#recenzujemy: Jarosław Grzędowicz – Pan Lodowego Ogrodu Tom 1

Pan z Wami! Jako i ogród jego! Chwalmy Pana, bo niewątpliwie jest za co! Pierwszy tom Pana Lodowego Ogrodu to powieść, o której nie da się zapomnieć, wraca jak bumerang i zmusza do czytania, choć dużo ważnych spraw na głowie i deficyt czasu permanentny. Tuż po premierze pierwszego tomu, Grzędowicz zgarnął prawie wszystkie ważniejsze nagrody w polskiej fantastyce (m.in. nagroda Zajdla). I tak jak często zdarza mi się nie zgadzać z wyborami „znawców”, tak tu, jak powiedziałby francuski żołnierz gdy wrogie wojska atakują jego piękny kraj – nie ma sensu walczyć, trzeba się zgodzić ze „znawcami”, bo Pan Lodowego Ogrodu jest po prostu bardzo dobry.

PLO

Nareszcie, to my ludzie jesteśmy bardziej rozwinięci od cywilizacji zamieszkującej inną planetę i to my, patrzący z góry na człekopodobnych mieszkańców planety Midgaard żyjących w realiach znanych nam ze średniowiecza, czujemy potrzebę i odpowiedzialność, by coś zrobić, a i ciekawość dodaje swoje trzy grosze. To bach, ślemy ekspedycję, bo trzeba zbadać, zinwigilować, się wywiedzieć po prostu. Jednak coś idzie nie tak, trzeba posłać kogoś, żeby dowiedział się co to było i żeby, w miarę możliwości po cichu, zamiótł wszystko pod dywan   i najlepiej na tym samym dywanie wrócił do domu. To zadanie idealne dla Vuko Drakkainena.

To właśnie z perspektywy Vuko przyjdzie nam poznawać większość wydarzeń zawartych w powieści. Znajdujemy się w bogatym, tętniącym życiem i tajemniczym świecie, gdzieś na końcu znanego nam wszechświata i właśnie rozpoczęła się wojna bogów, czymkolwiek jest. Grzędowicz stworzył intrygujący świat pełen niewyjaśnionych zjawisk– świat, który od początku zaciekawia i wręcz zmusza do powiedzenia w myślach kultowego już zdania  „jeszcze tylko dokończę rozdział i idę spać”. Ostrzegam, nic z tego, będziecie czytać póki świt nie nastanie (wiem z autopsji).

Oprócz świata, Grzędowicz kupił mnie przede wszystkim swoimi pomysłami. Wrzucenie w w/w realia człowieka wychowanego w dobie Internetu, komórek i wszelakich nowoczesnych technologii to ciekawy motyw, choć niezbyt oryginalny. Wytrenowanie go i przystosowanie do życia w nowej rzeczywistości po to, aby się nie wyróżniał to już coś ciekawszego. Wyposażenie go w cud techniki – implant w mózgu, robiący z niego terminatora – odpowiem jak terrorysta zapytany przez kasjerkę w sklepie co podać – dla mnie bomba.

Sam Vuko to już moim zdaniem majstersztyk. Gość wrzucony niczym do gry RPG, osamotniony w poszukiwaniu kilku osób na planecie zamieszkanej przez miliony, opisuje nam wszystko tak, że złoto w kategorii „opowieści przy ognisku” ma w kieszeni. Czasem ze szczegółami, czasem humorystycznie (Grzędowicz trafił mój gust) lub sarkastycznie, a czasem w sposób szczery do bólu – A teraz stoję sam z obcym żelazem w dłoni, a wokół mnie umierają ludzie. I jestem już kimś innym niż pięć minut temu.

Vuko to po prostu facet z krwi i kości i trudno go nie pokochać. W pamięci pozostał mi fragment, w którym stara się okiełznać konia i musiałem się nim z wami podzielić, bo idealnie oddaje to, o czym wcześniej pisałem:

Zły koń! Bardzo zły, niepozytywny koń! Niedobry koń! Znaczy właściwie nie koń, tylko ten, renifer jakiś… Czy daniel… Cholera cię wie. Zły jeleń! Bardzo niedobre zwierzę wierzchowe nieznanego gatunku! Złe okapi! Brzydka żyrafa!

Jedynym minusem książki jest fakt, że się kończy, bo chciałoby się czytać i czytać. Sam nie wiem, na czym polega fenomen Pana Lodowego Ogrodu, ale nie będę się nad tym głowił. Będę czytał i czerpał z tego niczym nieskrępowaną przyjemność i tyle. A jak się skończy, to przeczytam jeszcze raz i pewnie znowu rozwali mnie na łopatki. Trudno, nie takie rzeczy już przeżyłem.

Michał Niezdropa

Written by

Anglista/Dziennikarz – bo jakiś zawód trzeba mieć. Mol książkowy – bo coś trzeba robić jak się nie zarabia. „Gitarzysta” – bo na coś trzeba dziewczyny rwać, jak nie na aparycję. Fan Barcy – bo piłka w sercu po tacie (fan Realu). A miłośnik ciężkich brzmień – bo jak ich nie kochać.

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!