NOMAD – Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie moje teksty są o miłości.

Nomad to zespół, którego przełomowym w dyskografii albumem okazał się nie trzeci, jak zwykło się uważać, a piąty. To właśnie na płycie Transmigration of Consciousness, zespół w pełni określił swój styl, który porwał mnie swoim transowym klimatem i tym specyficznym nomadowskim zacięciem. Jednak wydany w zeszłym roku mini album dał jasno do zrozumienia, że to nie koniec postępującego progresu w muzyce zespołu. Cieszy mnie ten fakt bardzo i z niecierpliwością oczekuję na szósty album zespołu Transmogrification, który ma szanse stać się opus magnum Nomad. Na pytania odpowiadał Bleyzabel – gardło zespołu.

Nomad na scenie funkcjonuje już prawie 20 lat. W tym czasie nagraliście pięć albumów, pracujecie nad szóstym i raczej nie planujecie na tym zaprzestać. Jak z perspektywy tych lat patrzysz na muzykę, którą tworzycie od ponad dwóch dekad? Czy któryś z albumów darzysz szczególnym sentymentem? Osobiście najbardziej lubię wasz ostatni album „Transmigration of Consciousness”.

Witam! Na naszą muzykę patrzę w różnoraki sposób. I jak najbardziej na pierwszym miejscu jest sentyment i subiektywizm. Ale te odczucia pojawiają się dopiero po wydaniu albumu, ponieważ w trakcie powstawania płyty jestem bardzo obiektywny, krytyczny i raczej wybredny, co do kształtu utworu czy samej melodii riffu. Każdy album ma dla mnie jakieś znaczenie, tak muzyczne jak i, właśnie, sentymentalne. Na każde nagranie przypada jakaś część naszego życia. Część zostawionej osobowości, która w danym momencie się wyrażała. Naturalną koleją rzeczy jest fakt, że zawsze podoba się najnowsze nagranie, ale z czasem powracam do starszych i wszystko od nowa analizuję. Sprawdzam czy zrobiliśmy zamierzony postęp, czy też połykamy swój ogon. Granie, robienie muzyki jak i jej nagrywanie sprawia nam radochę, więc chyba nadal będziemy to robić, mimo wielu przeciwności.

Wspomniany ostatni album charakteryzuje mocno specyficzny klimat, który udało się wam przenieść do nowych kompozycji na ostatnim wydawnictwie –  „Tetramorph”. Osobiście uważam, że płyta “Transmigration of Consciousness”, w pełni określiła wasz styl, który stał się bardzo charakterystyczny i wyrazisty.  Co o tym myślisz?          

No wiesz, przez tyle lat grania i poszukiwania właściwego celu, nasze lokomotywa w końcu trafiła we właściwy „tor”. Nasz „styl” wciąż ewoluuje i już od może nie pierwszego demo, ale po części na „The Tail of Substance”, a najbardziej na „The Devilish Whirl” słychać te nomadowskie zacięcia, które z nagrania na nagranie zaczęły się bardziej uwypuklać. Teraz to wszystko ewoluuje, tak w muzyce, jak i w nas samych. Czasem wydaje mi się, że najlepiej Nomad czuje się w wolnych i średnich tempach, by znów po jakimś czasie dojść do zupełnie odwrotnego wniosku, że blasty to nasz żywioł. Dlatego nasze nagrania nie są tak jednostajne i spójne.

Utwory zawarte na „Tetramorph” łączy koncept oparty na żywiołach. Teksty intrygują. Skąd pomysł, inspiracje?

Z tym pomysłem nosiłem się od dawna, choć teraz same teksty wyszły spontanicznie. Inspiracje? Cóż, to pieprzone cztery żywioły! Tak jak cztery strony świata, cztery ludzkie kończyny itd. O tych żywiołach można pisać w nieskończoność…

Czy materiał na Ep powstawał w tym samym momencie co materiał na pełen album? Skąd wziął się pomysł na nagranie krótkiego, spójnego materiału a nie od razu rozpocząć pracę nad albumem? W waszej dyskografii to zupełna nowość.

Nomad-promo photo 2

Tak, materiał na EP powstawał w tym samym czasie, co muzyka na album. Nie było sensu rozkładać nagrania na dwie sesje. Pomysł nagrania EP-ki tkwił we mnie od dawna, ale wcześniej nie mieliśmy takiej potrzeby i, tym bardziej, możliwości. Teraz udało się nam to zrealizować i wyszło to wszystko adekwatnie do konceptu tego nagrania. Prawdopodobnie, gdy posłuchasz płyty, wszystko stanie się dla ciebie jasne, że te cztery utwory nie bardzo pasowały do reszty.

Z tego co się orientuję to nowy album jest już nagrany i gotowy do wydania. Przyznam, że z niecierpliwością oczekuję na kolejne dźwięki od Nomad i mocno zastanawiam się jaki to będzie album?

Szczerze mówiąc, to tak, album jest nagrany, ale jeszcze bez mixu i masteringu. Wszystko, niestety, się trochę przedłuży. I prawdopodobnie płyta ukaże się na jesieni. Teraz (maj) miały ukazać się reedycje naszych starszych nagrań i, niestety, to wszystko też się przesuwa w czasie. Jeśli pytasz o muzykę, to cóż mogę ci powiedzieć? Będzie to płyta spójna, aczkolwiek wielowymiarowa i na pewno jest to świeży dźwięk Nomad. Nie mam zacięcia na chwalipiętę, hehe.

Seth jest przez większość roku w trasie, zastanawia mnie więc, jak wygląda proces komponowania utworów w Nomad?

To już nie te czasy, gdzie kleiliśmy muzykę głównie na sali prób, bo tylko tak mogliśmy coś razem aranżować.  Teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej. Bilmorgh (Patrick-Seth) przesyła mi MP3 z prawie gotowym utworem, ja dopasowuję do muzyki tekst. Później wszystko i tak razem aranżujemy, przerabiamy itp. Ogólnie, od zawsze głównym twórcą muzyki Nomad był Bilmorgh, ja zawsze byłem jak jego cień. O tzw. „komponowanie” byłbym spokojny, tu raczej głównym problemem jest nagranie i wyprodukowanie płyty. O wydaniu już nie wspomnę.

„Transmogrification” to tytuł nowego albumu, który ukaże się wiosną nakładem Witching Hour. Czy podobnie jak na „Tetramorph” teksty do utworów łączyć będzie koncept? Przybliż tematykę utworów.

Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie moje teksty są o miłości. Bo to przez miłość przejawia się nienawiść, zazdrość, złość, zawiść itp. To przez umiłowanie wolności wciąż poszukujemy własnego ja jak i miejsca w świecie. Każdy z moich tekstów to właśnie takie poszukiwanie czy to siebie czy dręczących mnie odpowiedzi na niedopowiedziane pytania. Niesprecyzowane myśli, które męczą codziennością. I tak, tekst „A Wanderer Without a Shadow” jest o poszukiwaniu swojego cienia, czyli o tym jak można się zagubić i z trudem szukać samego siebie. „In the Hands of Progression” to tekst o tym jak w uwielbieniu kogoś-czegoś można samemu się dowartościować i otworzyć szeroko oczy. „Clouds of Hills” opowiada jak samoświadomość może poruszyć naszym wnętrzem. Dochodzisz do wniosku, że są wokół ciebie istoty, które mają wiedzę i moc. I już wiesz, że żaden bóg nie otworzy ci drzwi. „Nomadeus” to powrót do przeszłości, taka retrospekcja swojego życia, tego, kim byłem i jak patrzyłem na świat. „Pantocrator” – myśl-słowa wyrażane przez Jezusa – bożka, który zapomniał się w samouwielbieniu. „The Graceful Abyss” to wyczekiwanie nieznanego, ukochanej, ukrytej pod tajemnym płaszczem słów i legend. „Inconsolable Longing”, tak jak sam tytuł wskazuje, to utwór opowiadający o tęsknocie i poświęceniu siebie w imię swojego wyższego celu. O dotarciu do sedna swojego drugiego „JA”. No, to tak w skrócie, bo to moja subiektywna wizja, a mniemam, że każdy zinterpretuje teksty na swój własny sposób widzenia.

Osobiście w związku z nowym albumem Nomad wiążę spore oczekiwania. Przyznam szczerze, że po ostatnim albumie i nowych utworach, które znalazły się na „Tetramorph” uważam album Nomad za jeden z bardziej wyczekiwanych w tym roku. Jaka będzie to płyta?

Przyznam szczerze i nieskromnie, że jest to najlepiej nagrana nasza płyta. Nie ma co ukrywać, bo i tak większość fanów wie, że perkusję nagrywał i aranżował Zbigniew „Inferno” Promiński. Basem zajął się Tomasz „Orion” Wróblewski. Tu nie chodzi o żaden chwyt marketingowy (daleko nam do tego), ale by ci nieco przybliżyć jak Nomad, przy pomocy tych person, zyskał na wybrzmieniu wszystkich instrumentów. Za każdym razem, gdy nagrywamy nowy materiał, staramy się nie tylko przeskakiwać wcześniejszy materiał muzycznie, ale również inaczej podchodzimy do samego nagrania. Czyli zmiana studia, inna konsola, czy, jak w tym przypadku, pomoc naszych przyjaciół. Co prawda, od „Demonic Verses” (2002 r.) naszym realizatorem jest Arek „Malta” Malczewski, ale i on sam stawia sobie nowe wyzwania i wciąż się uczy i rozwija.

Wyczytałem w Internecie, że zespół dysponuje pełnym koncertowym składem i jest w pełni gotowy na granie koncertów. Czyżby Seth miał teraz czas na odpoczynek od Behemoth?

Tak, mamy teraz pełny i gotowy skład koncertowy, tak że jesteśmy do dyspozycji organizatorów i otwarci na wszelkie propozycje. Oczywiście, pod warunkiem, że Bilmorgh będzie akurat na miejscu. Jeżeli chodzi o niego i Behemoth, to wszystko jest jak najbardziej w porządku, ale Nomad „musi” poniekąd się dopasowywać do terminarza ekipy Nergala.

Czy macie w związku z tym zarysowane już planu koncertowe.

Nie wiem czy dojdzie do zorganizowania jakiejś trasy koncertowej. Wszystko przed nami. Czas pokaże. Ale pojedyncze koncerty czy mini-trasa są jak najbardziej pożądane i w naszym zasięgu.

Dzięki za wywiad. Piekielnie pozdrawiam fanów Nomad!!!

Polub nas!
error20
Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
error

Polub nas!!!

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!