambientu to pożywka dla ludzi o dużej muzycznej wrażliwości, dla tych którzy potrafią w minimalistycznej aranżacji odnaleźć nuty, które przemawiają wprost do naszej podświadomości. I to właśnie wam, tym wrażliwym na dźwięki zapewne “Corona”, przypadnie najbardziej do gustu.

Foghorn to projekt jednoosobowy, za którym stoi Tomasz Turski z kolektywu Opus Elefantum. Muzyka, którą odnajdziecie na tym albumie jest niezwykle eteryczna, mieniąca się wszystkimi kolorami jesieni. Gitara akustyczna, zapętlone ambientowe tła, noisowe zgrzyty oraz wokal Tomka, który jest tak samo eteryczny jak same kompozycje. Słuchanie tego debiutu zalecam szczególnie na długich spacerach ze słuchawkami w uszach. Las jest doskonałym miejscem na obcowanie z tego typy twórczością. Przyznać muszę, że z każdym kolejnym odsłuchem album ten coraz mocniej do mnie przemawia i kto wie, może jeszcze odszczekam wers, w którym piszę, że chwilami czuć tu monotonie. Bo czym dłużej słucham poszczególnych kompozycji tym więcej smaczków wyłapuję. 

“Corona”, to album idealny do słuchania w samotności. Jedynie poświęcając mu całą swoją uwagę, będziecie w stanie go usłyszeć i docenić.

Polub nas!
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!