meatspreader

#recenzujemy Meat Spreader – A Swarm Of Green Flies Over The Rusty Pot

Na wstępie pytanie: co może powstać z połączenia sił takich zwyroli jak Paluch, Jaro, Tocha i PsychoRadek? No toż kurwa, że nie śląskie regge. Jeśli powyższe ksywy nic Wam nie mówią, to może lepiej darujcie sobie resztę tego tekstu…


meatspreader

Bierzemy zatem na stół zewłok o nazwie Meat Spreader i jego najnowszy wyziew o tytule „A Swarm of Green Flies Over Rusty Pot”. Ten piękny niczym dziewica w kostnicy tytuł wraz renomą jego twórców powinien już naprowadzić słuchacza z czym będziemy mieć do czynienia. Doświadczone w rzucaniu mięsem patological kommando dojebało śmierdzącym gore/grindem w starym stylu. W zardzewiałym garze wymieszano same smaczności: mielące gitarowe riffy, bulgoczący bass, blaścik przeplatany z miłymi dla ucha, punkowymi „zwolnieniami” i wokale… Tak, brakowało mi tych charakterystycznych rzygnięć, charków i wrzasków, które wypluwa z siebie Jaro. Wszystko podano w zgniłym sosie przywodzącym na myśl przełom lat 80/90 ubiegłego wieku. Dało to efekt w postaci takich hitów jak: „Something Smells Like Silent Fart”, „Uterine Derangement”, „Shit Mixed With Rotten Meat”.

Jeśli ktoś będzie doszukiwał się w tym albumie elementów „pierwotnych” kapel jego twórców, to na pewno je znajdzie. Sięgając do okresu, który wspomniałem powyżej znajdziemy na „A Swarm of Green Flies Over Rusty Pot” wpływy Carcass (zarówno w kwestii muzycznej jak i wizualnej oprawy płyty) czy Impetigo czyli wszystko co najlepsze w takim graniu. Ktoś może spytać po chuj w takim razie mam jeszcze zawracać sobie tym głowę? No cóż, jak kogoś brzydzą flaki i golnka, to i Meat Spreader pewnie tego nie zmieni. Grind o takim zabarwieniu to muzyka dla ludzi z dystansem, lubujących się w dowcipach o nekrofilii czy wydalaniu. Cały urok tego tej płyty kryje się w jej, jakby nie było naturalności i podejściu do sprawy z dystansem. Bo chyba tylko ktoś niespełna rozumu doszukiwałby się ukrytego przesłania w kawałku o tytule „His Guts Were Pulled Out By Hungry Pigs”.

Meat Spreader wysmażył ochłap, który w danej stylistyce wybija się poziomem na tle tego, co dzieje chociażby u naszych południowych sąsiadów. Album jest brutalny i kopie po ryju, a jednocześnie czuć w nim szczerość i oddanie muzyków dla gatunku. Nikt tu nie robi niczego na siłę, tylko pokazuje jak grać goregrind bez popadania w śmieszność. Wiadomo, że w Polsce najlepszy grind, podobnie jak bimber, pochodzi ze wschodu i ta ekipa potwierdziła tą znaną od lat tezę.

Polub nas!
20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

1 Response

  1. Avatar Vexatus pisze:

    Najlepszy materiał w kategorii klasycznego Groregrind w 2018 roku! Po tylu latach udzielania się w różnych projektach panowie w dalszym ciągu są w formie i potrafią nagrać bardzo dobry album.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!