Covery – ryzyko czy pójście na łatwiznę?

Zacznę od tego, że w kwestii tworzenia muzyki jestem totalnym ignorantem. Nie potrafię grać na jakimkolwiek instrumencie, nie potrafię śpiewać, więc moje uczestnictwo w świecie muzyki ogranicza się do słuchania i podziwiania. Nie znam się na tworzeniu dźwięków, ale w naszym kraju jest niepisana zasada: Nie znam się, więc się wypowiem. Zatem, ja się wypowiem.

Przyczynkiem jest piosenka, która od jakiegoś czasu pojawia się dosyć często w moich słuchawkach, a mianowicie: „Co mi Panie dasz” w wykonaniu Dawida Podsiadły i Organka, a więc cover. O matko!!! Cover!!! No właśnie. Co jest z tymi coverami? Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy z nas w swoim życiu przynajmniej raz, po usłyszeniu „przeróbki” wypowiedział któreś ze zdań: Coś pięknego!/Jak mogli zjebać taki numer?/Nie mają swoich, to chcą wypłynąć na cudzym?

            A jak jest naprawdę? Czemu i komu służą te całe covery? W tym tekście nie znajdziecie odpowiedzi, ale może wspólnie coś ustalimy? Jak wspomniałem, nie jestem muzykiem, więc nie będę się wypowiadał na temat tego, czy to element kreatywności, mody, umiejętności, fascynacji cudzą twórczością czy może brak własnych pomysłów. Jako zwykły fan, mniej lub bardziej osłuchany w różnych gatunkach, wiem, że są pieśni nagminnie wykorzystywane przez innych twórców i te, po które nigdy nikt nie sięgnie (może i dobrze). Według rożnych źródeł, najczęściej „coverowanym” utworem na świecie jest „Yesterday” Beatlesów, ale tradycyjnie, jakie źródła, takie wyniki, więc zostawmy rankingi, a przejdźmy do meritum. Po co komu to jest? Co ma muzyk z nagrania czyjegoś numeru, a co ma z tego słuchacz, a najważniejsze, kto ma z tego większy zysk? Wydaje mi się, że więcej ryzyka ponosi artysta, ale tu też jest wiele znaków zapytania. Czy uznany twórca, który ma na swoim koncie wiele płyt i pewną markę na rynku, ryzykuje dużo „bawiąc” się w cover? Co sobie myślał Peter z Vadera, gdy „brał na tapetę” nie Judas Priest, nie Slayera, tylko Depeche Mode? Nie będę cytował komentarzy pod youtubowym „I Feel You”, bo nie to jest najważniejsze, ale ustalenie, czy to odwaga czy szaleństwo. Granica między odwagą, a szaleństwem jest cienka, tak samo cienka jest linia między uznaniem tłumu, a linczem z jego ust. My, jako odbiorcy możemy posłuchać, wydać sąd i nigdy do piosenki nie powrócić. Muzyk musi z tym żyć…raz lepiej, raz gorzej. Sami wiecie, jak to jest w naszym kraju. Nie można za bardzo wyłamywać się z ram, w które wtłoczyliśmy naszego ulubionego Twórcę. Jak gra metal, to ma grać metal. Nic poza to. A że sobie w domu popierdziela country w gronie rodzinnym, to jego sprawa, tylko żeby nam z tym nie wyskakiwał publicznie, bo o w mordę szatana, biada z nim.

            Innym problemem jest to, jak podchodzi do tego artysta. Wyobraźmy sobie sytuację, że jest już cholernie znudzony, gra już tyle lat swoje dźwięki i ma ochotę na coś innego, ale niekoniecznie chce zmieniać oblicze całej płyty. Myśli sobie (zwłaszcza, jak ma poczucie humoru i dystans do siebie), że przecież moi słuchacze to kumate bestie i też lubią urozmaicenie, albo w ogóle o nas nie myśli (choć to zdarza się rzadziej, mimo zapewnień wielu artystów, że grają to, co chcą, a nie to, co my byśmy chcieli usłyszeć he he) i wypuszcza taki cover, że z lewa i prawa lecą na niego pociski, oczywiście w „internetach”. Co wtedy? Przestajemy go słuchać, czy zachwycamy się otwartością, pomysłem, wykonaniem? Jak już wspomniałem, nie chcę analizować dokładnie problemu „coverów”, tylko ciekaw jestem Waszych opinii na ten temat. Jak często zaczynamy słuchać jakiegoś wykonawcy dlatego, że gdzieś zagrał „przeróbkę”, która wpadła nam w ucho i dopiero później zapoznajemy się z jego autorską twórczością? Celowo pomijam „zespoły”, które w setliście koncertowej mają 70% coverów, bo to nie są zespoły tylko cover-bandy. Nie o takich „tfurców” mi chodzi.

            Na koniec tego krótkiego tekstu, zostawię Was z pytaniem: W którym momencie coveru kończy się kopiowanie, a zaczyna się kreacja i pojawia się to słynne „coś”?

Piotr Bierżyński

Written by

Życiorys uproszczony:
1975 narodziny
1982 Polska – Francja 3:2
1987 Napalm Death, Scum
1987 Dezerter, Underground Out of Poland
1988 Kult, Spokojnie
1989 New Model Army, Thunder and Consolation
1990 Slayer, Seasons in the Abyss
1991 Pearl Jam, Ten
1993 Tool, Undertow
1993 pierwsze Martensy
1996 63 pkt w jednym meczu w kosza
1999 Matrix
2000 Lidzbark Warmiński
2006 Monia vel Lusia vel Lutosława vel Luśkalainen
2006 Kabaret Snobów
2010 Sonisphere
2012 Kabaret NO
2014 Polska – Niemcy 2:0

You may also like...

4 komentarze

  1. Szkieletor napisał(a):

    W coverach nie ma nic strasznego, gdy potrafi się zrobić coś własnego, co pokaże klasę artysty, a nie wtedy, gdy od niego rozpoczyna się karierę: „Patrzcie, jaki zajebisty cover nagrałem. Jestem gwiazdą!”. A jeszcze kilka lat wcześniej grał swoje, nudne, nieciekawe kawałki, które nie osiągnęły poklasku. A jak mówił inżynier Mamoń: „Lubię te filmy, które już oglądałem”. Podobnie jest w muzyce. Żeby wypłynąć na szerokie wody, wielu nowych muzyków, nagrywa cover, by przebić się, bo swoimi utworami nie potrafią, bo nie potrafią zbyt wiele ciekawego wymyślić,a cover zawsze się sprzeda. Będą gwiazdy, czerwone dywany, kasa i potem na koncertach będzie można grać tylko cover, szczególnie na niebiletowanych imprezach.

  2. Piotr Bierżyński Piotr Bierżyński napisał(a):

    Zgadzam się całkowicie, choć i tak nigdy nie dowiemy się, co było prawdziwym impulsem do „popełnienia” coveru przez artystę. Musielibyśmy przeprowadzić sondę wśród twórców he he.

  3. Janusz napisał(a):

    Piotrek, sam grałem wiele lat temu w cover bandzie. Dlaczego to robiłem, że grałem covery? A no, dlatego bo trzeba bylo od czegoś zacząć, uczyć się biorąc przykład z tych co byli i są bogami. Super artykuł tak w ogole. Niestety w erze czterosekundowych słuchaczy, świeżak muzyk naprawde musi popaść w szaleńswto przez pierwsze cztery sekundy aby móc go sluchac przez nastepne trzy. Uważam że troche wiecej czasu ma z coverem…bo to juz gdzies było ale czlowiek ciekaw jest czy mu sie bardziej spodoba niz oryginal, czy to ma potencjal oraz czelnosc rozbrzmiwac w jego uszach bardziej, lepiej niz pierwowzor…ehh no coz, jutro tez jest dzien;) pozdrawiam!

  4. Piotr Bierżyński Piotr Bierżyński napisał(a):

    Januszu, jeżeli uczysz się grać, to oczywiste, że najczęściej zaczynasz od cudzego repertuaru. Bardziej zastanawia mnie, czy stworzenie coveru może być kreacją i czy może być własnym, odrębnym bytem :) Czy więcej daje artyście czy mu odbiera?

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!