Relacja z koncertu Amenra i Boris w Budapeszcie. Belgowie nie zawiedli.

Smutną prawdą jest to, że z wiekiem coraz mniej koncertów potrafi wywołać u mnie emocje, które towarzyszyły temu zazwyczaj za szczeniaka. Oczywiście są wyjątki, i należał do nich bez wątpienia gig Amenra. Raz miała to być pierwsza na żywo konfrontacja z dokonaniami Belgów, dwa ich ostatnią płytę „Mass VI” uważam za najlepszy album ubiegłego roku. Nie ukrywam, że napaliłem się na ten koncert niczym gimbaza na dopalacze. Oczekiwałem czegoś więcej niż dobrego występu. Czy to dostałem? Tak, ale…

Uzupełniając wstęp dodam, że impreza odbywała się w miejscówce A38. Klub mieści się na zacumowanym przy nabrzeżu statku. Byłem tam w grudniu na bardzo dobrym gigu Solstafir, więc nie miałem obaw o akustykę nagłośnienie itp. Koncert otwierał japoński Boris. Gdybym zadał sobie trud sprawdzenia kto zacz i co wyczynia ze swoją „muzyką”, może zdecydowałbym się przyjść później (znacznie później) i obczaić tylko Amenra. Niemniej spełniając swój obowiązek napiszę kilka słów o twórczości japońskiego trio (za co z góry przepraszam fanów Boris, jeśli takowi to czytają). Drony, basy, gongi, rytualne, mroczne śpiewy, wszystko to przyprawiało mnie o zawrót głowy i wewnętrzne drżenie. Kiedy muzyka Japończyków z rzadka przybierała bardziej zorganizowane formy robiło się znacznie przyjemniej. Bazując na postumencie Black Sabbath, dodając okultystyczną otoczkę zespół prezentował się całkiem ciekawie. Niestety były to tylko przerywniki… Wytrzymałem niemal pół godziny. Piwo, fajek, dalej grają, ja pierdole. Fajek, kolejne piwo i po jakiejś godzinie z kwadransem odetchnąłem. Minusem występu Boris było też oświetlenie, które jebało w publikę niemiłosiernie, powodując tymczasową ślepotę. Pewnie niektórzy stwierdzą, że się chuja znam na muzyce. Niech i tak będzie, ale pewne dźwięki nie są dla wszystkich jak się okazuje.

boris

boris

boris

Posprzątanie majdanu po Japończykach i ustawienie soundu dla Amenra zajęło lekko ponad pół godziny, które wykorzystałem na zakupy dobra wszelakiego od Belgów. Dobrze, że odłożyłem ciut więcej gotowizny, bo 15 euraczy za cedeczku trochę mną wstrząsło. Nic to, nie ma co narzekać, trzeba się ulokować strategicznie, bo tłum gęstnieje. Ze sceny zaczynają płynąć metaliczne uderzenia, to znak że zaczyna się „Boden”. Niesamowicie gęsty i duszny sound bije z głośników. W pierwszych numerach bębny przykryte były masą gitar, ale nie psuło to odbioru. Nie ukrywam, że najbardziej czekałem na utwory z „Mass VI”. Przy „Plus Pres De Toi” zaczęło do mnie docierać, że jednak coś tu nie do końca trybi. Atmosfera którą zazwyczaj chłonę całym sobą z płyt Amenra, przechodzi gdzieś obok mnie. Nawet ten „wyciszony” środek numeru, z nostalgicznym głosem Colina nie wywarł większych emocji. Nie zmienił tego też następny w kolejce „Razoreater”. W zasadzie do końca koncertu stałem bardziej jako „obserwator” niż „uczestnik”. Żeby była jasność, muzycznie stało to wszystko na wysokim poziomie. Skromne, białe oświetlenie nie rozpraszało, więc kurwa czemu nie dałem się porwać? Pewnie po tym co napiszę poniżej wielu z Was powie, że mam coś z głową, ale trudno. Z perspektywy kilku dni, uważam że przebywanie w zatłoczonym klubie odarło odbiór muzyki Amenra z pewnego rodzaju intymności. Specyfika i nagromadzenie w ich dźwiękach negatywnych emocji wymaga odpowiedniej aury, która pomaga zatopić się w transie. Niska scena nie dała też możliwości dobrego wyświetlenia wizualizacji, które są dość istotnym elementem sztuki Belgów… Mimo tego, tak jak wspomniałem, muzycznie zapinało się to bardzo dobrze. Kończąc powoli swoje wywody dodam, że z setlisty wyłapałem „Daiken”, „Terziele” zgrabnie przechodzące w „Am Kreuz”, oraz kończący „Silver Needle, Golden Nail”.

Czasem tak bywa, że nastawiając się na „koncert życia” trzeba zmierzyć się  z rzeczywistością. A może po prostu zbyt dużo oczekiwałem? Niemniej jestem bardzo zadowolony z faktu, że udało mi się zobaczyć Amenra na żywo, na pewno będę chciał powtórzyć to przy najbliższej okazji. Belgowie potwierdzili muzyczną klasę, dając bardzo dobry koncert.

amenra

amenra

Pełna galeria zdjęć tutaj:

Polub nas!
error20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!