BASS ASTRAL x IGO – refleksje

Zacznę starym bułgarskim przysłowiem. Im człowiek starszy, tym mniej rzeczy może go zadziwić. Nie mówiąc o tym, że coś może go “porwać na strzępy” i zostawić z rozdziawioną gębą. Ta stara gęba mówi wtedy bezgłośnie – co się tu dzieje? Jak? Co? Kto? Pada wtedy zasadnicze pytanie – dlaczego tak późno TO poznałem? Gdzie się TO ukrywało?

Ile jeszcze TAKICH rzeczy ukrywa się w przestrzeni muzycznej? Bo o muzyce mowa. No bo o czym ja mogę pisać. Odkrywając nowe dźwięki (zaznaczam, że są one nowe dla mnie), bardzo często nie jesteśmy obiektywni. Przynajmniej ja. Zwłaszcza jeżeli to są dźwięki z “całkiem innej bajki”, takiej, której nie znaliśmy…bo nie! Nagle pojawia się krótkie, a właśnie kurwa, że tak! To jest dobre! To jest zajebiście dobre! Wtedy zaczynamy się zastanawiać, jak żyć, żeby nam te perełki nie uciekały. Mniej więcej takie uczucia targają mną od momentu pierwszego zetknięcia z duetem BASS ASTRAL x IGO.

            Zacznę od kilku wyjaśnień. Po pierwsze, to nie “moja” muza. Po drugie, nie wiem, co to za muza. Po trzecie…nigdy nie słuchałem tego rodzaju wykonawców, więc zabraknie w moim wywodzie fachowego słownictwa, nazw, określeń, tego całego elektronicznego slangu. Nie o to chodzi. Chodzi o emocje. O uczucie, o wrażenie…o całokształt wrażeń. Wiem, że teraz ustawiam się w pozycji: nie możecie ze mną się nie zgodzić, gdyż to tylko MOJE odczucia i refleksje. Ale ciężko jest opisać to, co czułem, gdy pierwszy raz usłyszałem “Would” Alice In Chains w wykonaniu BASS ASTRAL x IGO. Zacząłem od tego numeru, bo jestem człowiekiem wychowanym na mocniejszych dźwiękach, więc zainteresował mnie właśnie ten cover. Później przesłuchałem dwugodzinny koncert live, później znowu ten sam dwugodzinny koncert live…i tak w kółko. No i popłynąłem.

            Teraz trochę faktów. BASS ASTRAL x IGO są z Krakowa. To duet. Tworzą go: Igor Walaszek i Kuba Tracz. Tyle faktów. Jeżeli ktoś się zainteresuje, to resztę sobie znajdzie. Aaaa…gatunek muzyczny – electro (podobno).

            Sedno. Kwintesencja. Najważniejsze. Wrócę do wstępu. Przeżyłem w swoim życiu wiele objawień muzycznych, oczywiście moich prywatnych objawień. Niektóre zostały ze mną na lata, inne gdzieś się zagubiły, ale zostawiły po sobie smak rozkoszy muzycznej, a jeszcze inne okazały się niewypałami. BASS ASTRAL x IGO na ten moment jest dla mnie znakiem, że muzyka łączy, daje radość, pochłania, zadziwia, podnieca, krzyczy, a jednocześnie wycisza…Nie chcę przesadzać z określeniami, ale jeszcze nie jestem w stanie wyjść z podziwu, jaką energią można władać, mając do dyspozycji głos i trochę “bezdusznych” urządzeń. Panowie z BASS ASTRAL x IGO pokazują, że tylko wyobraźnia nas ogranicza, a jednocześnie nikt nie każe nam wymyślać na nowo dźwięków. Wystarczy “trochę smaku” i cała masa szczerości. Nie spodziewałem się, że elektroniczne dźwięki mogą mnie tak wzruszyć, ale chyba tylko wzruszeniem mogę nazwać stan, gdy nie mogę oderwać się od głośników i obrazu, a każdy płynący dźwięk chłonę całym sobą. Mam nadzieję, że ten stan będzie trwał, bo potencjał w tym duecie jest olbrzymi.

            A najpiękniejsze jest to, że BASS ASTRAL x IGO poznałem dzięki młodej osobie, która słucha całkowicie innej muzyki niż ja, a mimo to jakoś potrafimy o tej muzyce dyskutować i dzielić się swoimi odkryciami. Dlatego, z tego miejsca, Alicjo – dziękuję za BASS ASTRAL x IGO. Wszystkim niewtajemniczonym proponuję przesłuchanie dokonań tego krakowskiego duetu, gdyż niedługo mogą namieszać bardzo, oj bardzo! Przynajmniej, na to liczę.

            Na zakończenie może w końcu coś o muzyce BASS ASTRAL x IGO. To podobno muzyka elektroniczna. Jeżeli tak ma brzmieć muzyka elektroniczna, to jestem od dziś psychofanem electro. Przestrzeń, zmiany tempa, nastrój, głos, poetyckość i melancholia, a gdy trzeba pazur i nerw. To muzyka na wskroś emocjonalna, a jeżeli ktoś to nazywa elektroniką, to jego prawo. Dla mnie to po prostu MUZYKA.

            Na zakończenie bis. Polecam także, a może przede wszystkim BASS ASTRAL x IGO ORCHESTRA…czyli electro z instrumentami smyczkowymi. To jest niesamowite.

A dla tych, którym tego mało, zostają koncerty. Chłopaki jesienią ruszają w trasę po Polsce. Listopad i grudzień 2017 będzie należał do nich. Korzystajmy zatem i spotykajmy się na koncertach.

Piotr Bierżyński

Written by

Życiorys uproszczony:
1975 narodziny
1982 Polska – Francja 3:2
1987 Napalm Death, Scum
1987 Dezerter, Underground Out of Poland
1988 Kult, Spokojnie
1989 New Model Army, Thunder and Consolation
1990 Slayer, Seasons in the Abyss
1991 Pearl Jam, Ten
1993 Tool, Undertow
1993 pierwsze Martensy
1996 63 pkt w jednym meczu w kosza
1999 Matrix
2000 Lidzbark Warmiński
2006 Monia vel Lusia vel Lutosława vel Luśkalainen
2006 Kabaret Snobów
2010 Sonisphere
2012 Kabaret NO
2014 Polska – Niemcy 2:0

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!