#recenzujemy: Michał Gołkowski – Komornik

Zawsze zastanawiałem się co kieruje ludźmi, którzy decydują się na wykonywanie pracy takiej jak komornik. Jak czuje się taki pan, gdy wraca do domu i siada do kolacji? O czym myśli? Czy czerpie satysfakcje z wykonywanego zawodu i ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku? A co jeśli jest się legalnym Komornikiem na usługach Boga i wykonuje się egzekucje na ludziach? Taki gość to dopiero musi mieć przemyślenia wieczorem…

Jako wrodzony pesymista, czarnowidz i siewca defetyzmu w każdej znanej ludzkości skali i konfiguracji chyba znalazłem książkę idealną dla mnie. Czemu? Odpowiem zagadką. Cóż można powiedzieć w sytuacji kiedy stykamy się z końcem i to takim całkowicie ostatecznym? Apokalipsa(!), Armagedon(!!) czy jak kto woli totalna masakra piłą mechaniczną (!!!) (i czym tam jeszcze jakiś azjatycki reżyser tandetnych horrorów sobie nie wymyśli). Przecież to koniec. Koniec życia na ziemi. Koniec ludzkości. Koniec świata (a tak dobrze nam szło niszczenie go na wszelkie możliwe sposoby… jeszcze parę stuleci i sami byśmy sobie dali radę, nie potrzeba Armagedonu). W obliczu tak niekomfortowej sytuacji ciężko już nawet o defetyzm, bo niby co miałoby pójść jeszcze bardziej nie po naszej myśli? I tutaj trafiamy na odpowiedź czemu Komornik Michała Gołkowskiego to książka idealna dla mnie. Otóż moi drodzy, prawdziwy defetysta będzie narzekał nawet na koniec świata, a że jakiś taki niedorobiony, mało efektowy i efektywny. Jednym słowem lipny.

Właśnie w taki świat wrzuca nas Michał Gołkowski w swojej powieści. Biblijny koniec świata to wydawać by się mogło ostateczna ostateczność. Jednak rzeczywistość jest inna.  Apokalipsa zdecydowanie się nie udała. Co prawda Ziemia się zatrzymała, dużo ludzi zginęło, były meteoryty i anioły zagłady, ale wszystko odbyło się na trochę mniejszą skalę. Ci na Górze źle oszacowali populację, zatrzymali się w czasach niewiele późniejszych niż śmierć Chrystusa. A na Ziemi zaszły zmiany mili państwo – mamy samoloty, nowoczesną broń i wcale nie jesteśmy chętni żeby żegnać się z naszą planetą i życiem.

I tak to zostaje – na wpół rozbabrana Apokalipsa.
W końcu ktoś na Górze decyduje, że trzeba ten burdel ogarnąć.
Powołani zostają do życia Aniołowie Apokryficzni. Postawione zostaje przed nimi proste zadanie: jak najszybciej i najskuteczniej rozporządzić masą upadłościową, w którą zamieniła się nasza Ziemia. Mają dokonać inwentaryzacji, zdecydować co zrobić ze stanem zastanym, zlikwidować środki trwałe, upłynnić aktywa, wymieść brudy, zgasić światło i oddać klucz na portierni. Co robią Apokryficzni, przez ludzi wymyśleni, przez ludzi napisani i myślący częściowo jak ludzie? Najkrócej mówiąc decydują, że mają to w dupie. Że nie mają kompetencji i im się nie chce. Zwalają czarną robotę na ludzi.
Na ziemię zstępują Komornicy.
 

Bohaterem naszej powieści jest właśnie tytułowy Komornik, wynajęty przez Górę terminator/egzekutor. Jego misja jest prosta – całkowita eksterminacja ludzkości. Ezekiel Siódmy nie jest jednak typowym mordercą na zlecenie. Jest inteligentny, ma świetne poczucie humoru, zadaje dużo pytań natury filozoficznej i egzystencjalnej, i zachowuje się często aż nadto po ludzku (w końcu kiedyś był człowiekiem, a praca to praca jak zwykli mawiać naziści). Ezekiel jest po prostu świetnie wykreowaną postacią, a jego poczynania, okraszane sporą dawką humoru, ironii i sarkazmu, śledzi się z dużą przyjemnością.

Postapokaliptyczny świat, który przemierza nasz protagonista to z kolei następna mocna strona powieści. Momentami Ziemia wydaje się być tak znajoma i normalna, by w jednej chwili przypominać wizję artysty na haju. Doświadczamy tu mieszanki biblijnych historii i postaci (często traktowanych prześmiewczo lub ironicznie) z postaciami z innych wierzeń (np. Sfinks). Wszystko tworzy ciekawą całość, która zyskuje z każdą stroną opisu.

Natomiast sama akcja powieści oparta jest na głównym wątku, w którym nasz Komornik poszukuje pewnej osoby, na której ma wykonać egzekucję. Delikwent okazuje się być bardziej przebiegły niż większość ofiar, a dodatkowego smaczku sytuacji dodaje fakt, że obaj panowie zdecydowanie dzielą wspólną, choć jeszcze nie do końca jasną, przeszłość. Nie zmienia to jednak faktu, że w między czasie dzieje się jeszcze wiele ciekawych wątków pobocznych. Akcja praktycznie cały czas galopuje w zawrotnym tempie, a Ezekielem wplątuje się we wciąż nowe tarapaty.

Komornik to zdecydowanie świetny początek, mam nadzieję, jeszcze lepszej historii. To ciekawa, oryginalna i wciągająca powieść, którą pochlanie się niemal jednym tchem. Nie ukrywam, że dla niektórych osób może być rażąca i obrazoburcza, ale trzeba ją traktować z przymrużenie oka, a wtedy czytanie będzie czystą przyjemnością.

Michał Niezdropa

Written by

Anglista/Dziennikarz – bo jakiś zawód trzeba mieć. Mol książkowy – bo coś trzeba robić jak się nie zarabia. „Gitarzysta” – bo na coś trzeba dziewczyny rwać, jak nie na aparycję. Fan Barcy – bo piłka w sercu po tacie (fan Realu). A miłośnik ciężkich brzmień – bo jak ich nie kochać.

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!