#recenzujemy: B.V. Larson – Rój

Rój B.V. Larsona nareszcie doczekał się wznowienia i będziemy mieli okazję poznać dalsze losy Sił Gwiezdnych. Z tego powodu postanowiłem napisać parę słów o tej niedocenianej książce, która zapewniła mi godziny naprawdę dobrej zabawy. Pragę szybko nadmienić, że nie będę próbował udowodnić, że Rój to arcydzieło literatury, które na nowo redefiniuje pojęcie space opera. Nie napiszę też, że powieść Larsona zmusza czytelnika do przemyśleń czy oferuje mu możliwość odbycia podróży w głąb siebie. Ale od czasu do czasu, lubię sięgnąć po powieść, którą przeczyta się szybko, łatwo i z duuużą dozą przyjemności. A gdy jeszcze dodatkowo owa powieść zaciekawi na tyle, że chce się sięgnąć po kontynuację…
bv-larson-star-force-tom-1-roj-swarm-cover-okladka

Fabuła książki skupia się wokół… surprise, surprise… ataku obcych. Pewnego dnia na Ziemię przybywają statki kosmiczne, które porywają ludzi. W jakim celu i dlaczego? Tego nie wiemy. Ale się dowiemy, bo jak się okazuje jeden ze statków porywa również naszego głównego bohatera… zaraz po wcześniejszym porwaniu i zabiciu jego dzieci. Nasz bohater jak nie trudno się domyślić przeżyje wizytę na statku i będzie dążył do rozwikłania zagadki tajemniczych obcych.

Wiem, wygląda trochę jak pomidorowa z wczorajszego rosołu – dobre już było, a teraz próbujemy na bazie gotowego stworzyć coś nowego. Ale czy nie jest tak, że ta pomidorowa i tak smakuje? No i tak jest właśnie z Rojem, bo choć może wydawać się kolejnym nudnym czytadłem o walce ludzi z kosmitami, to po przeczytaniu pozostawia pozytywne wrażenia.

Czemu zapytacie. Bo jest po prostu ciekawa. Nie odkrywcza i nie przełomowa, a jednak coś w niej powoduje, że czyta się ją jednym tchem. Przede wszystkim, ma na to wpływ akcja. W tej książce nie ma zbędnych opisów, zapychaczy i partii tekstu poświęconych bohaterowi kontemplującemu istotę życia. Zgodzę się, że przez to sama postać, wokół której budowana jest fabuła wydaje się odrobinę jednowymiarowa, ale z drugiej strony nie to jest przecież w powieści najważniejsze. Na miejscu głównej postaci, też nie zastanawiałbym się nad sensem życia, gdybym został tak gwałtownie wrzucony w wir wydarzeń, które pędzą na złamanie karku.

Larson w iście hitchcockowskim stylu zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem napięcie wzrasta. Książka od początku intryguje, bo choć wiemy, że mamy do czynienia z atakiem obcych, właściwie nie wiemy, jaki jest jego cel i do czego owi obcy zmierzają. Autor umiejętnie dozuje nam wyjaśnienia, tak, aby zachęcić i pobudzić ciekawość. Sam koniec pierwszego tomu dużo wyjaśnia i świetnie wprowadza nas w to, co będzie się działo w kolejnych częściach.

56bbc942b5c4b

Okładka pierwszego wydania – wydawnictwo Fabryka Słów

Co jeszcze urzekło mnie w Roju to fakt, że mamy do czynienia z science fiction, które nie jest przeładowane ogromną ilości trudnych słów i skomplikowanych pojęć, bo nie tego oczekujemy od space opery. Powieść Larsona to militarne sci-fi nastawione na akcję, akcję i jeszcze raz akcję. Mamy tu oczywiście nowe technologie pozwalające zwiększać siłę i kondycję; mamy wysoko rozwiniętych obcych, maszyny i bronie, o których nie śniło się filozofom, ale wszystko to jest zaprezentowanie zgrabnie i zwięźle, tak, aby nie znudzić i nie wytracić rozpędu podczas czytania. Mamy również scenach bitew i walk, które Larson opisuje tak dynamicznie i realistycznie, że często niemalże czuć przeciążenia, którym poddawana są ciała żołnierzy.

Być może, odrobinę poniosło mnie w niektórych kwestiach, ale to, dlatego, że czytając powieść Larsona miałem wrażenie, że on też odrobinę dał się ponieść tej książce. Bez wątpliwości nie jest to najpiękniej napisana powieść, jaką czytałem (być może taki był cel… a może nie). Autor nie włada piórem jak natchniony wieszcz podczas intelektualnego uniesienia. Ale wiecie, co? Mam to gdzieś, bo dobrze się bawiłem czytając Rój, a jeśli lubicie militarne sci-fi nastawione na akcję gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

Michał Niezdropa

Written by

Anglista/Dziennikarz – bo jakiś zawód trzeba mieć. Mol książkowy – bo coś trzeba robić jak się nie zarabia. „Gitarzysta” – bo na coś trzeba dziewczyny rwać, jak nie na aparycję. Fan Barcy – bo piłka w sercu po tacie (fan Realu). A miłośnik ciężkich brzmień – bo jak ich nie kochać.

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!