#recenzja: Brandon Sanderson – Z Mgły Zrodzony

Trochę czasu zajęło mi napisanie tej recenzji, a właściwie samego początku. Czemu? A to dlatego, że szczerze mówiąc, ciężko o Sandersonie napisać coś nowego. Powoli zaczyna się to robić nudne i przewidywalne. Przecież facet to nie maszyna – musi w końcu coś zepsuć albo chociaż obniżyć odrobinę poziom. Nie może być tak, że czego się nie dotknie to jak u Midasa – kupa złota. Aż korci żeby napisać o nim coś złego, skrytykować, wytknąć błędy i powielanie schematów, tak z czystej polskiej zawiści, że komuś się udaje. Ale cóż, nie da się – Z Mgły Zrodzony może nie dorównuje poziomem Drodze Królów, ale bez wątpienia jest bardzo dobrym początkiem serii powieści ze świata Ostatniego Imperium i potrafi nieraz rzucić czytelnika na kolana i chwilę potrzymać go w tej niewygodnej pozycji.

z-mgly-zrodzony-b-iext28794912

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, „Skrawek Nieskończoności”, posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

Brzmi trochę sztampowo nieprawdaż? Prawy i sprawiedliwy przeciwko złemu i okrutnemu. Good vs Evil po raz nie wiadomo który, za wolność naszą i waszą. A mimo to Sanderson potrafił przyciągnąć moją uwagę na wiele godzin, bo Z Mgły Zrodzony to pokaźne tomiszcze (ale do tego autor zdążył już przyzwyczaić). Zatem czym tak przyciąga?

Po pierwsze ciekawym światem. Jest on pozbawiony kolorów, dominuje w nim przejmująca i wszechogarniająca szarość. Z nieba sypie się popiół, a zieleń liści i kolorowe kwiaty to tylko legenda, w którą już niemal nikt nie wierzy. Społeczeństwo znajdujące się pod jarzmem nieśmiertelnego boga-tyrana, podzielone na bogatych ludzi i biednych skaa zmuszanych do niewolniczej pracy na rzecz szlachty. Świat wykreowany przez autora oraz sposób w jaki o nim pisze przyciąga od pierwszego fragmentu. Dodajmy jeszcze do tego znak firmowy Sandersona – magię. To już standard, że pisarz za każdym razem zaskakuje kreatywnością i pomysłowością, jeśli chodzi o ten niezwykle ważny dla literatury fantasy aspekt (żeby nie było, że zmyślam albo koloryzuję odsyłam do recenzji Rozjemcy i zgłębienia systemu magii tak zawartego). W Z Mgły Zrodzonym istnieją ludzie, którzy spalając w swych organizmach różne metale oraz ich stopy zyskują nadprzyrodzone zdolności. Można wpaść na ciekawy pomysł? Sanderson udowadnia, że tak.

Po drugie fabuła, o której można by bez dwóch zdań, rozpisać się na parę stron (spokojnie, aż tak długo nie będzie). Jak już wspominałem, książka do krótkich nie należy, a jednak czyta się ją bardzo szybko – raz, za sprawą przystępnego i dynamicznego języka, dwa, bo w książce się po prostu dzieje. Mamy tutaj dużo zagadek, tajemnic z przeszłości i teraźniejszości. Historia obfituje w zwroty akcji, każdy element opowieści jest dobrze przemyślany (nawet krótkie notatki z dziennika Ostatniego Imperatora cytowane pomiędzy rozdziałami), a detale na prawdę mają znaczenie. Im bliżej końca, tym więcej się wyjaśnia, ale pojawia się również wiele pytań, na które mam nadzieję znaleźć odpowiedzi w kolejnych tomach. Sandersonowi można zaufać w kwestii fabuły, widać, że wie co robi i kropka.

I na koniec pozostawiłem to, co uważam za największy atut powieść – bohaterów. Zarówno Kelsier i Vin – głowni aktorzy, jak i postacie drugoplanowe – Sazed, Elend Venture  czy Marsh, wszyscy są jak żywi. Każdy z nich ma swoją przeszłość, żyje wspomnieniami, ma marzenia i przeżywa rozterki. Kelsier skrywa w sobie mroczną przeszłość, o której nie chce rozmawiać nawet z przyjaciółmi. Choć ma odgrywać pozytywną rolę, nie jest bez wad i często postępuje pochopnie lub egoistycznie. Vin nie ufa nikomu, a jednak pragnie w życiu znaleźć kogoś, kogo w końcu będzie w stanie nim obdarzyć. Sazed, który wydaje się być przeciętnym lokajem, a jednak od początku widać, że słowo „przeciętny” jest ostatnim, którego należałoby użyć. Ci ludzie żyją, myślą i czują, a my razem z nimi.

Cóż rzec jeszcze, ale tak żeby nie przesłodzić i przypadkiem nie zniechęcić? Chyba już starczy. Sięgnijcie po książkę i oceńcie sami. Dla mnie Sanderson stworzył niesamowity świat wypełniony wielowymiarowymi i niejednoznacznymi postaciami z krwi i kości oraz osadził je w fabule, która jest nieprzewidywalna i wciąga od pierwszych stron. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby autor nigdy nie wyczerpał nowych pomysłów, bo jestem przekonany, że byłaby to duża strata tak dla czytelników jak i dla samego świat fantasy.

Michał Niezdropa

Written by

Anglista/Dziennikarz – bo jakiś zawód trzeba mieć. Mol książkowy – bo coś trzeba robić jak się nie zarabia. „Gitarzysta” – bo na coś trzeba dziewczyny rwać, jak nie na aparycję. Fan Barcy – bo piłka w sercu po tacie (fan Realu). A miłośnik ciężkich brzmień – bo jak ich nie kochać.

You may also like...

Bądź na bieżąco!

Otrzymuj nowości na maila!

Bądź na bierząco!