#recenzujemy: Brandon Sanderson – Droga Królów

Pamiętam to jak dzisiaj. Tego się po prostu nie zapomina. Nigdy. Życie to sztuka dokonywania odpowiednich wyborów, a dysponując takim potencjałem człowiek zwyczajnie nie poszaleje. Wyobraźcie sobie zatem przed jak trudną decyzją postawiło mnie w swej nieograniczonej złośliwości życie. Bo jak dokonać odpowiedniego wyboru, kiedy tona tego wszystkiego na sklepowej półce, a pierwsza w życiu pensja taka, że spojrzenie na konto mimo dumy z pierwszych zarobionych własnoręcznie pieniędzy, zostaje przyćmiona przez świadomość, że kasa zniknie szybciej niż się pojawiła (a przelewy przychodzą całkiem sprawnie). Tak, nadal mam ten obraz przed oczami, bo jako dla maniaka, pierwsza prawdziwie MOJA książka musiała być świetna. I już wtedy (a było to dobre parę lat temu) z ulgą stwierdziłem, że Droga Królów Brandona Sandersona była strzałem w dychę, a dziś po ponownym przeczytaniu tylko utwierdziłem się w początkowym przekonaniu.

Siłą powieści Sandersona jest bez wątpienia dokładność z jaką autor podszedł do stworzenia świata oraz wszystkiego, co wchodzi w jego skład. Mamy tu do czynienia z doskonale przemyślaną i zaplanowaną historią, której każdy element tworzy perfekcyjną całość. Ale wszystko po kolei.

Zacznę od tego, że Droga Królów liczy sobie jedyne 960 stron (małym druczkiem i w dużym formacie książki) i jest początkiem historii, która podobno ma zmieścić się w 10 tomach ;) Nie jedna trylogia fantasy była krótsza i autor potrafił pogubić się w tym co pisze. A tutaj Sanderson zdaje się pewnie i zdecydowanie podążać z góry zaplanowaną drogą i nawet na chwilę nie traci gruntu pod nogami. Od początku miałem przeczucie, że Droga Królów to coś, obok czego nie można przejść obojętnie. Świadczy o tym choćby to, jak długą historię ma świat stworzony przez autora. Setki tysięcy lat, mityczne postaci, których prawdziwe czyny przez tak długi czas uległy zatarciu, urastają do miana legend i baśni. Czuć jednak, że będą miały wpływ na to, co dzieje się teraz. A dzieje się dużo. Oto bowiem budzą się pradawne siły, a świat choć jeszcze nieświadomy przygotowuje się do ostatecznej walki.

Ale zanim do niej dojdzie, czytelnik ma okazję poznać losy kilku postaci, które są kolejnym elementem stanowiącym o sile powieści. Należy zdecydowanie podkreślić, że w książce nie ma bohatera, który zostałby potraktowany po macoszemu. Każdy z nich posiada swoją przeszłość, charakter, problemy. Każdy z nich poszukuje siebie, często postępując wbrew własnym przekonaniom. Po lekturze zrozumiałem, że nie jestem w stanie jednoznacznie określić żadnej z głównych postaci, tak są one skomplikowane. A gdy już wydaje nam się, że chyba tym razem już rozumiemy tę postać, dzieje się coś, co zmusza do ponownej weryfikacji naszych poglądów.

Co jeszcze urzekło mnie w tej powieści, to fakt, że obok magii, rycerzy i wszystkiego tego, co charakteryzuje fantastykę, autor znalazł jeszcze czas i miejsce, aby zmusić mnie do przemyślenia paru spraw. Sanderson porusza w Drodze Królów wiele kwestii, o których często boimy się mówić, gdyż są niewygodne. Mowa tu o religii i wierze, o naturze ludzi, o podziałach między nimi. Zadawaliście sobie kiedyś pytanie czy zabijając można ratować ludzi? Czy można jakkolwiek usprawiedliwić zabicie drugiego człowieka? W książce główną postacią jest chirurg, który chciał poświęcić życie ratowaniu innych, a przez małostkowość jednego człowieka, który otrzymał odrobinę władzy, stał się kimś, kto musi zabijać. I choć postępuje wbrew sobie, musi żyć dalej. Książka zdecydowanie zmusza do refleksji. Nie ma w niej tak naprawdę walki dobra ze złem, jest tylko walka o to, aby pozostać człowiekiem albo odnaleźć w innych szczątki człowieczeństwa.

Zrobiło się trochę podniośle, ale też powieść Sandersona to nie kolejna banalna książka o prawym rycerzu i mrocznym władcy/tyranie. Mimo prawie tysiąca stron czyta się ją szybko i kawałek po kawałku tworzy cały obraz, który jest po prostu świetny. Gdy dodamy do tego jeszcze parę ciekawych i innowacyjnych pomysłów, które ożywiają świat (mowa tu np. o ciekawym pomyśle na magię) mamy wszystko czego trzeba, aby Drogę Królów określić mianem świetnej powieści. Bierzcie i czytajcie wszyscy, bo warto.

Michał Niezdropa

Written by

Anglista/Dziennikarz – bo jakiś zawód trzeba mieć. Mol książkowy – bo coś trzeba robić jak się nie zarabia. „Gitarzysta” – bo na coś trzeba dziewczyny rwać, jak nie na aparycję. Fan Barcy – bo piłka w sercu po tacie (fan Realu). A miłośnik ciężkich brzmień – bo jak ich nie kochać.

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!