insidius infamia

#recenzujemy Insidius “Infamia”

Czy nadal rozpaczacie po nowym albumie Deicide? Mam lekarstwo na wasze wszystkie zgryzoty, dotyczące kondycji jednego z ojców naszego ukochanego gatunku, jakim jest death metal.


Bo wszyscy wiemy, że sam gatunek ma się wręcz doskonale. Kondycja ta jednak, nie jest zasługą weteranów, którzy w większości niestety, cierpią na twórczą niemoc. W głównej mierze jest to zasługa świeżej krwi, która napłynęła do nas z różnych zakątków świata. Obfitość i urodzaj w gatunku to raz, dwa poziom tego co dostarczają nam te wszystkie pełne twórczej mocy zespoły. Większość już dawno prześcignęła klasyków. Jednym z takich zespołów jest Insidius, który na swoim drugim albumie poczynił ogromne postępy dosłownie na każdym kroku.

W przeciwieństwie do debiutu, zespół tym razem postawił na komplementarną współpracę z braćmi Wiesławskimi – wszystkie ślady zostały zarejestrowane w ich studio, produkcja i mastering całości to także ich dzieło. Efekt końcowy to brzmienie dopieszczone w każdym calu, którego tak bardzo brakuje wspominanemu nowemu albumowi Deicide. Zespół postanowił zainwestować w produkcję – szanuje to bardzo, tym bardziej, że nie maja kontraktu z żadną wytwórnią i za wszystko muszą płacić sami – zresztą jak większość. Muzyka to pasja, która potrafi pochłonąć każdy pieniądz. Nigdy nie będzie ich dość, nigdy – zawsze jest w co zainwestować.

“Infamia”, to album bardzo spójny i dojrzały, który nie powinien, przejść bez echa. Od strony aranżacyjnej otrzymujemy death metal mocno zakotwiczony w przeszłości, czerpiący jednak garściami z nowinek i rozwiązań, które w tej chwili królują na scenie. Zespołowi udało się przy okazji wyjść poza sferę nachalnych porównań do innych zespołów. Słychać oczywiście masę inspiracji, żadna jednak nie dominuje i nikt nie zarzuci chłopakom, że są kolejną kalką Morbid Angel, jak ma to miejsce chociażby przy okazji nowego albumu Betrayer. Mnogość aranżacyjnych rozwiązań, ilość chwytliwych, wpadających w ucho riffów jest wręcz zatrważająca. Całość utrzymana jest w bardzo zróżnicowanych tempach, dominują, jednak średnie, które kruszą wręcz zęby swoją mocą. Uwagę przykuwają także bardzo wysmakowane, melodyjne sola oraz świetne partie wokalne Tasaka, którego podobno Bracia podczas sesji mocno wyedukowali w temacie – co zresztą słychać, bo przeskok jakościowy mamy przeogromny. 

Insidius pięknie rośnie w siłę i jest zespołem, który ma szanse mocno namieszać na death metalowej scenie i nie myślę tutaj tylko o naszym kraju. Nie jest to zadanie łatwe, przeciwnie,  niezwykle trudne i żmudne. Przy jednak całkowitym, maniakalnym zaangażowaniu, skupieniu na celu, szansa jest, bo potencjał jest przeogromny. Kibicuję mocno!

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!