#wywiad: The Dead Goats – Zmieniamy się chwilowo w dość nieregularny zespół studyjny

Poczynania The Dead Goats śledzę od wydania w 2012 roku ich debiutu „Path of The Goat”. Zespół przez kilka lat swojej działalności zdążył narobić sporo szumu w podziemiu zarówno swoimi materiałami jak i zagranymi koncertami. W zeszłym roku oprócz wydania drugiego longa „All of Them Witches” doszło do rozstania z gitarzystą. Marcin i Radek jednak broni nie składają i przygotowali kolejny materiał z pomocą życzliwego gitarzysty. Nie przedłużając zatem zapraszam do lektury.

Zacznijmy od plotek, w końcu metalowy światek to taki show biz tylko w biedniejszej wersji… A więc co się stało, że ostaliście się jeno we dwójkę na placu boju? Bartulewicz już nie mógł wytrzymać Waszego towarzystwa, czy ktoś zaproponował mu lepszą stawkę i mocniejszy bimber?

Marcin: Poniekąd sam odpowiedziałeś sobie na postawione pytanie, więc jedynie przez grzeczność nie będę zaprzeczał. Prawda jest taka, że w pewnym momencie trochę zaczęliśmy się rozmijać, jeśli chodzi o dalszy kształt zabawy! (celowo akcentuję to słowo, bo od początku naszej 3-osobowej przygody chodziło w głównej mierze o wspólne spędzanie czasu na próbach, przy wódce, na koncertach, w podróży na te koncerty, a akurat na roczne ilości przejechanych kilometrów nie mogliśmy nigdy narzekać z racji położenia naszego pięknego miasta) w The Dead Goats. W zasadzie zagadnień dotyczących rezygnacji Pawła nigdy nie rozwlekaliśmy publicznie, nie mniej jednak trochę nas zaskoczyła ta decyzja, w szczególności że w pierwszej połowie roku zagraliśmy te dwadzieścia kilka koncertów, nagraliśmy płytę, mieliśmy dość poważne plany na pozostałe 6 miesięcy (nagranie materiału na 12” split z Calm The Fire, kilka dodatkowych imprez do obskoczenia) oraz baaaardzo (!!!) poważny wyjazd za granicę w kierunku dość rzadko eksplorowanym przez polskie zespoły wiosną 2017, ale cóż – jego życie, jego decyzje. A czy pije mocniejsze alkohole niż w naszym towarzystwie? W razie czego służę numerem telefonu – sam zapytasz.

Radek: Ja natomiast chętnie wylałbym trochę jadu, który w mnie wciąż siedzi. Powiem tylko tyle – zawsze śmieszyli mnie ludzie, którzy rzucali coś, co tworzyli od podstaw na rzecz zarabiania 500 zł za granie na weselu czy też jako zakapturzona sesyjna postać. Wygląda na to, że za pieniądze byłby zdolny zagrać nawet na wspólnym koncercie z Graveland, co dla mnie jest już dosyć obrzydliwe.

Białystok może pochwalić się solidną sceną i zajebistymi bandami. W ostatnich latach pojawiły się dwie „gwiazdy”, które „ciut” odstają od ogólnej tendencji. Słuchy mnie doszły, że na panów od wykresu wykreślono z line-upu jakiejś imprezy, bo kto inny stwierdził, że z nimi nie zagra. A jak Wy do tego podchodzicie? Zagralibyście na jednej scenie z Północną Plagą albo Wielkim Popem?

Marcin: Wprawdzie jako Neuropathia, ale my już nawet graliśmy z Northern Plague (bo zakładam, że o nich pytasz)! Ogólnie za tym koncertem stoi dość ciekawa historia, która być może przysporzy temu zespołowi jeszcze większej ilości wrogów, ale skoro wódki razem z nimi nie pijemy, nie widzę przeciwwskazań do jej wyjawienia. O ile mnie pamięć nie myli, w 2010 zostaliśmy zaproszeni na koncert do Olsztyna, w line-up’ie m.in. Azarath, Effect Murder. Organizatorzy zaplanowali dodatkowo 5 młodych, początkujących zespołów jako otwieraczy koncertu, wyłonionych czy to w drodze wewnętrznego, tajnego głosowania czy też „z polecenia”. Na kilka tygodni przed wyjazdem odezwał się do nas nikomu wówczas nieznany zespół z Czarnej Białostockiej. Po nasłuchaniu się, jacy jesteśmy dobrzy w tym, co robimy i jaki mamy status na polskiej scenie (tak, jasne, haha), padło pytanie, czy nie moglibyśmy – w ramach lokalnej, metalowej solidarności, szepnąć słowa organizatorom na ich temat. Zawsze chętnie pomagamy i pomagaliśmy innym (to akurat się nie zmieniło), puściliśmy zapytanie dalej i finalnie udało się. Podziękowań nie odnotowaliśmy, ale nie w tym rzecz. Kilka miesięcy później, kiedy ów zespół zdążył już nagrać materiał, kilka studio – raportów, objechać całą Polskę i zaplanować swoją przyszłość z uwzględnieniem sieci supermarketów, otrzymaliśmy kolejną wiadomość. Tym razem już pochwał nie było, podziękowań w dalszym ciągu również nie, aczkolwiek zaproponowano nam, abyśmy wystąpili na wspólnym koncercie jako ich suport. Jakkolwiek nienawidzę dzielenia zespołów na suporty, gwiazdy czy hierarchizowania ich według stażu czy zasług, grzecznie podziękowaliśmy. Czuję, że dużo straciliśmy…

TDG

Wiem, że to ma być wywiad z The Dead Goats i obiecuję, że to już ostatni „skok w bok”. Wiecie może co spowodowało, że Squash Bowels podjęli decyzję o rozwiązaniu kapeli?

Marcin: Nie mam zielonego pojęcia. Radek?

Radek: Nie mam zielonego pojęcia, znaczy się wiem, ale nie powiem. Wiesz, kapele z wieloletnim stażem grające dużą ilość koncertów potrzebują czasem odpoczynku i może ta opcja była najlepsza.

Dobra, wracamy do poważnych tematów. Na słabą recenzję „All of Them Witches” się nie natknąłem, w tzw. podsumowaniach 2016 roku album też pojawiał się niejednokrotnie. Szkoda tylko, że nie udało się (poza pojedynczymi strzałami) ograć go na żywca. Jak wygląda w tej chwili sprawa z gitarowym. Szukacie kogoś, z kim będzie można ruszyć na koncerty, czy na razie wstrzymujecie ten „wózek”?

Marcin: Z racji sporej, jak na nasze możliwości rodzinno – zawodowe, ilości koncertów zagranych w pierwszej połowie 2016r., pierwsze numery z All Of Them Witches pojawiły się w naszej koncertowej setliście dopiero podczas trasy z In Twilight’s Embrace, na którą wybraliśmy się w maju. Wcześniej, bezpośrednio po nagraniach, nie mieliśmy czasu, bo albo pochłaniały nas koncerty, albo po prostu nam się nie chciało. Poza tym, nie chcieliśmy ogrywać na żywo materiału, którego nie ma jeszcze w namacalnej formie. Z racji opóźnień wydawniczych, zdecydowaliśmy się stopniowo wprowadzać nowe rzeczy, a następnie – już po dacie premiery ustawionej w okolicach Darkfestu (czerwiec ’16) – ruszyć z większą promocją, która jednak nie nastąpiła z racji rozstania z wiadomym osobnikiem. Od razu podjęliśmy pewne kroki w celu załatania dziury spowodowanej brakiem gitarzysty i chyba znaleźliśmy nawet odpowiednie osoby, we dwójkę z Radkiem zaczęliśmy też przygotowania do nagrań materiału na split z Calm The Fire, zrobiliśmy kilka całkowicie nowych rzeczy już w duecie, z przeznaczeniem na kolejne wydawnictwa TDG (które bankowo się pojawią!) … Niestety, z racji dość poważnej choroby mojej córki – co też na chwilę obecną nie jest jakąś wielką tajemnicą – zmuszeni zostaliśmy do zawieszenia jakiegokolwiek koncertowania. Więc nie jest tak, że absencja Pawła podcięła nam skrzydła i determinowała decyzję o wstrzymaniu działań zespołu. Wręcz przeciwnie, początkowo dostaliśmy niesamowitego kopa, żeby otworzyć nowy rozdział i coś zmienić, obracając się, jednakże w dalszym ciągu w naszej szwedzkiej szufladce. Tak czy inaczej, w tym roku jakiekolwiek koncerty są wysoce wątpliwe…

Słuchając ostatniego albumu nie da się ukryć, że inspiracje pozostają w podobnym kręgu co przy „Path of The Goat”. Nowy krążek to jednak krok do przodu nie tylko pod kątem brzmienia czy brutalności, ale również poziomu kompozycji. Trudno jest rozwijać swój styl w obrębie dość hermetycznego gatunku muzycznego?

Marcin: Proces robienia numerów, pomimo upływu 4 lat pomiędzy wydaniem „jedynki” i „dwójki” nie zmienił się ani trochę. Dalej trzymamy się sztywno sposobu, który opracowaliśmy i który (naszym zdaniem się sprawdza). Każdy w domu coś dłubie z riffami, spotykamy się na próbie i opuszczamy kanciapę z gotową, nową rzeczą. Jednocześnie chcieliśmy, żeby w samych utworach działo się trochę więcej niż dotychczas. I bynajmniej nie chodziło o wpierdolenie do jednej piosenki tysiąca różnych zagrywek, zwolnień, dymów czy klep, ale wyłącznie o próbę jej urozmaicenia kosztem kolejnego powtórzenia tej samej zwrotki czy refrenu. A z takimi zarzutami spotkaliśmy się przy okazji „Path Of The Goat”. Przy Wiedźmach – jak dotąd – nikt na to nie narzekał.

Jak wyglądało komponowanie kawałków na ten album? Siadaliście na próbie i kolektywnie piliście aż coś z tego wyszło? Czy też każdy przynosił coś od siebie, a na próbach tylko dokładaliście pomysły reszty?

Marcin: Częściowo wyczerpałem zagadnienie wyżej. Przynosimy, sprawdzamy czy wszystko do siebie pasuje, w trakcie sprawdzania idziemy kilka razy zapalić, pośmiejemy się z głupot. Bardzo rzadko od ręki coś wymyślaliśmy, bo chyba jesteśmy na to za słabi.

Nie żałujecie trochę, że nie dało się wykorzystać potencjału „All of Them Witches” na żywca? Ja widziałem Was ostatnio na Dark Fest, ale z chęcią usłyszałbym więcej niż dwa numery z tej płyty w set liście.

Marcin: Na cały szereg wydarzeń, które zapoczątkowało pożegnanie z Pawłem, a zakończyło dłuższym bądź krótszym (wszystko uzależnione jest od tego, na ile mojemu dziecku starczy sił na walkę!) zawieszeniem zespołu nie patrzę przez pryzmat żalu czy zmarnowanej szansy, aczkolwiek – tak po ludzku – trochę mi przykro, że kilka rzeczy miało miejsce… Szczególnie, że na wiosnę 2017, dzięki pomocy i zaangażowaniu naszego niemieckiego wydawcy Testimony Records mieliśmy zaplanowaną prawdopodobnie przygodę życia. Aczkolwiek podkreślam to na każdym kroku – nie powiedzieliśmy (mam nadzieję) jeszcze ostatniego słowa. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, jeszcze w tym roku wydamy coś zupełnie nowego. Zmieniamy się więc chwilowo w dość nieregularny, zespół studyjny.

Radek, stworzyłeś cover, nie tylko cieszący oko, ale i genialnie pasujący klimatem do płyty. Co dość rzadkie nie bałeś się użyć ciekawego koloru. Malujesz też rzeczy „na zamówienie” innych kapel? Czy to Ty tworzyłeś wzory Waszego merchu?

Radek: Rzadkością jest to, że za okładkę bierze się ktoś, kto zabawę z rysunkiem dopiero zaczyna hehe. Kolor to akurat zasługa mojej żony, bo to ona obsługuje w naszym domu programy graficzne, ja niestety nie mam nerwów. Oczywiście nie ukrywam, że cała koncepcja ilustracji „All of them…” jest zainspirowana twórczością Mignoli i podobnie jest też z kolorami. Chodziło nam o to, żeby przypominały te używane w jego komiksach. Mojego autorstwa jest też nasz ostatni wzór koszulkowy „Coffin Goat” oraz projekty na koszulki dla kilku zaprzyjaźnionych zespołów m. in. SUICIDEBYCOP, THE CUFFS, STRAIGHT HATE natomiast w tym roku wychodzi książka fantasy mego znajomego do której miałem okazję przygotować dwie ilustracje.

Cały czas tworzę, cały czas ćwiczę różne techniki rysunku. Większość moich prac można zobaczyć na profilu fb „CryptInk”, a osoby chętne współpracą zapraszam do kontaktu.

Dobra muszę o to zapytać… Kto stworzył tekst do „Dwarves In My Coffin” i skąd kurwa pomysł na te karły, bo mnie ciekawość zżera J Kto w ogóle popełnił resztę tekstów na ostatni album?

Marcin: Tytuł rzeczonego „Dwarves In My Coffin” jest z jednej strony ukłonem w stronę Repulsion i Dead Infection (bardziej tych pierwszych!), z drugiej zaś puszczeniem oka pod adresem zespołu Behemoth, który moim skromnym zdaniem popełnił jeden ze swoich absolutnie najlepszych numerów – parafrazowany przez nas – „Wolves Guard My Coffin”. Natomiast same karły – Woody Allen wyreżyserował kiedyś „Scoop – Gorący Temat”. Rzeczony osobnik, grający jedną z głównych ról, próbował zapamiętać kod do schowka w piwnicy, w którym miał nadzieję znaleźć dowody obciążające zabójcę kobiet, na którego trop wpadł wspólnie z młodą adeptką sztuki dziennikarskiej Scarlett Johansson, posiłkując się systemem mnemotechnicznym: „16 niebieskich koni, 21 odrzutowców i 12 karłów. 12 wirujących karłów. Wirujące karły..”. Te karły gdzieś i u nas się przewijają. W recenzjach naszej nowej płyty dość regularnie pojawiały się odniesienia i pytania odnośnie tego tytułu, więc chyba chwycił? (śmiech) Natomiast sam tekst? Bardziej irracjonalny nie mógł już być – człowiek pochowany żywcem w grobie, otwiera oczy i widzi, że towarzyszy mu gromada imprezujących karłów… I to w zasadzie jedyny, który napisałem na płytę. Pozostałe to sprawka nieobecnego już grajka.

Od wydania „All of Them Witches” minęło ledwo parę miesięcy a Wy już nagraliście nowy stuff na kolejny w Waszej dyskografii split. Sami podołaliście nagrać cały materiał, czy ktoś Wam pomagał z wiosłem?

Marcin: Materiał na split zaczęliśmy przygotowywać już w maju/czerwcu, jeszcze w 3-osobowym składzie. Docelowo mieliśmy skończyć nagrania wczesną jesienią, a całość planowana była na koniec ubiegłego roku, już w namacalnej wersji. Postawieni pod ścianą wiadomą decyzją wiadomej osoby, a że nienawidzę robić z gęby cholewy i zawodzić innych, zmuszeni byliśmy wszystko opóźnić i dokończyć numery już w duecie. W samych nagraniach pomógł nam Wojtek „Cederlund”, na co dzień przemiły gitarzysta Calm The Fire, który w pewną deszczową, ponurą sobotę października ruszył swoje 4 litery specjalnie z 3miasta do Białegostoku. A co najważniejsze, o ile szkice numerów zostały mu przesłane odpowiednio wcześniej, Wojtek miał całkowicie wolną rękę, jeśli chodzi o sposób grania, itd. a spora część jego pomysłów w niektórych fragmentach na tyle nas zaskoczyła, że nie wahaliśmy się ani chwili umieszczając je w ostatecznej wersji. Ten split nie może więc być bardziej wspólny, skoro jedna osoba odpowiada za jakieś 90% gitar łącznie na obu stronach. Pozostałe 10% dograłem ja. Wojtek – co my byśmy bez ciebie zrobili!

Słuchając kawałka z nadchodzącego splitu z Calm The Fire brzmienie jest dużo bardziej „pierwotne” i surowe. Traktujecie wydawnictwa typu split/ep jako możliwość poeksperymentowania z soundem? Idziecie wtedy lekko „na żywioł” jeśli chodzi o nagrania i miksy?

Marcin: Akurat materiał ze splitu jest, moim skromnym zdaniem (ale zaznaczam, że gówno się znam) brzmieniowo jedną z lepszych rzeczy, które udało nam się dotychczas osiągnąć. I nie jest bynajmniej wynikiem jakichś szalonych eksperymentów. Nie pamiętam już, czy wersja puszczona jako zapowiedź jest już tą ostateczną, ale zdecydowanie, już po masteringu, całość różni się chociażby od „All Of Them…”, które było mniej czytelne. Nam się podoba, a to najważniejsze J

Po tym co działo się do tej pory z zespołem widać, że nie możecie narzekać na wsparcie ze strony wszystkich wytwórni, z którymi współpracowaliście. Sami jednak nie próżnujecie i DIY nie jest obcą Wam ideą. Macie jeszcze na to siły, czy po cichu liczycie, że odezwie się Mystic i całą czarną robotę odwali menago?

Marcin: Dotychczas na naszej drodze spotkaliśmy całą masę życzliwych nam osób, które albo podsuwały potencjalnym wydawcom gotowy materiał, pojąc wódką i namawiając na wydanie, albo po krótkiej, 5-minutowej rozmowie decydowały się wypuścić kolejne rzeczy, albo same wychodziły z propozycją. Najwyraźniej nie jesteśmy tacy straszni i da się nas chociaż trochę lubić. Ale masz rację – bardzo dużą część rzeczy robiliśmy sami. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś z „zewnątrz” miał nam mówić, co mamy robić, kiedy zatrzymywać się na sikanie na trasach albo pilnował terminów nagrań. Nie jesteśmy w pracy, tylko mamy świetnie się bawić. Niektórzy natomiast zapominają o tak prozaicznych i przyziemnych rzeczach.

Oprócz dwóch longów (na cd i winylu) wydaliście wszelakiej maści splity, epki, demo, na wszystkich możliwych nośnikach. Pocisneliście też sporo merchu. W dzisiejszych czasach sporo kapel czy wytwórni narzeka na sprzedaż. A jak to jest u Was, zalegają masy niesprzedanego stuffu po do domach, czy wszystko schodziło na pniu? Nie uważacie, że całe to lamentowanie często ma usprawiedliwić sprzedawanie „gówna w pazłotku” a jakość jednak przeważnie się obroni?

Marcin: Debiut na CD i kasecie jest od dawna wyprzedany, wersji LP zostało kilkanaście sztuk. Children Of The Fungus, we wszystkich dostępnych formatach, również znalazł odbiorców. Demówka Ferox, którą zrobiliśmy metodą chałupniczą (kserowane okładki, przegrywane płyty, ręcznie podpisywane cdr-y) też nie zalega nam w piwnicach. Naprawdę nie możemy narzekać i nie chodzi tu o kwestie finansowe, bo gramy czysto hobbystycznie. Po prostu bardzo nas cieszy to, że ludzie chcą słuchać tego, co udaje nam się zrobić, bez silenia się na oryginalność. Jednocześnie głęboko wierzę, że wydawcy naszych materiałów nie płaczą po nocach z powodu umoczenia niewyobrażalnej ilości pieniędzy.

Część z Waszych wydawnictw było w limitowanym nakładzie. Przyznam, że sam nie posiadam całości tego stuffu (ale znam kogoś kto ma wszystkie Wasze pozycje i chętnie daje odsłuchaćJ. Nie planujecie zebrać tego w jeden cd? Na pewno wielu fanów zacierałoby łapy na taki kąsek.

Marcin: Nie wiem, czy wydanie 500 sztuk CD czy takiej samej liczby LP to jakiś bardzo limitowany nakład. Raczej chyba typowa ilość dla zespołu, który nie gra ogromnych tras koncertowych i traktuje granie przede wszystkim jako okazję do spotkania ze znajomymi i spędzenia czasu w miły sposób. Zauważ proszę, że spora część naszych nagrań pojawiała się w każdym możliwym formacie, na ogół w przyzwoitych i „ludzkich” cenach. Natomiast skoro już poruszyłeś ten temat, to uchylę rąbka tajemnicy i napiszę, że niejednokrotnie rozmawialiśmy o wypuszczeniu wszystkich „krótkich” materiałów formie CD (może podwójnego?). Przy czym jeszcze kilka rzeczy po drodze chcemy zrobić, żeby to jakoś wyglądało.

Konkurencję na niwie „szwedzkiego DM” (nazwijmy to umownie dla potrzeby chwili) w samej nawet Polsce mieliście dość sporą. Śledziliście to co ukazywało się w zeszłym roku na naszym rynku, czy zespół pochłonął Was na tyle, że nie było czasu na nić innego? Czy coś przykuło Waszą uwagę na tyle, że chcielibyście pocisnąć z danym bandem jakieś koncert bądź trasę?

Marcin: Ale my się z nikim nie ścigamy i nie zamierzamy tego zmienić tego stanu rzeczy! Nie aspirujemy do miana „gwiazd” rodzimej sceny metalowej – zostawmy to tym, którzy po pierwsze lepiej się do tego nadają, a po drugie chcą osiągać wielkie rzeczy. Bardzo odpowiada mi miejsce, w którym się znajdujemy. Jeździliśmy po Polsce i zawsze (!!) spotykaliśmy masę uśmiechniętych mordeczek, z którymi miło spędzamy te kilka godzin. To jest mój wyznacznik sukcesu zespołu. Graliśmy krótkie trasy z Icon Of Evil, Calm The Fire, In Twilight’s Embrace, FAM, masę pojedynczych koncertów (za dużo, by wszystkich wymieniać) z kapelami, których członkowie byli przede wszystkim super ludźmi!! Chociaż wiem… bardzo żałuję, że ostatecznie nie udało się mi namówić chłopaków z Drip Of Lies na wspólne koncerty zagraniczne, ale pomysł zbiegał się z powiększeniem rodziny przez jednego z nich w tym czasie, więc totalnie zrozumiałym było, że priorytetowo należało potraktować zmienianie pieluch a nie pocenie się w busie w naszym towarzystwie. Może kiedyś się uda J Pojechałbym też na kilka imprez w towarzystwie Ass To Mouth, ale słuchając niektórych opowieści Radka ze wspólnych wyjazdów ATM i Neuropathii (zanim jeszcze dołączyłem do zespołu) nie wiem, czy wrócilibyśmy w jednym kawałku…

Podczas koncertowania z kapelą zjeździliście nie tylko całą Polskę, ale i kraje ościenne. Graliście na małych „piwnicznych” gigach, jak i na dużych festiwalach (Metafest). Koncertowaliście ze składami metalowymi i z ekipami którymi bliżej do sceny HC/Punk. Co Waszym zdaniem wyróżniło The Dead Goats, że stał się tak „lubianym” bandem? Zadziałał Wasz urok osobisty, czy wierzycie, że to jednak mużyka przyciągała tłumy na koncerty?

Marcin: A to już pytanie nie do nas. Dodatkowo z tymi tłumami na koncertach lekko chyba przesadziłeś J Może po prostu jesteśmy (byliśmy) ekipą dwóch (trzech) uśmiechniętych młodzieńców, których prędzej spotkasz przed klubem bądź przy barze niż na zapleczu / backstage’u i nie próbujemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy?

Nie będę męczył Was już chujowymi pytaniami. Mam nadzieję, że sprawy osobiste i w zespole ułożą się pomyślnie i znowu będzie można napić się piwa na Waszym gigu. Na pożegnanie możecie przekazać życzenia miłości i pokoju na świecie od Martwego Kozła.

Marcin: Mam nadzieję, że nikt nie umarł z nudów. Nie żegnamy się, bo w zasadzie nikt się z nami jeszcze nie przywitał. Trzymajcie się ciepło, dbajcie o siebie i do zobaczenia gdzieś kiedyś. Żyjemy i jeszcze będzie okazja się z nami napić!

Polub nas!
20
Tomasz Korek Korneluk

Written by

Fan metalu i alkoholu:-) w muzyce bardziej cenię klimat i "to coś" niż technikę. W wolnej chwili nie pogardzę książką i dobrym filmem (Guy Ritchie i Quentin Tarantino rulez). Uwielbiam podróże, szczególnie górskie wędrówki, ale tylko latem:-)

You may also like...

2 komentarze

  1. Avatar blazej pisze:

    smutne wylewanie jadu, samemu mając na koncie koncert z Blaze of Perdition;)

  2. Avatar Sebulbas pisze:

    Dobry wywiad i podziwiam determinację!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial

Polub nas!!!

Facebook1k
Twitter55
YouTube3
YouTube
Instagram392

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!