#recenzujemy: Jarecki „Za wysoko”

Słabe mamy w tym roku lato. Dużo deszczu, mało słońca. Ten kto miał w lipcu urlop, na pewno pluł sobie w twarz z wyborem terminu. Co począć? Gdyby człowiek wiedział, że się wywróci, to sam by się położył. Są jednak nadzwyczajne lekarstwa na wszelkie nasze rozterki. Chociażby muzyka i mocno schłodzone piwko w kuflu.

Album Jareckiego, mam wrażenie, że nie wyszedł przypadkowo na początku lata. „Za wysoko”, to absolutny zestaw przebojowego flow, które jest nieodłącznym elementem każdych wakacji. Jeśli zatem macie otwarte głowy i lubicie posłuchać czegoś zdecydowanie poprawiającego nastrój – Jarecki nagrał mega pigułę, która zrobi wam dobrze w każdą, nawet najbardziej chujową pogodę.

Nigdy nie ukrywałem, że muzyka to dla mnie bardzo szeroki temat. Wychowany na metalu z wiekiem odkryłem, że muzyka bawi na wielu poziomach i w zależności od nastroju i sytuacji, różne klimaty sprawdzają się mniej lub bardziej, albo wcale – bo czy do namiętnego seksu z partnerem lub partnerką zapuścimy sobie Cannibal Corpse, czy może Dead Can Dance, Thievery Corporation lub Bonobo?  Jarecki pasuje i do leżenia na plaży, do mega melanżu ze znajomymi, seksu , gotowania, jazdy autem i mega syfu za oknem na podniesienie nastroju. Trzeba przyznać, że przy płycie wykonano wspaniałą robotę, a efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający.

Jarecki to jeden z tych muzyków, który godzi różne subkultury, różnych muzycznych pasjonatów. Jest kilku takich wykonawców – chociażby Kaliber 44, którego albumem „Księga Tajemnicza. Prolog”,  do tej pory zachwyca się każdy z moich bliższych lub dalszych znajomych. Podobnie jest z Jareckim, chociaż jego muzyka to zupełnie inna para kaloszy.

No właśnie, więc co może zaproponować nam Jarecki. Lubicie funk, jazz? Lubicie hip hop z dobrym, inteligentnym tekstem? Chociaż tematycznie Jarecki zamyka się wokół tematów oczywistych jak uczucia, kobiety, imprezy i używki – opisuje to tak, że słuchanie jego nawijki jest zdecydowanie mega relaksujące i pobudzające. Jarecki gasi stres lepiej niż ćwiartka schłodzonej wódki ! Chyba przesadziłem. No dobra, gasi stres równie dobrze, i co najważniejsze, cała muzyka na album został nagrana z żywym zespołem. To naprawdę bardzo eklektyczny album, czerpiący inspiracje z wielu gatunków i jednoznacznie nie da się go w żaden sposób zaszufladkować. Każda kompozycja pełna jest partii wysuniętego do przodu, pulsującego basu, świetnie zaaranżowanych dęciaków, gitary kojarzącej się z latami 70tymi oraz, co najważniejsze, bardzo charakterystycznego głosu Jareckiego, który znany głównie z gościnnej nawijki na płytach hip hopowych ziomków. U siebie pokazał, że potrafi też nieźle śpiewać.

Na płycie nie zabrakło też znanych nazwisk. Gościnnie zaśpiewała tutaj Marika, Ten Typ Mes, Eldo oraz Grubson. Generalnie jednak nawet bez nich album jest tak barwny, że ich uczestnictwo na tej płycie jest tylko jedną z przypraw.

Adam Fokow

Written by

Uzależniony od muzyki, fan filmu, dobrej kuchni i idei slow life. Uwielbia smakować życie i być zawsze tu i teraz.

You may also like...

2 komentarze

  1. Bibi napisał(a):

    Nie ma na polskiej scenie muzycznej kogoś kto tworzyłby takie kompozycje.Jarek „Jarecki”jest póki co jedyny!!!Słucham ,słucham i z podziwu wyjść nie mogę.Tak pozytywnie nikt mnie nigdy nie nastroił.Dziękuję !!!!A recenzja w punkt.

  2. Adam Fokow Adam Fokow napisał(a):

    Proszę bardzo :)

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!