plaga black metal

Jak było na Black Silesia Festival?

Nie jestem bywalcem dużych open air-ów organizowanych u naszych sąsiadów. Preferuje bardziej kameralne imprezy. Gród w Biskupicach nadaje się na takie mniejsze spędy idealnie. Jako, że miejscówka była już mi dobrze znana, a skład Black Silesia Festival III robił ogromne wrażenie nie mogło mnie tam zabraknąć.

black silesia festival

W grodzie stawiliśmy się zgodnie z pierwotnymi założeniami, czyli na  Offence. Już w kolejce po pierwszego browara przyszło witać się z polskimi i węgierskimi znajomkami, którzy zgodnie z zapowiedziami pojawili się na festiwalu. Tak więc koncert „szwedzkich” Ślązaków trochę przegadałem. Sam show dobry, na ostatnim „Alcoholic Sollution” ruszyłem na małą rozgrzewkę w młynie ot i tak zleciało. O następnym bandzie, to jest niemieckim Blackevil również wiele nie powiem, dość rock’n’rollowy black/trash na średnim poziomie. Po kilkunastu minutach nastąpiła ewakuacja na parking, gdzie nastąpił dalszy ciąg… ale o tym sza…

„Nefarious Seed Grows…” spodziewałem się piekielnej chłosty i sonicznego wpierdolu. Niestety problemy z drugą gitarą w pierwszej połowie seta mocno spłaszczyły sound, a i przy bębnach dojebałbym bardziej „do pieca”. Co prawda takie „niuanse” mało przeszkadzają gdy napierdala się w kurzu pod sceną, więc nie będę jakoś bardzo narzekał na ich występ. Poza kawałkami ze wspomnianej wyżej ostatniej płyty z setlisty Anima Damnata załapałem „Antichristian Nuclear Shitlust” i zamykający „Ciasna Pizda Maryji”. Dodać należy, że po tym numerze gitarzyści popisowo rozjebali (przed ostatnim numerem wymienione) swoje wiosła o scenę. Killer zaś ku uciesze jednego z maniaków posłał swój bas w publikę. Po koncercie bolało, więc wszystko wyszło jak oczekiwałem. 666% Diabła!

anima damnata

Attic stawiłem się tylko na  chwilę cyknąć parę fotek. Granie w stylu King Diamond, czy ostatnich dokonań Tribulation, oprawione zostało w gotycką scenografię (znacznie uboższą niż w przypadku Króla – co zrozumiałe), a jej centrum stanowił sporych rozmiarów odwrócony krucyfiks . Muzyka nie przykuła jednak mojej uwagi na tyle, żebym poświęcił Niemcom więcej nić kilka minut. Przy tej okazji chciałbym podziękować mojej Żonie, która w newralgicznych momentach przejmowała ode mnie rolę „reportera”, żeby uwiecznić trochę dla potomności.

attic band

attic band

Witchmaster to  band z którym niejednokrotnie mierzyłem się na żywca. Nie miałem parcia na spisywanie odegranych numerów, więc szybko dołączyłem do rozkręconego pod sceną tornado. Reyash i spółka dojebali diabelsko i siarczyście. W ostatnim numerze wokalnie Bastisa wspomógł Killer, który do tego momentu srogo poczynał sobie w młynie. Kolejny koncert potwierdził, że Witchmaster to diabelskie dzieło zniszczenia! Moje gnaty zebrały kolejne cięgi, trzeba było wreszcie spożyć jakieś żarło i odsapnąć nieco przed Bogami Wojny, dlatego też odpuściłem sobie Satan.

Blasphemy podziwiałam już w bezpiecznym miejscu w towarzystwie znanego tu i ówdzie radiowca  Nikomu nie trzeba udowadniać, że Blasphemy to kult i chuj. Roznieśli gród w pył dając maniakom to czego wszyscy oczekiwali. Można w tym miejscu zadać kolejne retoryczne pytanie na temat słabej frekwencji. Nie wiem tylko czy jest sens…

blasphemy

blasphemy

Black Silesia Open Air to dylemat czy zrywać się na Devilpriest. Przeważyła opcja „leniwa”, jednak czas na regenerację okazał się zbawienny. Forma i tak daleka od ideału, ale nie ma co pierdolić. Bardzo chciałem sprawdzić Embrional w nowym składzie, na szczęście grali przed 16-tą więc pora bezpieczna.  Kiedy wpadliśmy Miotła właśnie ustawiał sound. Lekko to się przedłużyło, ale w tym wypadku warto było zaczekać. Od pierwszej minuty potężne death metalowe pierdolnięcie! Sądziłem, że ich koncert będzie się opierał na 2 ostatnich albumach, tymczasem oprócz takich wałków jak „(Behind) The Mask of Sanity”, czy „Madman’s Curse” pojawił się „slayerowski” hicior „Whores, Drugs and Brain Dead” czy hołdujący death metalowym bogom „Death & Destruction”. Był nawet „Hellfuck” otwierający drugie demo. Perełką występu Embrional było odegranie nowego numeru, który wbił mnie w glebę. Potęga i mrok! Tak jak chłopaki „umio” najlepiej. Planowo jeszcze w tym roku chcą wejść do studia, więc będzie na co czekać.

Goath celebrowaliśmy przy bagażniku fury lecząc kaca i uskuteczniając rozmowy o tzw życiu. Serbski Terrorhammer mocno reklamował mi bdb przyjaciel od serca co zna się na muzyce, więc po przepłukaniu gardła stawiliśmy się pod sceną. Panie i Panowie! Co to był za ogień! Największe zaskoczenie in plus obydwu dni imprezy. Mieszanka black/speed/punk/death zagrana z mega feelingiem i jajem. Kapela szybko chwyciła wspólny język z publiką. Zniszczenia dopełniał młodziutki perkusista, który po każdym numerze jakby chciał wyskoczyć zza swojego zestawu. Polecam sprawdzić Terrorhammer, prosty strzał w pysk, który daje wiele radochy.

Plaga często koncertów nie daje, więc trzeba było skorzystać z tej okazji. Na wokalu wspierani przez Necrosodoma rozpoczęli swój rytuał. Dałem się w całości porwać klimatowi tego przedstawienia. Mroczna gęsta atmosfera ich muzyki nie ucierpiała na szczęście przez mało sprzyjające black metalowi godziny koncertu. Lider Anima Damnata bardzo dobrze czuł się na froncie Plagi, unikając przesadnej teatralności. Samo brzmienie na przodach też bardzo dobre (chociaż nie obyło się bez korekt na odsłuchach w trakcie występu). Zajebisty koncert, oby zdecydowali się częściej grać.

plaga black metal

plaga black metal

plaga black metal

Nocturnal, to już raczej faza wyczekiwania na Nifelheim. Dawało się też we znaki zmęczenie, nie skupiałem się za bardzo na ich występie, tym bardziej, że ich dokonania studyjne są mi obce. Tak więc dokończyłem zakupy (o tak, było z czego wybierać, a teraz bieda…) i w końcu zaczęło Nifelheim. Od samego początku czad i ogień! Cios za ciosem! Hellbutcher co chwila zagrzewał publikę do boju, która co raz skandowała nazwę zespołu. Nie będę się rozpisywał nad tym show, dla mnie było to idealne zakończenie tej imprezy. Dla ciekawych kilka numerów które wyłapałem: „Unholy Death”, „From Hell’s Vast Plains”, „Evil Blasphemies”, „Sodomizer”, „Storm Of The Reaper”, „Satanic Sacrifice”, „The Final Slaughter”. Podziwiałem energię całej kapeli, czuć było, że mają tyle samo radochy z grania, co publika bawiąca się na tym koncercie. Szacunek!

nifelheim band

nifelheim band

Black Silesia Festival w formie open air, bo wyszło mu to znakomicie. Amen!

 

Polub nas!
20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter54
YouTube3
YouTube
Instagram338

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!