Mieć dystans do siebie – potraficie?

Kilka dni temu dostałem zaproszenie do Radia Olsztyn. Jako gość. Stwierdziłem,że niezły ze mnie gość, to poszedłem. Audycja była młodzieżowa, prowadzona przez olsztyńską młodzież, na tematy różne, różniste, ale bliskie mojemu sercu, więc z przyjemnością stawiłem się o wyznaczonej godzinie pod radiem. Mieliśmy rozmawiać o mojej przygodzie z kabaretem i o dystansie.

Na szczęście nie o biegach długodystansowych, gdyż jedyny dystans, jaki przebiegam, wróć…przechodzę, to dystans z domu do samochodu. Chodziło o dystans do siebie. Wcześniej otrzymałem tylko ogólne założenia programu, ale nie miałem pojęcia, o co będę pytany, co mi zresztą najczęściej odpowiada, bo lubię trochę zaskoczenia i niepewności. Zwłaszcza, że audycja szła na żywo. Biorąc pod uwagę, że rozmowa miała dotyczyć mojego kabaretowania, stwierdziłem, że przecież sobie poradzę, no bo w końcu będę mówił przede wszystkim o sobie. Zapomniałem, że o sobie mówi się najtrudniej. W studio atmosfera była bardzo przyjemna, gdyż młodzi ludzie, których tam spotkałem okazali się bardzo sympatyczni i ciekawi wszystkiego, co trochę kłóciło się z ogólną opinią o polskiej młodzieży. Ale nie o tym miało być. Rozmowa przebiegała w miłej, luźnej atmosferze. Jeżeli ktoś ma ochotę posłuchać tego, co młodzież ma do powiedzenia na tematy różne, zwłaszcza muzyczne i społeczne, to zajrzyjcie sobie na stronę Radia Olsztyn (audycja “Bez spiny”) lub włączcie radio ok 19.00 w dzień roboczy. Warto. Taka mała reklama/promocja mi wyszła. Zupełnie przypadkowo. Ale kasa na konto poszła, więc musiałem he he. Wracając do samej audycji i mojego w niej uczestnictwa. Nie będę przytaczał przebiegu rozmowy, bo najważniejsze zadziało się po audycji. W czasie rozmowy starałem się, zgodnie z prawdą zresztą, odpowiadać na pytania, a nawet stwierdziłem, że mam dystans do siebie.

Gdy wyszedłem z radia, zacząłem się zastanawiać, jak to jednak jest z tym naszym dystansem. Łatwo nam przychodzi stwierdzenie, że potrafimy się z siebie śmiać, że traktujemy siebie i świat z przymrużeniem oka, że nie można brać wszystkiego na poważnie i takie tam różne mądrości. Ale czy tak jest naprawdę? Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym widzę więcej sytuacji, gdy nam tego sławnego dystansu brakuje. Zauważyłem już dawno, że mentalnie przywiązujemy się do słów “powinienem/powinnam”, “nie wypada”. Osobiście nienawidzę tych określeń, co nie znaczy, że nie postępuje zgodnie z nimi. Temat poważnego i mniej poważnego traktowania otaczającej nas rzeczywistości i samych siebie jest stary jak świat. W końcu stare bułgarskie przysłowie “Wiem, że nic nie wiem” dotyczy właśnie dystansu do siebie. Czasami zastanawia mnie, w którym miejscu przebiega granica między “luzem”, a śmiesznością. Wiem, że to sprawa bardzo indywidualna, ale też łatwo weryfikowalna przez otoczenie. Nasi bliscy potrafią bez problemu określić, kiedy popadamy w skrajności, choć my za wszelką cenę będziemy udawać, że tak nie jest. Chyba jednak dystans do siebie jest pojęciem tak względnym i osobistym, że mógłbym zapisać setki kartek, a dalej będę w tym samym miejscu. Nie ulega wątpliwości, że warto go mieć. Pomaga w życiu, w relacjach interpersonalnych, a przede wszystkim pozwala nie zwariować w tym świecie, który jest tak poważny, jak ten z wiersza Stanisława Barańczaka, który zacytuję na końcu. Czym innym jest już dystans do swojego dzieła, do własnej twórczości. To już inna bajka. Możemy mieć dystans do siebie, ale najczęściej nie mamy dystansu do swoich “artystycznych dzieci”. Boli nas krytyka, nie zgadzamy się z nią, dyskutujemy, dowodzimy, obrażamy się i wytykamy ignorancję wszystkim, którzy nie poznali się na naszej sztuce lub jej po prostu nie zrozumieli. Przecież to oczywiste, że jeżeli ktoś nie docenia mojego filmu, obrazu, wiersza, spektaklu, to jest tumanem, który nie dorósł do tego, żeby zabierać głos. No bo co on osiągnął w porównaniu do mnie. Jakim prawem ocenia i wydaje krytyczne sądy. Nie zna się i koniec!

Tym optymistycznym akcentem zakończę moje krótkie, jak zwykle, rozważania, bo i tak się nie znacie! Na zamknięcie wiersz Stanisława Barańczaka – słaby wiersz, bo nie mój, a ja się przecież znam na sztuce. Dodatkowo tekst opatrzony jest zdjęciem, na którym mam do siebie dystans. Przecież mam!

 

Tekst do wygrawerowania na nierdzewnej bransoletce, noszonej stale na przegubie na wypadek nagłego zaniku pamięci

 

Jeżeli coś cię boli:

– dobra wiadomość: żyjesz.

– zła wiadomość: ten ból czujesz wyłącznie ty.

To wszystko dookoła,

co cię szczelnie otacza

nie czując twego bólu,

jest to tak zwany świat.

Ubawi cię, że jest on realny i jedyny,

a lepszego nie będzie przynajmniej póki żyjesz.

Gdy już skończysz się śmiać,

odrzuć logiczny wniosek,

że taki świat być musi

przywidzeniem lub snem. Traktuj go całkiem serio,

jak on przed chwilą ciebie –

dokonując wyboru

specjalnej ciężarówki, By w określonym miejscu

i ułamku sekundy

potrąciła cię, kiedy

przechodziłeś przez jezdnię.

Piotr Bierżyński

Written by

Życiorys uproszczony:
1975 narodziny
1982 Polska – Francja 3:2
1987 Napalm Death, Scum
1987 Dezerter, Underground Out of Poland
1988 Kult, Spokojnie
1989 New Model Army, Thunder and Consolation
1990 Slayer, Seasons in the Abyss
1991 Pearl Jam, Ten
1993 Tool, Undertow
1993 pierwsze Martensy
1996 63 pkt w jednym meczu w kosza
1999 Matrix
2000 Lidzbark Warmiński
2006 Monia vel Lusia vel Lutosława vel Luśkalainen
2006 Kabaret Snobów
2010 Sonisphere
2012 Kabaret NO
2014 Polska – Niemcy 2:0

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!