the cuffs
zdjęcie: Maciej Wożniak

#recenzujemy The Cuffs “Count Von Madenoff and Electric Anaconda Society”

Jak się gra klasycznego punk rocka w tych czasach to trzeba mieć jaja. Na te jaja składa się kilka składników – pewność siebie, deko arogancji, pomysł na muzykę,  no i umiejętności. Chłopaki z The Cuffs wszystko to mają, dzięki czemu ich nowy materiał buja lepiej, niż wszystko co do tej pory wyszło pod tym szyldem.

the cuffs

Już nie tacy młodzi, ale i nie za starzy na szaleństwo. Słuchając płyty “Count Von Madenoff and Electric Anaconda Society“, odnoszę wrażenie, że The Cuffs na nowym albumie starało się zawrzeć całą kwintesencję samych siebie jako ludzi, oraz tego jak ich zdaniem powinna brzmieć płyta mocno zakorzeniona w klasyce, ale nagrana tu i teraz, w roku 2018. Dla mnie ta muzyka to taki skok do maszyny czasu i podróż w przeszłość, gdy wszystko co było związane z muzyka smakowało tak dobrze jak cycki Pameli Anderson w serialu Słoneczny Patrol. Yodę, gitarzystę The Cufs, jakoś w tamtym czasie poznałem, obaj dzieliliśmy tą samą salę prób i spędzaliśmy tam milion godzin, żyjąc muzyką. Już wtedy chyba miał na siebie pomysł, wiedział co chce grać i robi to do tej pory – szacun, bo to pokazuje, że konsekwencja to najważniejsza cecha, jeśli chcemy skutecznie się realizować i nie myśle tutaj teraz tylko o muzyce.

Tak czy inaczej mamy rok 2018, a oni grają tak jakby czas zatrzymał się gdzieś 2 dekady temu. I to nie jest zarzut, bo słuchając tych utworów bawię się wyśmienicie, wyłapując młodzieńcze inspiracje tej wesołej kompani. A słychać ich bardzo dużo – Misfits, Danzig, Turbonegro, wczesne Type Of Negative, ciutka Rage Aginst The Machine oraz nasze Acid Drinckers z pierwszych płyt. Łapiecie klimat? Jeśli te turbo kulty grają wam jeszcze w duszy, to ten album będzie dla was jak zajebiście schłodzone piwko po ciężkim dniu.

Max porobił wybitnie przebojowe wokale, które dopełniają rewelacyjne chórki i zaśpiewy reszty załogi. Od strony wokalnej to prawdziwy majstersztyk i chyba dopiero na tym materiale w pełni przekonał mnie do swojego głosu. Zawsze mi czegoś brakowało, a tutaj wszystko jest w punkt, wszystko się zgadza, jest spójne. Piękna robota. W aranżacjach utworów dzieje się naprawdę dużo – pojawiają się organy, harmonijka ustna, laseczka na wokalu, solówki, harmonie – momentami nawet zajedzie takim cross trashem rodem z Bay Area. Po prostu nie sposób się nudzić. Świetna robota, a dla was zajebista płyta na lato.

the cuffs

zdjęcie: Maciej Wożniak

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!