Kot, który spadł z nieba, Takashi Hirade

Taka dziwna książka na styczeń – Kot, który spadł z nieba, Takashi Hirade

Trzeba to powiedzieć wprost i od razu, żeby nie zostały żadne niedomówienia. To jest bardzo dziwna książka.

Kot, który spadł z nieba, Takashi Hirade

 Właściwie nie ma akcji. A raczej nie ma akcji w zachodnim rozumieniu, gdzie powinno się dużo dziać, zmieniać, błyskać światełkami i ginąć w dźwięku. A tu wchodzimy do domku gościnnego przy Uliczce Błyskawicy leżącej w cichej i lekko bezczasowej części Tokio. Bezczasowej, bo jakby zawieszonej poza głównym nurtem życia, ciągnącej się gdzieś na skraju,na uboczu, gdzie do rangi wielkiego wydarzenia urasta kwinienie brzoskwiń i usychanie trawy. Bohaterowie, małżeństwo trzydziestolatków wykonujących wolne zawody w poszukiwaniu swojego miejsca i sposobu życia świadomie rezygnuje z pędu do bogacenia się za wszelką cenę, godząc się na zamieszkanie w nieco spartańskim domku gościnnym leżącym na obrzeżach większej posiadłości. Trzeba tu zaznaczyć, że czas fabularny powieści oscyluje wokół japońskiego boomu gospodarczego, podczas którego szczególnie dotkliwe okazały się problemy z przestrzenią mieszkalną. Ówcześnie zarówno dynamika wzrostu, jak i same ceny nieruchomości osiągały zawrotne pułapy.

Obok tego szaleństwa dzieje się zaś życie w rytmie wyznaczanym odwiedzinami kotki sąsiadów. Najpiękniejszym aspektem Kota, który spadł z nieba jest forma. Technika obrazowania i zastosowanie jednostajnego, powracającego rytmu. Szczegółowe opisywanie wschodów i zachodów słońca, zielenienia się drzewa, przekwitania traw, pojawiania się i znikania Chibi o jedwabistym futerku, która nie miauczy i nie pozwala się dotykać. Popatrzmy uważniej, własne imię ma w powieści właściwie tylko kotka, mieszkająca u sąsiadki i jej dziecka, bohaterowie to po prostu mąż i żona, a właściciele posiadłości to staruszkowie. Z jednej strony pojawia się konstrukcyjna obojętność na indywidualizację postaci, z drugiej zaś dbałość o szczegóły, pozornie nieistotne, a w rzeczywistości pozwalające na bezkarne podglądanie i stopniowe zagłębianie się w życie bohaterów.

Kot, który spadł z nieba to książka o akceptacji przemijania. O cichym pogodzeniu się z ulotnością chwili, z tym, że nic nie jest dane raz na zawsze. Rzeczy, osoby, zdarzenia, uczucia, pojawiają się, są i odchodzą. Wydaje mi się, że Hirade poprzez Kota, który spadł z nieba próbuje powiedzieć, że jedną z dróg do szczęścia jest osiągnięcie równowagi, właśnie poprzez zaakceptowanie przemijalności. Co oczywiście nie jest tożsame z wyzbyciem się uczuć, celem nie jest tu odcięcie się od odczuwania smutku, radości czy ekscytacji, a raczej zaprzestanie kurczowego się ich trzymania, nie rozpamiętywanie na siłę i w kółko.

Jedna z krążących w sieci recenzji mówi o Kotu, który spadł z nieba jako o książce-medytacji. Bardzo słusznie i bardzo prawdziwie. Ta książka, jest moim tegorocznym styczniowym odkryciem. (Bowiem każdy miesiąc roku ma swoją książkę przewodnią).

Styczeń, jak co roku, bez żadnych niespodzianek jest dla mnie dziwnym miesiącem. Bo tradycyjny dół około urodzinowy (rok minął, a ja ciągle w miejscu, nic się nie zmienia, niczego nie osiągnęłam) biegnie obok samonapędzającego się głodu odczuwania, chłonięcia, dotykania, przeżywania. Łatwo się w tym pogubić, zejść w bok, chwycić coś za mocno i nie chcieć puścić. Postanawianie nowych początków (bo nowy rok to nowy ja) i dzikie tłumy na, zazwyczaj opustoszałej siłowni potrafi być złudne i prowadzić do jeszcze większego bałaganu. Styczeń, to jednak nie jest łatwy miesiąc. Pomedytujmy zatem.

Polub nas!
error20
Agata Zareba Jankowska

Written by

wiecznie studiująca bibliotekarka sprzedająca książki a chcąca hodować owce; w pełni utożsamia się ze swoim totemicznym zwierzęciem, jakim jest leniwiec.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!