#recenzujemy nowy album Shining “Animal”

Z wielką radością przyjąłem informacje o nowym albumie norweskiej grupy SHINING. Nie mylić ze szwedzkim bandem o tej samej nazwie, grającym suicide black metal…
A może mylić, tak mylić, bo po przesłuchaniu albumu “Animal”, myśli mam samobójcze.



Jak można, na Swaroga, jak można!!?
Norweski zespół śledzę i uwielbiam od dawna, fascynująca była ich stopniowa transformacja z jazzowego kwartetu w stronę coraz cięższych brzmień, aż do niezwykle oryginalnego brzmienia, które sami nazywają blackjazz – połączenie ciężkiego, miejscami industrialnego metalu z jazzem. Metalowy band opierający swe brzmienie na saksofonie? Tak, da się i brzmi to niezwykle. Mrok, agresja, ciężka industrialna elektronika i jazz! Swoją drogą ich wersja utworu King Crimson “21th Century Schizoid Man” uważam za najlepszy z coverów tej kompozycji. Rzeczywiście, SHINING był jednym z najulubieńszych bandów z mojej półki z ciężkim graniem.
Rozumiem – wolność twórcza. Rozumiem – nowe horyzonty, nowe muzyczne rejony, ale….

Efekt premiery ich ostatniego albumu jest taki, że od rana słucham, wcześniejszych nagrań z fenomenalnych płyt takich jak chociażby “Blackjazz” i “International Blackjazz Society“. Pewnie po powrocie do domu odpalę sobie świetne koncertowe DVD “Blackjazz Live” …
A dlaczego? Dlatego, by zagryźć czymś niesmak spowodowany ich najnowszą produkcją. Nie, obiektywnie rzecz biorąc, to nie jest zły album… Napewno znajdzie wielu fanów tego brzmienia, ba – sądzę, że grono ich fanów zwiększyć się może kilkukrotnie (nawet po odliczeniu tych, których po premierze tego albumu stracą). To dość udany KOMERCYJNY album, to nie jest zły album, wiele metalowych kapel może jedynie marzyć o nagraniu takiego materiału. Napewno jest to świetny album do machania piórami na koncercie i deptania nóżką podczas jazdy samochodem, że o “motórze” nie wspomnę… z tym że w każdym riffie, każdej solówce, każdej kompozycji album tak przewidywalny jak mrożona pizza z Lidla.

Wokal chwilami z manierą Ozzy’ego Osbourne’a czasem Johna Bądżowi… Trochę elektroniki rodem z “Final Countdown”… Trochę patosu “November Rain” Gunów…. Takie trochę vintage’owe podejście do metalu, okraszone szczyptą elektroniki żeby brzmiało świeżo. Generalnie jak mawiali antyczni – nihil novi sub sole, generalnie Scorpions w skórzanych kaszkietach lub, jak rzekł mój kuzyn po wysłuchaniu albumu – Chylińska…. Nie umniejszając oczywiście osiągnięć ww. twórców. 
… I trochę “łołania” – tak, utworki z “wow wooow wow” w refrenie łatwo stają się przebojami, bo każdy może je zaśpiewać, nawet nie znając tekstu, czy języka. Brak ( i to chyba najsmutniejsza wiadomość) czegoś najważniejszego dla brzmienia SHINING, czyli saksofonu. Brak gniewu i muzycznego nonkonformizmu, za które tak kochałem zespół z Oslo. Wiem zaczynam się pastwić nad tym albumem…
Bo rozczarował mnie srodze.
Czuję się osobiście urażony i “walę focha” 

Gdyby “Animal” został nagrany przez jakikolwiek inny zespoł, powiedzialbym – spoko płytka. Jednak skoro to SHINING, powiem – album rozczarowujący, poniżej możliwości technicznych i kompozycyjnych zespołu.

Nie wiem, może to miała być taka prowokacja artystyczna…? Może żart muzyczny skomponowany jednym palcem podczas wizyty na kibelku? Może. 
Może zbyt emocjonalnie podszedłem do tej… “propozycji” Szkoda mi dawnego SHINING.

Podsumowując 3,5/10

I cytując naszego byłego prezydenta
– Nie idźcie tą drogą. Jorgenie, Eriku, Tobiasie Hakonie, Ole… Nie idźcie tą drogą…

Polub nas!
error20
Maciek Mydlak

Written by

Maciek Mydlak - Aktor, dźwiękolub, sarkasta. Po wielogodzinnej pracy na scenie, neurony wymagają resetu. Codziennym lekarstwem - dźwięki. Od Sylviana, po Reznora. Od Danziga, po Gilmoura. Od ambientu, do djentu. Stosować w dużych dawkach, popijać kawą.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!