Book of Romance and Dust

#recenzujemy Exit North “Book of Romance and Dust”

Zaniedbałem się ostatnio, jeśli chodzi o pisanie recenzji płytowych. No cóż, praca, rodzina, obowiązki. Zatopiony od kilku dni w dwupłytowej reedycji fenomenalnego debiutu KOBONG z 1994 r, kompletnie zapomniałem o zbliżających się premierach. Około godziny 4 nad ranem, jedna z nich przypomniała mi o sobie mailowym powiadomieniem – debiutancki album Exit North jest już dostępny przez aplikację bandcamp.

Book of Romance and Dust


No cóż, założyłem słuchawki i włączyłem odtwarzanie. Czwarta nad ranem to specyficzny czas, specyficzna godzina gdy, jak śpiewał Wojtek Waglewski – noc zaczyna “borykać się z dniem”. To idealny czas dla muzyki jaką zaprezentował na swym albumie Exit North. Album debiutancki, ale muzycy uczestniczący w nagraniach, do debiutantów bynajmniej nie należą.


Na pierwszy plan wysuwa się oczywiscie wspaniały głos wokalisty. Thomas Feiner znany z albumu The Opiates (Thomas Feiner & Anywhen), oraz solowych płyt Steve’a Jansena, obdarzony jest niebywałym głosem przywodzącym na myśl charakterystyczną głębię i barwę Toma Waitsa, czy Nicka Cave’a. Jego sposób śpiewania, zbliżony do późniejszych dokonań wokalnych Davida Sylviana, moim zdaniem najbardziej kojarzy się z wyjącym do księżyca basetem – psisko co smutnymi oczyma spogląda w gwiazdy. Tak, smutek i nostalgia, tak bardzo pasująca do obecnej za oknem aury unosi się nad tym albumem od pierwszego, do ostatniego dźwięku. Głos Feinera idealnie współgra z muzyką tworzoną przez pozostałych członków zespołu : Ulfa Janssona, Charlesa Storma i oczywiście Steve’a Jansena.


Steve Jansen, muzyk przez wiele lat związany z legendarnym już, synth-popowym Japan, później jego mutacją Rain Tree Crow, założyciel Nine Horses, współpracujący w kilku projektach ze wspaniałym klawiszowcem Richardem Barbierim ( ex Japan, Porcupine Tree), nie jest nowicjuszem na muzycznej scenie. Rzekłbym nawet, że jego twórcza aktywność w ciągu ostatnich lat świadczy o nieustannym rozwoju tego artysty. Jego solowy album “Slope” od lat uważam za arcydzieło, to mój ulubiony zestaw dźwięków na bezsenne noce i zbyt wczesne poranki.
To właśnie podczas słuchania tej płyty, po raz pierwszy tak wyraźnie zwróciłem uwagę na niewiarygodną alchemię dźwięków Jansena, jego fenomenalne podejście do faktur i plaszczyzn dźwiękowych. Chciałoby się powiedzieć “muzyka to przyprawa” 😊, bo Jansen jest mistrzem muzycznej kuchni, co oczywiście słychać również na płycie Exit North. Nie ma tu nieprzemyślanych, czy pustych miejsc. Przy nazwisku Steve’a, obok instrumentów, na których gra, znów widnieje określenie “sound design”, a dźwiękowym designerem jest fenomenalnym. Wyważone brzmienie, od słyszalnej mechaniki instrumentów akustycznych, oddechów, po elektroniczne dodatki. Dźwiękowy i producencki absolut. Namacalność dźwięków granicząca z rzeźbą, lub malarstwem.

Wracając do samego albumu, nie da się uniknąć skojarzeń z Feinerowskim albumem The Opiates. Podobnie dekadencki i smutny, bardzo atmosferyczny. Przywołujący chwilami, swym jesiennym klimatem, skojarzenia z tajemniczym progresywnym concept-albumem sprzed wielu lat pt. “Rain”( wiecie – ta czarna okładka z niebieską tęczówką oka pośrodku.

exit north Book of Romance and Dust


Book of Romance and Dust otwiera utwór znany już od paru lat z internetu – Bested Bones, autorstwa Feinera i Janssona. Tu brzmi głębiej, wzbogacony o dźwięk kotłów i przejmujący kontrabas i wokalizy. Trochę mi te bębenki przypominają w początkowej fazie “You can’t unring a bell” Toma Waitsa… Ale tylko troszeczkę… 
Dalej jest coraz lepiej, zanurzamy się w akustyczno-ambientowe pejzaże przełamywane fuzzem elektrycznej gitary i delikatnej trąbki Feinera. Jedynym utworem, który na moment rozbija nastrój albumu jest Passenger’s Wake, budzący z uśpienia rockowym uderzeniem i hałasem blach perkusyjnych, spomiędzy których daje się słyszeć ten charakterystyczny dźwięk gitary basowej… Jakby na moment Mick Karn pojawił się w studiu, by stanąć obok dawnego przyjaciela i jeszcze raz uderzyć w struny…


Dalej, instrumentalny “North” chłodzi nastrój, będąc jednocześnie przygotowaniem do mojego ulubionego na płycie utworu “Lessons in Doubt“. Tu Feiner wspina się na wyżyny nostalgii i delikatnosci. Wspaniałe klawisze Ulfa Janssona, perkusja, kontrabas i wszechobecna na płycie sekcja smyczkowa, przenosi nas do zadymionych knajpek prosto w lata trzydzieste ubiegłego wieku.


Cóż jeszcze? Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje również, najdłuższy na płycie (9:11), utwór “Losing” z klimatyczną wokalizą Anny Bylund wspaniale współgrającą z pełnymi niepokoju smyczkowymi pasażami i dźwiękami perkusji. Kompletny odjazd – jak czas zatrzymany gdzieś pomiędzy nocą i dniem. Otępienie, zawieszenie pomiędzy bólem i szczęściem, tęsknotą i radością . I tu, w zasadzie album mógłby się zakończyć w powolnym wyciszeniu…
Jednak nie, muzycy nie chcą pozostawiać nas w tym nastroju. Zamykający płytę “Another Chance” jest jak nowy, świeży oddech pełną piersią, jak przebudzenie i nabieranie sił na dalszą drogę :


“give me one minute more
and let me just
give me another chance
to listen

to hear the world
the void
the sound it makes
the wind
the earth
the fire
high water”

Wspaniałe teksty Feinera to temat na osobną opowieść, ale polecam w tym celu posłuchać osobiście całego albumu, no cóż…

“i know
i am a lonely spider
i am a lonely rider
yeah… i’m an outsider…”

Podsumowując – absolutnie porywający i perfekcyjny album 10/10
W moim prywatnym, corocznym rankingu plasuje się w ścisłej czołówce płyt roku 2018
Dotąd niezagrożona pierwsza pozycja albumu The Perfect Circle – ” Eat the Elephant ” zdaje się być jednak zagrożoną. 🤔

Polecam gorąco, Exit North do posłuchania i kupienia przez aplikację bandcamp już dziś od rana pod tym linkiem 
http://exitnorth.bandcamp.com/album/book-of-romance-and-dust

Ach… Zapomniałem… Okładka albumu, to chyba zamarźnięta pod lodem łódź… Czyż można powiedzieć więcej jednym obrazem, o klimacie tej płyty!? Pozdrawiam i polecam dobre słuchawki 🎧

Polub nas!
error20
Maciek Mydlak

Written by

Maciek Mydlak - Aktor, dźwiękolub, sarkasta. Po wielogodzinnej pracy na scenie, neurony wymagają resetu. Codziennym lekarstwem - dźwięki. Od Sylviana, po Reznora. Od Danziga, po Gilmoura. Od ambientu, do djentu. Stosować w dużych dawkach, popijać kawą.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!